Wchodzimy w kryzys mocno potłuczeni

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 01-12-2008, 00:00

Ekonomiści spodziewali się, że kryzys finansowy przyniesie załamanie inwestycji. Załamanie przyszło, ale jeszcze przed kryzysem.

Gospodarka się kręci, ale firmy gwałtownie wstrzymują inwestycje

Ekonomiści spodziewali się, że kryzys finansowy przyniesie załamanie inwestycji. Załamanie przyszło, ale jeszcze przed kryzysem.

Fatalny znak dla gospodarki. Z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że zanim usłyszeliśmy o wybuchu kryzysu finansowego, polskie firmy zaczęły gwałtownie wstrzymywać się z inwestycjami. Może to oznaczać, że najgorszy czas dla gospodarki przyjdzie do nas szybciej, niż się spodziewano.

Ładne opakowanie

Według piątkowych danych GUS, w trzecim kwartale 2008 r. gospodarka wzrosła o 4,8 proc. rok do roku. Wynik zbliżony do przewidywań analityków.

— Sama dynamika jest całkiem przyzwoita, nadal rozwijaliśmy się stosunkowo szybko — komentuje Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP.

Jednak jeśli rozłożymy wzrost na czynniki pierwsze, sytuacja nie wygląda różowo. Jeszcze w poprzednim kwartale inwestycje rosły w tempie ponad 15 proc. rocznie. Trzeci kwartał przyniósł dynamikę równą 3,5 proc.

— To nie obniżka, to załamanie. Spowalniania inwestycji należało się spodziewać, ponieważ w ostatnich latach firmy inwestowały w skali dotąd niespotykanej i kiedyś musiało się to zatrzymać. Jednak tak dramatycznego spadku nie można było przewidzieć. Proces wygaszania inwestycji następuje więc znacznie szybciej, niż przypuszczano — mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

To może poważnie obniżać nasz rozwój gospodarczy. W poprzednich kwartałach właśnie inwestycje były motorem gospodarki.

— Dlatego najniższą dynamikę PKB możemy zobaczyć nie w połowie przyszłego roku, jak dotychczas spodziewali się ekonomiści, a już na przełomie 2008 i 2009 r. — mówi Aleksandra Świątkowska.

Konsumpcja na osłodę

Pociesza to, że wbrew krążącym po rynku czarnym scenariuszom, w minionym kwartale nadal utrzymywała się silna konsumpcja. Spożycie indywidualne wzrosło w ujęciu rocznym o 5,1 proc., czyli mniej więcej tyle, ile w ostatnich kwartałach.

— Polacy nadal się bogacą, dzięki czemu firmy nie mają problemów ze sprzedażą swoich towarów. Niestety, ten atut także w przyszłości zacznie tracić na znaczeniu. Kłopoty firm prędzej czy później odbiją się na portfelach i nastrojach gospodarstw domowych, więc i konsumpcja zwolni — twierdzi Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.

Pozytywną niespodziankę sprawił natomiast eksport. Okazało się, że rósł szybciej niż import, a więc wymiana handlowa miała pozytywny wpływ na dynamikę PKB. W ostatnich latach więcej ściągaliśmy do kraju, niż z niego wywoziliśmy, co obniżało nasz wzrost gospodarczy.

— Jednak i tu powodów do zadowolenia jest niewiele. Przewaga eksportu bierze się głównie z tego, że mocno wyhamował import. To skutek słabszych inwestycji: firmy ściągały z zagranicy mniej maszyn i materiałów — tłumaczy Maciej Reluga.

Kryzys coraz pewniejszy

Przed opublikowaniem danych większość ekonomistów zastrzegała, że mogą mieć one decydujący wpływ na prognozy gospodarcze na przyszły rok. Istotnych rewizji jednak nie będzie.

— W przyszłym roku spodziewałem się dosyć ostrego spowolnienia gospodarczego, do 1,8 proc. Ponieważ piątkowe dane są niepokojące, nie zmieniam swojego scenariusza. Być może po głębszej analizie nieco obniżę prognozę na IV kw. 2008 r., wynoszącą 3,5 proc., ale nie bardziej niż do 3 proc. — mówi Wiesław Szczuka, główny ekonomista BRE Banku.

Ekonomiści PKO BP do piątku obstawiali w przyszłym roku wzrost PKB o 2,8 proc., dziś zapowiadają, że jeśli w najbliższych dniach zmienią prognozę, to tylko minimalnie. Eksperci Banku Millennium utwierdzili się w przekonaniu, że w 2009 r. PKB wzrośnie o 1,9 proc. Swoje prognozy ściął natomiast bank Goldman Sachs — z 3,6 proc. do 2,1 proc.

Odkąd wybuchł kryzys finansowy, ekonomiści niemal z tygodnia na tydzień rewidują swoje prognozy gospodarcze. Na początku października właściwie nie wiedzieli nic o przyszłości, ponieważ nikt nie był w stanie ocenić skutków gospodarczych załamania w sektorze finansowym. Każde kolejne dane statystyczne nieco rozjaśniają sytuację i pozwalają precyzyjniej przewidywać przyszłość.

Warto o tym pamiętać, jeśli od przyszłych wskaźników gospodarczych zależeć mają nasze decyzje biznesowe. W obecnych warunkach można przyjąć zasadę: im późniejsze prognozy, tym bardziej wiarygodne. Jeżeli więc możemy wstrzymać się z podjęciem takiej decyzji, róbmy to jak najdłużej i czekajmy na kolejne analizy ekonomiczne. Gdybyśmy przyjęli scenariusze kreślone dwa miesiące temu, zakładające m.in. wysoki wzrost gospodarczy, mocny popyt i silnego złotego, mogłoby nas niedługo spotkać duże zaskoczenie. Dziś prze- widywania ekonomistów są już zupełnie inne.

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu