Wall Street próbowała się bronić

WST
opublikowano: 2011-03-15 21:10

Amerykańskie giełdy nie zaliczą wtorkowej sesji do udanych. Idąc śladem pozostałych parkietów poddały się „lekkiej panice” co zaowocowało sporymi spadkami. Biorąc jednak pod uwagę skalę spadków na otwarciu sesji mogło być znacznie gorzej. Na szczęście po początkowym przerażeniu dosyć szybko przyszło otrzeźwienie i uspokojenie nastrojów, co pozwoliło odrobić część strat z pierwszej fazy notowań.

Na finiszu sesji indeks Dow Jones IA tracił 1,15 proc. S&P500 zniżkował o 1,12 proc. zaś Nasdaq o 1,25 proc.  Parę minut wcześniej straty były jeszcze mniejsze, jednak w samej końcówce znów mocniej przycisnęła podaż.

Istotnym wydarzeniem dla rynku akcji było też posiedzenie władz monetarnych, na którym podejmowano decyzję odnośnie stóp procentowych. Zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami, FOMC nie zdecydował się na zaostrzenie polityki pieniężnej, choć niektóre sygnały z gospodarki mogły sugerować takie rozwiązanie. Ale od samych stóp ważniejsze jest samo uzasadnienie. Miało dosyć optymistyczny wydźwięk. Władze monetarne stwierdziły, że ożywienie gospodarcze umacnia się, a sytuacja na rynku pracy stopniowo poprawia się. FOMC stwierdził również, że wysokie ceny surowców będą miały jedynie przejściowy wpływ na inflację.

Na parkiet dotarły też dane makro. Niższy niż oczekiwali analitycy okazał się napływ kapitałów długoterminowych. W styczniu zagraniczni inwestorzy zakupili amerykańskie aktywa o wartości 51,5 mld USD. Prognozy analityków zakładały inwestycje na poziomie ponad 72 mld USD.

Z kolei lepsza niż zakładano okazała się wartość indeksy New York Empire State, określającego koniunkturę panującą w regionie nowojorskim. W marcu wskaźnik wzrósł do 17,5 pkt, przy prognozie na poziomie 16,7 pkt i 15,43 pkt miesiąc wcześniej.

W prestiżowej średniej Dow Jones niemal przez cały dzień spadały notowania wszystkich blue chipów. Przecenie próbował się przeciwstawić jedynie koncern paliwowy Chevron, któremu w drugiej części sesji udało się wyjść nad kreskę.

Początkowo bolesne straty notowały walory General Electric, tracące chwilami ponad 4 proc. Spółka zniżkowała m.in. z powodu tego, że projektowała reaktory atomowe dla Japończyków, w tym jeden z tych, który eksplodował. W miarę upływu godzin, fala podaży na tym papierze stopniowo wygasała, w efekcie czego na finiszu przecena zelżała do nieco ponad 1,5 proc.