Wąską ścieżką fiskalną do lepszej koniunktury

Kazimierz Krupa
opublikowano: 08-02-2002, 00:00

Globalny i totalny program pobudzenia koniunktury przez zamówienia rządowe został z powodzeniem, przynajmniej w historii nowożytnej, zastosowany zaledwie dwukrotnie, i to za każdym razem jeszcze przed II wojną światową. Globalnie, po wielkim kryzysie, Amerykanie wybudowali sobie autostrady, mosty i wiadukty; totalnie, również w latach trzydziestych, Niemcy rozwinęli przemysł zbrojeniowy, przed „poszukiwaniem przestrzeni życiowej”. W obu przypadkach programy odniosły sukces — osiągnięto założone cele: spadło bezrobocie, gospodarki weszły na ścieżkę szybkiego wzrostu. Co prawda finał był zasadniczo różny, ale temu to już winna wyłącznie polityka.

Rząd, pod dowództwem premiera Leszka Millera, w strategii „Przedsiębiorczość — rozwój — praca” próbuje dokonać swoistego połączenia tych dwóch przedwojennych pomysłów, tyle że zbrojenia mają zastąpić mieszkania. Chociaż element zbrojeniowy też w naszej sytuacji występuje. Wiadomo przecież, że jesteśmy w przeddzień zakupu samolotu wielozadaniowego. I chociaż sam jego zakup na koniunkturę w naszym kraju bezpośrednio nie wpłynie, to offset, nawet w wysokości przekraczającej 150 proc. wartości zamówienia, już z pewnością może. Ale zakup samolotu, mimo swojego wielkiego wymiaru, jest w tej sytuacji sprawą marginalną. Decydujące mają być autostrady i mieszkania.

Program budowy autostrad w Polsce, z powodzeniem, funkcjonuje już od kilku lat. W atmosferze wielkiego podniecenia rozdzielono koncesje, sporządzono biznes- plany, wydano wiele pieniędzy na badania i ekspertyzy, a... autostrad jak nie było, tak nie ma. To znaczy jest wybudowany przez Stalexport jeden odcinek o długości kilkudziesięciu kilometrów, pomiędzy Katowicami i Krakowem. Oczywiście sprawa rozbiła się o pieniądze, a raczej ich brak i brak gotowości inwestorów do poniesienia ryzyka. Budować gotowi są wszyscy, ale z wyłożeniem pieniędzy jest już gorzej. Najlepiej, gdy całe ryzyko inwestycyjne weźmie na siebie państwo. Czy państwo jest na to gotowe, czy je na to stać?

Drugie koło zamachowe to właśnie mieszkania. Co prawda z precyzyjną identyfikacją pomysłów rządowych w tej mierze jest znacznie gorzej, bo są one cokolwiek niespójne — ale intencja jest czytelna. Zlikwidowana została ulga budowlana: nie sprawdziła się, będą programy dopłat, gwarancji i pomocy dla wszystkich chcących budować. I znowu rodzi się to proste pytanie: skąd środki?

Całe rozbudzenie schłodzonej koniunktury ma pochłonąć około 180 mld złotych. Rocznie, w pierwszych latach, wielkość ekspansji szacuje się na 18-20 mld złotych. Skąd je wziąć, skoro kasa państwa jest pusta i dziurawa. Dróg jest kilka, a rząd zdaje się wybierać połączenie zwiększonego fiskalizmu (wyższe podatki) z ucieczką do przodu, czyli finansowaniem inwestycji „z dochodów przyszłych okresów”. Tyle że zwiększanie obciążeń podatników (podatek od odsetek, zamrożenie progów, likwidacja ulg, podwyżka VAT, akcyza na prąd i planowane winiety za jazdę po drogach oraz wzrost składki OC) to droga dokładnie w przeciwnym kierunku niż zalecany przez teorię ekonomii w zwalczaniu recesji czy stagnacji, bo — by wypełnić zobowiązania z „dochodów przyszłych okresów” — trzeba je mieć: dochody, nie zobowiązania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Wąską ścieżką fiskalną do lepszej koniunktury