Autorzy Złotych Tarasów chcą zaprojektować Dworzec Centralny
Polska stolica może być ładniejsza. Recepta: więcej drzew, lepsze oświetlenie, odnowione bloki. I odważniejsi projektanci...
„Puls Biznesu”: Spędziliście panowie w Warszawie sporo czasu. Jak miasto podoba się wam — architektom?
Jon Adams Jerde: Bywamy tu od dziewięciu lat i zdążyliśmy je poznać — pospacerować, zobaczyć, jak tu się żyje. Jest bardzo ładne. Nie mogę wyjść z podziwu, że po wojnie zostało odbudowane z gruzów. Ale dziś trzeba zaplanować nową Warszawę. Ona już powstaje — nowe budynki, biurowce, nowe hotele, ulice. Złote Tarasy też tworzą ten nowy krajobraz miasta.
Chcielibyście tu coś zmienić?
J.A.J.: Dodałbym drzew i poprawił oświetlenie. Trudno sobie wyobrazić Nowy Jork albo Paryż bez drzew. Dookoła Złotych Tarasów chcieliśmy posadzić ponad sto drzew. Deweloper gotów był za to zapłacić —ale miasto nie wyraziło zgody ze względu na bezpieczeństwo oraz miejsce na chodniki. Posadziliśmy jedynie kilka drzew.
A co zrobić z Pałacem Kultury i Nauki? Proponowano, by zabudować go koroną wieżowców...
David Rogers: To pomysł spóźniony o dwadzieścia lat. Dziś nikt takiego budynku nie wybudowałby, ale PKiN to kawał historii i punkt orientacyjny dla całego miasta.
Powinien więc pozostać na swojej wyspie czy raczej wkomponowany w nowoczesną architekturę?
D.R.: Trzeba go zintegrować z resztą miasta. Dziś to obiekt wolno stojący. Proponowałbym pozostawić tę przestrzeń dookoła. Wyższe budynki powinny stać w pewnej odległości, tak by pałacu nie zasłaniać. Im dalej — tym wyższe. Chodzi o zintegrowanie nie samego budynku, ale całej jego przestrzeni z okolicą. Jednym z wyzwań w projektowaniu Złotych Tarasów było nawiązanie do pałacu. Dlatego użyliśmy tego samego piaskowca.
Czy Złote Tarasy są w jakiś szczególny sposób warszawskim miejscem?
J.A.J.: Zaczynaliśmy nasz projekt od poznawania miasta, tak by Złote Tarasy rzeczywiście oddawały jego klimat i łączyły się z otoczeniem — Dworcem Centralnym, pałacem i sąsiednimi wieżowcami. Zaplanowaliśmy go na dwóch osiach. Jedną z nich tworzyła dawna ulica. Pozwala to na swobodne przejście, także do dworca. Inne nawiązania? Użyliśmy polskich materiałów — piaskowca i granitu. Są one często używane w Warszawie.
D.R.: Dziś ogólny plan zagospodarowania terenu dookoła to wysokie wieżowce — jak Marriott czy planowany budynek Libeskinda. Nasz projekt nie jest tak wysoki. Będzie to dziedziniec dla całego tego rejonu, tyle że pokryty szklanym dachem — dzięki temu da się tam wytrzymać o każdej porze roku. Chcemy przyciągnąć oko widza właśnie w to miejsce. Na dole jest taki „kieszonkowy” park — ma on zmusić przechodnia do zainteresowania się: co tam się dzieje. Sam dach został zainspirowany wyglądem Warszawy po wojnie, kiedy jedynymi wyróżniającymi się elementami przestrzeni były właśnie parki... Nasz projekt pasuje do otoczenia, choćby do odnowionego dworca.
Czy miastu pod względem architektonicznym czegoś jeszcze brakuje?
J.A.J.: Przez lata poznaliśmy i polubiliśmy Warszawę. Jeśli nadarzy się okazja, by dalej tu projektować — na pewno z niej skorzystamy. Miasto się rozwija, polska gospodarka również, więc na pewno będzie tu powstawać sporo interesujących projektów. Szczególnie zależy mi na zaprojektowaniu dworca i połączeniu go ze Złotymi Tarasami.
D.R.: To miasto potrzebuje drzew. Projektanci Warszawy nie chcą ich, bo boją się problemów z różnymi podziemnymi instalacjami. Należałoby zabrać ich na wycieczkę po świecie i pokazać, jak wyglądają inne nowoczesne miasta. No i konieczne jest odnowienie domów, zwłaszcza bloków. Są szare i brudne. Odnowione nie będą cudem, ale na pewno ładniejsze...