Naturalne są jednak odniesienia perspektywiczne, co Polskę może czekać po jesiennych wyborach. Pozostaje do nich ponad siedem miesięcy, jako że prezydent przypuszczalnie wyznaczy je na niedzielę 15 października 2023 r., chociaż w grę wchodzi również następna, czyli 22. Do końca obecnej kadencji sytuacja jest czytelna – zdyscyplinowane frekwencyjnie PiS niezmiennie utrzymuje, z poparciem przyczepionych do jego okrętu grupek wasali, minimalną, lecz pewną większość. Równie stabilny jest jednak trend sondaży, otóż w październiku PiS w klasyfikacji startujących do Sejmu list oczywiście zajmie miejsce pierwsze, ale z urobkiem 205-220 mandatów. Nie ma mowy o większości bezwzględnej z wynikiem 235, osiągniętym zarówno w 2015 r, jak też w 2019 r. W związku z tym władcy kombinują plan B, czyli rozważają dobranie jakiegoś koalicjanta. Gdyby się wsłuchać w debaty ostatniego posiedzenia i wejrzeć w maraton głosowań – takowego nie widać. Z drugiej jednak strony zdarza się merdanie politycznym ogonem zarówno przez Konfederację, jak też Polskie Stronnictwo Ludowe.
Coraz bardziej krystalizują się dwa nurty kampanii wyborczej, z klasycznym podziałem na bazę i nadbudowę. Pierwszy zdominowany jest rozdawnictwem przez PiS pustych pieniędzy, zaadresowanych do zdefiniowanych grup elektoratu – emeryckich trzynastek i czternastek, najróżniejszych dotacji dla „właściwych” organizacji pozarządowych etc. Nurt nadbudowy obejmuje np. kroki administracyjne, zmierzające do wymuszenia oglądalności TVP oraz utrudniania dostępu do stacji prywatnych. W rozsiewie naziemnym na terenach małomiasteczkowych i wiejskich telewizja rządowa została uprzywilejowana przedłużeniem tylko jej do końca 2023 r. nadawania w starym systemie, czyli bez konieczności dokupowania do większości telewizorów przystawek. Obecnie w tzw. lex pilot władcy forsują nakaz podobnych preferencji dla operatorów kablówek w dużych miastach. W tym samym nurcie PiS w czwartek odrzuciło od razu w pierwszym czytaniu obywatelski projekt ustawy o likwidacji abonamentu radiowo-telewizyjnego, a przy okazji o… likwidacji kanału TVP Info. PiS obiecywało nieodrzucanie w pierwszym czytaniu żadnych, nawet najbardziej absurdalnych projektów podpisanych przez co najmniej 100 tys. obywateli.
Najświeższym wątkiem kampanii ze sfery nadbudowy stało się niespodziewane zagranie przez obóz władzy postacią papieża. Dotychczas wszelkie uchwały honorowe dotyczące Jana Pawła II, przy okazji różnych rocznic, przyjmowane były w Sejmie czy Senacie niemal jednogłośnie. Czwartkowa przeszła natomiast 271:43 (to Lewica), przy 4 posłach wstrzymujących się oraz 142 niegłosujących, chociaż obecnych (to KO oraz Polska 2050). W debacie opozycja zarzuciła władcom „chcecie zapisać Jana Pawła II do PiS” – tego jeszcze w Sejmie nie grali. Notabene do wątku papieskiego należało w czwartek także zaproszenie Marka Brzezińskiego, ambasadora USA, do MSZ w związku z programami stacji telewizyjnej z amerykańskim kapitałem, czyli po prostu TVN. Ponoć „potencjalne skutki tych działań są tożsame z celami wojny hybrydowej mającej na celu doprowadzenie do podziałów i napięć w polskim społeczeństwie”, z ich „konsekwencjami w postaci osłabienia zdolności RP do odstraszania potencjalnego przeciwnika i odporności na zagrożenia”. Bardzo grubo, zwłaszcza w relacjach sojuszniczych wewnątrz NATO tuż po wizycie Josepha Bidena. Na takim poziomie absurdu w poprzednich kampaniach wyborczych w Polsce nie grano.

