Walka z rakiem i zysk

Wojciech Chmielarz
opublikowano: 2007-04-11 00:00

Słowa rynek, podaż, popyt brzmią bezdusznie, kiedy opisuje się firmę produkującą leki onkologiczne.

Gazela Biznesu Vipharm

Słowa rynek, podaż, popyt brzmią bezdusznie, kiedy opisuje się firmę produkującą leki onkologiczne.

Ulica Przewoźników w Warszawie. Niedaleko zatłoczona Radzymińska, ale tutaj spokój i cisza. Wokół domki jednorodzinne. Droga szeroka, niewyasfaltowana. Wertepy, że można zawieszenie urwać. Numer 11, biały, nowoczesny budynek — większy od otaczających go domów, ale niełatwo uwierzyć, że mieści się tu firma, której produkty ratują ludzkie życie. Terapia tamoxifenem u kobiet przed menopauzą z rakiem piersi jest alternatywą dla wycięcia jajników lub ich napromieniowaniem, macdafen stosuje się w chemioterapii nowotworów złośliwych. Lek megalia wskazany jest w leczeniu braku łaknienia, czyli anoreksji lub będącej wynikiem choroby nowotworowej utraty masy ciała.

Rodzinna tradycja

Vipharm rozpoczął działalność w 1998 r.

— Wtedy w Polsce dziedzina leków onkologicznych uchodziła za potrzebną, ale niedochodową. Dostępne były jedynie drogie leki oryginalne, brakowało nowoczesnych leków generycznych. Postanowiliśmy zapełnić tę lukę i pomóc polskim pacjentom — mówi Jan Szelejewski, prezes Vipharmu.

Osoby, które zakładały firmę, to lekarze, farmaceuci i chemicy. Jan Szelejewski skończył zarządzanie, jednak branża farmaceutyczna nie była mu obca. Jego ojciec Wiesław Szelejewski jest dyrektorem Instytutu Farmaceutycznego w Warszawie. Z tą jednostką badawczą Vipharm zresztą współpracuje — macfaden to właśnie produkt instytutu.

Dane epidemiologiczne wskazywały, że najczęściej występującym u kobiet nowotworem złośliwym jest rak piersi. Dlatego Vipharm zaczął od produkcji leków na to schorzenie. Specyfika branży i długi proces badawczy sprawiły, że pierwsze preparaty firma zarejestrowała w 2000 r.

— W branży farmaceutycznej spółka dopiero teraz może odczuć skutki działań, które podjęła dwa lata wcześniej — tłumaczy Jan Szelejewski.

Ze swoich działań Vipharm może być zadowolony.

— Naszą filozofią jest dostarczanie leków o najniższej cenie w danej grupie terapeutycznej. Wtedy to nasz produkt wyznacza limit cen do refundacji. Ale i tak należymy do czołowych firm pod względem dynamiki przychodów. Mamy znaczący udział w rynku leków stosowanych w onkologii, m.in. w hormonoterapii raka piersi, w przerzutach do kości i w wyniszczeniu nowotworowym — mówi Jan Szelejewski.

Nowe horyzonty

Czyżby pasja poszukiwania nowych leków była przekazywana genetycznie? Firma Jana Szelejewskiego zeszła z utartej ścieżki produkcji generyków i zaangażowała się w poszukiwanie oryginalnych specyfików.

— Profesor Jan Lubiński z Pomorskiej Akademii Medycznej odkrył mechanizmy działania zmutowanych genów BRCA1, BRCA2. Dzięki temu możemy wiedzieć, kto ma większe prawdopodobieństwo zachorowania na raka. Czy w związku z tym jest szansa, aby pomóc pacjentkom z rakiem piersi? Pewne hipotezy pozwoliły zespołowi naukowców z Pomorskiej Akademii Medycznej na określenie składu produktu, a my zobowiązaliśmy się do opracowania postaci tego leku. Obecnie wspólnie realizujemy ten projekt — tłumaczy Jan Szelejewski.

