Wi - Fi nie jest technicznym przeciwieństwem UMTS

Kamil Kosiński
opublikowano: 2003-04-09 00:00

Z technologicznego punktu widzenia Wi-Fi nie jest alternatywą dla telefonii trzeciej generacji. Nie zapewnia bowiem rzeczywistej mobilności. Dla operatorów komórkowych to jednak twardy orzech do zgryzienia. Sieci WLAN może budować właściwie każdy, a znaczna część chętnych na transmisję danych poza swoją firmą dosłownie rozumianej mobilności wcale nie potrzebuje.

W przyszłą środę — 16 kwietnia 2003 r. — swoją strategię dotyczącą udostępniania usług transmisji danych w technologii Wi-Fi (Wireless Fidelity) ma przedstawić PTK Centertel, operator sieci Idea. Już 26 marca 2003 r. uruchomienie w miejscach publicznych nadajników sieci Wi-Fi zapowiadał Pol-komtel, operator Plusa GSM. Przedstawiciele Polkomtela deklarowali przy tym, że pierwsze punkty dostępowe pojawią się „niebawem”, a na pewno do końca 2003 r. sieć Wi-Fi tego operatora zostanie uruchomiona w kilkunastu obiektach w Polsce.

Sformułowanie „w obiektach” jest przy tym jak najbardziej na miejscu. Sieci Wi-Fi są bowiem ściśle powiązane z budynkami, w których instaluje się punkty dostępowe — ich pierwotnym zastosowaniem były bezprzewodowe sieci lokalne tworzone na potrzeby konkretnych przedsiębiorstw. Stąd też zresztą wywodzi się druga nazwa tej technologii: WLAN (Wireless Local Area Network) — bezprzewodowa sieć lokalna.

Obecnie jednak punkty dostępowe sieci Wi-Fi instaluje się w takich miejscach, jak hotele, lotniska czy dworce, gdzie może z nich korzystać właściwie każdy. Pojawiają się też głosy, że operatorzy telefonii mobilnej odkładają budowę sieci UMTS (Universal Mobile Telecommunications System) właśnie z uwagi na rozwój sieci WLAN. Pomijając już bowiem samą kwestię opłat koncesyjnych, mogłoby się bowiem okazać, że wybudowane przez nich sieci telefonii trzeciej generacji będą świecić pustkami. Nie dość bowiem, że będą konkurować między sobą o stosunkowo małą grupę klientów zainteresowanych transmisją danych, to jeszcze będą musiały zabiegać o to, by korzystali oni właśnie z sieci UMTS, a nie Wi-Fi zbudowanych przez firmy, które z telekomunikacją mogły nie mieć dotychczas nic wspólnego. Sami operatorzy negują takie stawianie sprawy.

— To nie jest tak, że UMTS opóźnia się, bo rozwija się WLAN. Wstrzymywanie UMTS-u związane jest z kosztami, jakie ponieśli operatorzy na budowę infrastruktury GPRS (General Packet Radio Service) i finansowymi warunkami koncesji, których ostateczny kształt ciągle się waży — podkreśla Przemysław Bukato, brand manager usług Idea Meritum w PTK Centertel.

Zwraca on też uwagę na to, że technologia Wi-Fi nie pozwala na budowę rozwiązań stricte mobilnych.

— Hot-spoty, czyli strefy, gdzie można korzystać z transmisji danych w technologii Wi-Fi, będą powstawać tylko w miejscach o dużym natężeniu ruchu, np. dworcach. Z obecnie dostępnej mobilnej technologii transmisji danych, czyli GPRS-u, korzystają głównie handlowcy. W każdym sklepie, do którego zaglądają, zbierając zamówienia, hot-spotu zaś nie będzie. Poza tym, zupełnie nieuregulowana pozostaje jeszcze kwestia logowania do sieci Wi-Fi. Jeżeli użytkownicy będą musieli rekonfigurować swoje komputery za każdym razem, gdy przemieszczą się pomiędzy hot-spotami, to większość z nich sobie z tym nie poradzi — zaznacza Przemysław Bukato.

To, że tak mówią przedstawiciele operatorów mających przed sobą problem opłat za koncesje na UMTS nie dziwi. Poglądy tego typu uwiarygodniają jednak firmy dostarczające technologie telekomunikacyjne.

— Sieci Wi-Fi i UMTS skierowane są do dwóch segmentów rynku. Pierwsze to bezprzewodowe sieci lokalne. Drugie to sieci rozległe. Jeżeli korzysta się z transmisji danych, to nie robi się tego tylko na lotnisku czy dworcu. Chciałoby się także korzystać z tej usługi w taksówce jadącej z lub do tego miejsca. A to jest niewykonalne nawet gdyby hot-spoty były rozmieszczone wzdłuż całej trasy. Przejeżdżając z jednego do drugiego trzeba by się bowiem było ciągle przelogowywać. Technologia Wi-Fi powstała bowiem jako substytut okablowania strukturalnego budynków. Stąd brak w niej rozwiązań operatorskich — tłumaczy Krzysztof Zięcina, konsultant techniczny ds. sieci bezprzewodowych w Lucent Technologies Polska, czyli lokalnego oddziału firmy, która przeprowadziła udane eksperymenty z roamingiem pomiędzy sieciami Wi-Fi a UMTS.

