Od wprowadzenia wspólnej waluty w 1999 r., zakres zmian EUR/USD w jednym roku (dystans między minimum a maksimum kursu) zawsze przekraczał 12 centów. W zbliżającym się do końca 2013 r. skala zmian jest rekordowo niska — obecnie wynosi zaledwie 0,11.
Niską zmienność implikuje fakt, że wraz z utratą przez kryzys zadłużeniowy statusu głównego wyznacznika przebiegu notowań, euro przestało zachowywać się jak waluta ryzykowna. Taką tezę potwierdza osłabienie się korelacji z walutami emerging markets oraz walutami państw G-10, które mają relatywnie wysokie stopy procentowe.
Co więcej, euro w okresach siły dolara wynikających z nasilenia spekulacji o przyszłości skupu aktywów przez Fed stabilizował strumień kapitału płynący na europejskie giełdy, a zwłaszcza na peryferyjne parkiety w Mediolanie i Madrycie. W ostatnich dniach dodatkowo wzrosło prawdopodobieństwo, że tegoroczny przedział wahań nie ulegnie już rozszerzeniu — kurs oddalił się od szczytów leżących powyżej 1,38.
Osłabieniu euro sprzyjało połączenie skrajnego pozycjonowania inwestorów odzwierciedlanego przez rynek opcji walutowych oraz nasilenia procesów dezinflacyjnych w strefie euro, do których doszło pomimo podwyżki VAT we Włoszech.
Do obniżania się dynamiki cen konsumenckich przyczynia się w dużej mierze siła wspólnej waluty, która zagraża kruchemu ożywieniu gospodarczemu. W rezultacie inwestorzy obawiają się, że Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego wyrazi swoje zaniepokojenie wzrostem wartości euro lub zasygnalizuje, że niebawem EBC dokona kolejnego zastrzyku płynności pod postacią pożyczek LTRO.