Celem projektu jest sprawdzenie, czy można zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka piersi i jajnika u nosicielek mutacji BRCA1. Stąd za sukces tego projektu warto trzymać kciuki.

Trudne słowo — rak

Vipharm nie ogranicza się tylko do produkcji leków.

— Patronujemy warsztatom z zakresu psychoonkologii. Okazuje się, że na studiach medycznych nie ma zajęć np. z komunikacji lekarz — pacjent. A to bardzo ważne, jak się mówi o chorobie. Lekarze mają wielki wpływ na pacjentów, na ich rodziny, na to, jak chory sam będzie walczył z rakiem — opowiada Jan Szelejewski.

Onkolodzy mają się dzięki warsztatom nauczyć rozmawiać z chorymi tak, żeby straszne i trudne słowo „rak”, stało się mniej groźne, mniej ostateczne.

— Organizujemy też szkolenia dla pacjentów na temat tego, jak rozmawiać z lekarzem. Bo to też nie jest takie proste — opowiada Jan Szelejewski.

Słowa rynek, podaż, popyt brzmią bezdusznie, kiedy opisuje się firmę produkującą leki onkologiczne. Dobrze, że w Vipharmie pamiętają, że ich biznes to także życie wielu ludzi.

Przyjaciel od Piersi

Trzy lata temu firma Vipharm niespodziewanie pojawiła się w naszym organizacyjnym życiu. Niewiele o niej wiedziałyśmy. Reprezentantka firmy dr Agnieszka Szelejewska (siostra Jana Szelejewskiego — red.) wiedziała o nas i o naszej pracy dość dużo. Na tyle dużo, że zdecydowała się wyrazić gotowość wspierania naszej działalności w zakresie permanentnego szkolenia ochotniczek, prowadzenia dla Amazonek warsztatów z racjonalnej terapii zachowania, dofinansowanie materiałów edukacyjno-informacyjnych.

Dzięki Vipharmie publikujemy dwa razy w roku „Gazetę Amazonki”, a ostatnio wydałyśmy książkę „I przyszedł do mnie rak — Amazonki nadzieją chorych na raka”. Wiele jest codziennych, nieprzeliczalnych na pieniądze działań, w których dr Szelejewska bezpośrednio uczestniczy, wspiera nas i pomaga nam. Jest dobrym duchem naszego Stowarzyszenia. Wszystkie Amazonki cenią jej bezinteresowną pomoc i zaangażowanie w rozwiązywaniu naszych problemów. Jest dla nas kimś bardzo ważnym — cenioną i kochaną osobą. Jest zawsze tam, gdzie potrzebujemy jej wiedzy i serdeczności. Jest prawdziwym „Przyjacielem od Piersi”.

Elżbieta Kozik

prezes Stowarzyszenia Amazonki

Modelowa współpraca przemysłu i nauki

Vipharm to prężnie rozwijająca się polska firma farmaceutyczna. Obserwujemy jej zmagania w czasie wprowadzania na rynek kolejnych leków najnowszej generacji. Cieszymy się, że w pracach badawczych wykorzystują potencjał Instytutu Farmaceutycznego.

Nasza współpraca dotyczy opracowań jakościowych i technologicznych zarówno substancji czynnych, jak i postaci leków. W obecnych czasach dużo mówi się nie tylko o skuteczności, ale też o bezpieczeństwie stosowanych leków. Wykonywane w Zakładzie Farmakologii Instytutu Farmaceutycznego badania biodostępności leków Vipharmu potwierdzają równoważność biologiczną zgodnie z dyrektywą Europejskiego Prawa Farmaceutycznego Dir 2001/83EU. Firma Vipharm to przykład dobrej współpracy między przemysłem a instytutem naukowym.

Janusz Obukowicz

zastępca dyrektora Instytutu Farmaceutycznego

Specyfiki za miliard

Produkcja nowego leku trwa ok. 20 lat. Może kosztować do miliarda dolarów.

O kosztach produkcji leków mówiono na konferencji Urzędu Rejestracji Leków. Prace rozpoczynają się od zbadania, czy i jak na przyczyny lub objawy choroby działają określone substancje. Potem ustala się właściwości leku i jego składu. Następnie nadchodzi czas na badania laboratoryjne oraz na próby na zwierzętach, a w końcu na ludziach. Wszystko trwa do 24 lat i kosztuje nawet do miliarda dolarów.

Złoty wiek kosztownej onkologii

Onkologia należy do najdroższych dziedzin medycyny.

Jak twierdzą eksperci z firmy badawczej IMS Health, onkologia wchodzi w swój złoty wiek. Pojawia się coraz więcej, coraz nowocześniejszych i co najważniejsze, coraz bardziej skutecznych leków. To rodzi popyt. Niestety, onkologia wciąż pozostaje jedną z najdroższych dziedzin medycznych. I nie zapowiada się, żeby wkrótce miało się to zmienić.

W Polsce szpitale kupiły leki za prawie 2 mld zł. Z tego 30 proc. stanowią preparaty onkologiczne i immunosupresyjne. W stosunku do 2005 r. to wzrost o 26,6 proc. Wzrostowy trend sprzedaży na rynku szpitalnym utrzymał się też w dwóch pierwszych miesiącach 2007 r. Wyniósł 8,2 proc.

— Za ten wzrost praktycznie w całości odpowiedzialna jest grupa leków onkologicznych i immunosupresyjnych — mówi Stefan Bogusławski, dyrektor generalny IMS HealthPolska.

Mimo wzrostu wydatków onkologia w Polsce jest wciąż niedofinansowana, a dostęp do innowacyjnych terapii często utrudniony.

Polska farmacja oparta jest na lekach generycznych

Leki innowacyjne to nie tylko sukces medyczny, ale przede wszystkim ekonomiczny.

Polska farmacja specjalizuje się w produkcji leków generycznych. Są to odpowiedniki leków oryginalnych, o takiej samej substancji czynnej i działaniu farmaceutycznym. Zwykle są dużo tańsze od oryginałów. Produkować je można dopiero po wygaśnięciu ochrony patentowej (w Polsce wynosi ona 20 lat).

Koncerny kontra ubodzy

Sprawa generyków od lat budzi wiele kontrowersji w środowisku farmaceutycznym. Producenci leków oryginalnych oskarżają wytwórców preparatów odtwórczych o to, że swoimi działaniami zabijają innowacyjność w farmacji. Z kolei druga strona oskarża wielkie koncerny o to, że korzystając z pozycji monopolisty zawyżają ceny oryginalnych leków i ograniczają dostęp do leków najbiedniejszym pacjentom.

Najgłośniejszy spór wybuchł parę lat temu pomiędzy koncernami farmaceutycznymi a rządami pustoszonych przez AIDS państw afrykańskich, które sprowadzały lekarstwa na tę chorobę z Brazylii, Tajlandii czy Indii z pominięciem drogich patentów. W Polsce z kolei Pfizer sprzeciwiał się rejestracji maxigry, polskiego odpowiednika słynnej viagry. Wkrótce producenci z naszego kraju mogą dołączyć do zwolenników twardszej ochrony patentowej.

Platforma innowacji

— Medycyna to nie tylko leczenie pacjenta, ale także ogromny biznes i zaawansowana technologia — tłumaczy prof. Jan Lubiński, koordynator Polskiej Platformy Technologicznej Innowacyjnej Medycyny, która została założona w październiku 2005 r. W grupie inicjatywnej znalazły się obok Vipharmu, także m.in. Adamed, Biocontract, Polpharma, Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE i Read Gene.

— Vipharm należy do firm, które nadają ton. Oprócz niej to, np. Adamed czy Bioton, przedsiębiorstwa, które rozumieją, że warto zainwestować, żeby być innowacyjnym — mówi prof. Jan Lubiński.

Ideałem, do którego należy dążyć, to obecność polskich firm na globalnym rynku farmaceutycznym. Czy kiedykolwiek się do niego zbliżymy?

— Jestem ostrożnym optymistą — twierdzi prof. Lubiński.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót