Wall Street rozczarowana Powell'em

Tadeusz Stasiuk
opublikowano: 2021-03-04 22:27

Indeksy amerykańskich giełd pogłębiają przecenę. Znów najgorszy wynik stał się udziałem wskaźnika rynku technologicznego, ale i pozostałe dwa główne indeksy zdynamizowały straty.

fot. Bloomberg
fot. Bloomberg

Ostatecznie na zamknięciu czwartkowych notowań indeks największych amerykańskich blue chipów Dow Jones zniżkował o 1,11 proc. Wskaźnik szerokiego rynku S&P500 tym razem oddał 1,34 proc. ze swojej wartości. Kolejne tąpnięcie, rzędu 2,11 proc. odnotował Nasdaq.

Bezsprzecznie najważniejszym wydarzeniem dnia, które przesądziło o ostatecznym przebiegu sesji było wystąpienie Jerome Powella, szefa Banku Rezerw Federalnych. Kierujący amerykańskimi władzami monetarnymi rozczarował uczestników rynku raczej łagodnym podejściem do ostatnich wydarzeń, w tym rajdu rentowności amerykańskich papierów skarbowych w zeszłym tygodniu. Jego komentarze odczytano jako swoiste zezwolenie na dalszy wzrost zysków z obligacji, co z miejsca doprowadziło do skoku rentowności. W przypadku benchmarkowych 10-latek przebiła ona poziom 1,54 proc., zostawiając sobie jednak jeszcze trochę miejsca do ubiegłotygodniowego szczytu na wysokości 1,614 proc.

Mając przed oczami relatywnie wysokie zyski z amerykańskich papierów skarbowych, a przy tym dużo bezpieczniejsze od akcji, inwestorzy zamykali pozycje na papierach spółek i złocie transferując znów środki na rynek obligacji. Kontrakty na złoty kruszec zostały przecenione do najniższego poziomu od czerwca 2020 r., ale udało im się pozostać ponad ważnym wsparciem 1700 USD/u, choć o zaledwie o 70 centów powyżej. Dostało się też innym „bezpiecznym przystaniom” jak jenowi czy frankowi szwajcarskiemu. Drożał za to dolar, który znalazł się na trzymiesięcznym szczycie.

Tym razem dane makro nie miały większego przełożenia na decyzje podejmowane przez handlujących, choć ogólnie miały pozytywny wydźwięk. Liczba osób po raz pierwszy składających wniosek o zasiłek dla bezrobotnych co prawda wzrosła z 736 tys. do 745 tys., ale ekonomiści oczekiwali jeszcze wyższego pułapu. Nadal jednak to sporo ponad 655 tys. jakie notowano w szczycie Wielkiej Recesji z lat 2007-2009.

Zresztą sam Powell pokreślił, że brakuje jeszcze około 10 mln zatrudnionych by można było mówić o zrealizowaniu jednego z celów Fed, jaki jest stan bliski tzw. pełnego zatrudnienia.

Z kolei wzrost styczniowych zamówień w przemyśle przekroczył oczekiwania rynku, a na dobra trwałego użytku (ogółem) pokrył się z prognozami.

Warto wspomnieć o silnej zwyżce notowań ropy, która jest najdroższa od roku. Zawdzięcza to „cwanej” decyzji OPEC+ o nie zwiększaniu limitów wydobywczych w kwietniu, za wyjątkiem Rosji i Kazachstanu, choć spora część rynku liczyła nawet na 1,5 mln baryłek dziennie ropy więcej.

Drożały więc akcje czołowych amerykańskich koncernów wydobywczych, a Chevron liderował grupie zaledwie trzech spółek, których walory w średniej przemysłowej Dow Jones zakończyły dzień na plusie.

Coraz gorzej przedstawia się sytuacja w rynku technologicznym, który kolejny raz poddał się mocnej fali wyprzedaży. Indeks Nasdaq Composite zniwelował całość tegorocznego zysku (jest obecnie na około 1,3 proc. minusie). Przy dziennych minimach podobnie było w przypadku S&P500 i Dow Jones. Skala przeceny na finiszu została nieco ograniczona (zwłaszcza w przypadku DJ IA co pozwoliło mu na utrzymanie symbolicznego zysku liczonego od początku roku), ale Nasdaq już poważnie zaczął flirtować z korekcyjnym terytorium schodząc o niemal 10 proc. poniżej ostatniego rekordowo wysokiego zamknięcia z 12 lutego.