Niebagatelnym problemem jest także zapewnienie bezpieczeństwa transmisji w sieci WLAN.

— Będąc u klienta z prezentacją, mogę korzystać tylko z sieci Wi-Fi zbudowanej w jego budynku i żadnej innej. Jeśli łącząc się z własnym firmowym Intranetem nie chcę ze względów bezpieczeństwa skorzystać z tej możliwości, to pozostaje mi tylko typowa usługa operatora telekomunikacyjnego, czyli obecnie GPRS, a w przyszłości UMTS — dodaje Paweł Karłowski, dyrektor segmentu technologii mobilnych Lucent Technologies Poland.

O ile więc co do tego, że Wi-Fi i UMTS nie są technologiami przeciwstawnymi, panuje raczej zgoda, o tyle co do możliwości uszczuplenia wpływów operatorów telekomunikacyjnych przez graczy zupełnie nowych na rynku transmisji danych lub przynajmniej świadczenia tych usług dla użytkowników końcowych panują już kontrowersje. Bo choć nikt nie podważa faktu, że problem billingu połączeń w sieciach Wi-Fi jest w powijakach, to wielu uważa, że całkiem realne jest świadczenie tych usług za darmo, po to by zarabiać na czymś innym.

— Dostęp do sieci WLAN w miejscach publicznych można wliczyć w koszt biletu, kawy czy ciastka. Punkt dostępowy kosztuje kilkaset złotych. To żaden wydatek dla firmy czy instytucji, nawet biorąc pod uwagę to, że w większym budynku trzeba zainstalować więcej niż jeden punkt dostępowy — podkreśla Jacek Paszek, z Techmexu od lat będącego największym dostawcą notebooków na polski rynek, czyli potencjalnie największego dostawcy urządzeń dostępowych do sieci Wi-Fi.

W Polsce na najpoważniejszych kandydatów na operatorów darmowych sieci Wi-Fi typowane są spółki z grupy PKP. W ich interesie leży zwiększenie ruchu zamożnych podróżnych, a ponadto dysponują one rozbudowaną siecią światłowodową, którą można wykorzystać do połączenia lokalnych sieci Wi-Fi ze światowym Internetem. Naturalymi hot-spotami jawią się więc dworce kolejowe. Nikt nie chce się jednak na ten temat bezpośrednio wypowiadać. Doświadczenia zagraniczne z wliczaniem dostępu do sieci Wi-Fi w cenę innych usług są zaś różnie komentowane.

— Jedna z amerykańskich sieci barów kawowych próbowała zwiększyć sprzedaż kawy i ciastek poprzez wprowadzenie w swoich placówkach bezpłatnego dostępu do sieci WLAN. Zakończyło się to niepowodzeniem — twierdzi Paweł Karłowski.

— Spojrzałbym na sprawę inaczej. W ramach promocji udostępniono darmowy dostęp do sieci. Potem rzeczywiście wprowadzono opłaty, ale nie są one wysokie. Działalność tej firmy nadal opiera się na sprzedaży kawy i ciastek, a łatwiej jest to zrobić po przyzwyczajeniu pewnej części populacji do korzystania z określonych usług, niż od razu żądając za nie pieniędzy — oponuje Dariusz Piotrowski, dyrektor techniczny Cisco Systems Poland.

Okiem eksperta

Jesteśmy na końcu peletonu

W pierwszej połowie 2002 r., w porównaniu z takim samym okresem 2001 r., wartość sprzedanych urządzeń umożliwiających korzystanie z sieci WLAN wzrosła w Europie Zachodniej o 86 proc. i osiągnęła wartość 231,2 mln USD. Ponieważ duża część tych urządzeń została zamontowana do notebooków, możemy stwierdzić, że poszerza się grupa potencjalnych klientów tzw. hot-spotów, czyli stref, gdzie można korzystać z Internetu przesyłanego drogą radiową.

Według IDC, do roku 2005 na świecie będzie działać ponad 118 tys. punktów dostępowych. W Europie Zachodniej w 2002 r. zarejestrowanych ich było 1150, z czego aż 36 proc. przypadało na Szwecję. Liderem wśród operatorów jest Telia Homerun, która oferuje swoje usługi w 40 proc. hot-spotów w Europie Zachodniej. Liderem w Europie Środkowej i Wschodniej jest natomiast Estonia, gdzie w zeszłym roku działało 57 hot-spotów, a Tallin został praktycznie w całości pokryty bezprzewodowym Internetem za pomocą 30 punktów dostępowych. Na tle tych dokonań Polska wygląda słabo. Dostawcy markowych notebooków przyznają, że odsetek sprzętu wyposażonego w karty WLAN sięga najwyżej 5 proc. W całej Polsce działa zaś tylko jeden publiczny hot-spot — lotnisko w Poznaniu.

Jarosław Smulski analityk IDC Central Europe