Do takich należy wtorkowe odrzucenie przez PE propozycji zawieszenia aukcji części pozwoleń na emisję dwutlenku węgla. Komisja Europejska (KE) zaproponowała zawieszenie 900 mln pozwoleń na lata 2013-15. Forsująca to unijna komisarz ds. klimatu, Connie Hedegaard z Danii, chce w taki sposób zmobilizować firmy do zielonych inwestycji. Według analizy naszego ministra środowiska Marcina Korolca, skutkiem byłaby strata 1 mld EUR przychodów budżetowych.
Wniosek o zamrożenie sprzedaży części uprawnień przepadł w Strasburgu minimalnie 315:334, przy 63 wstrzymujących się. Trafi ponownie do komisji PE i będzie nadal forsowany przez KE. Komisarz Hedegaard zamierza także uderzyć na forum Rady UE, i to nie tylko na szczeblu ministerialnym, lecz na szczycie szefów państw i rządów. A zatem temat absolutnie nie został zamknięty. We wtorkowym głosowaniu pękły grupy polityczne PE, na wyniku odcisnęło się piętno narodowe. Cała polska reprezentacja głosowała zgodnie, co zdarza się rzadko, ale akurat w kwestiach klimatyczno-węglowych — zawsze.
Część eurodeputowanych sprzeciwiła się zmianie systemu w obawie przed podważeniem zaufania do niego. Polacy oraz inni reprezentanci państw o strukturze energetyki podobnej do naszej podkreślali, że wzrost cen węgla osłabiłby konkurencyjność europejskiego przemysłu oraz pogorszyłby sytuację gospodarstw domowych. Zwolennicy ingerencji argumentowali, że liczba uprawnień emisyjnych została zawyżona, a wzrost ceny węgla przyczyniłby się do szybszego przekształcania gospodarki UE w bardziej ekologiczną. Czyli nic nowego, do następnej bitwy w węglowej wojnie.