Wiatraki nad przepaścią

Wartość aktywów spadła o 25-30 proc., ceny zielonych certyfikatów notują historyczne minima. Branżę dobija podatek od nieruchomości, który zwiększa koszty o 500 mln zł

Ceny energii i zielonych certyfikatów są w głębokim dołku. To zła wiadomość dla właścicieli farm wiatrowych, którzy inwestowali, spodziewając się dużo wyższych przychodów. Próg rentowności dla większości instalacji to co najmniej 300 zł ze sprzedaży 1 MWh energii i zielonych certyfikatów. Dziś te składowe dają około 200 zł.

Zobacz także

— Rachunek nie spina się po stronie przychodowej u większości producentów. Jeśli przychody są znacznie niższe od planowanych, pojawiają się problemy z płynnością, w tym obsługą zadłużenia, i dochodzi do trwałej utraty wartości aktywów w bilansie. W takiej sytuacji znalazło się wielu producentów, prowadzących obecnie niezwykle trudne rozmowy z bankami, które również starają się zarządzić nowym ryzykiem.

Zagrożeni wytwórcy bronią się przed upadłością poprzez wydłużanie okresu spłaty kredytów i optymalizację kosztów. Nie wszędzie jednak renegocjacja umowy kredytowej jest możliwa, np. z uwagi na żądanie przez bank dodatkowych zabezpieczeń w związku ze spadkiem wartości przedsiębiorstwa kredytobiorcy — mówi dr Wojciech Sztuba, partner zarządzający TPA Polska.

Mały może mniej

Duże koncerny mają możliwość manewru, oferując dodatkowe zabezpieczenia. Często mają też podpisane kontrakty na odbiór energii po ustalonej z góry cenie. Mniejsi stają w obliczu niewypłacalności.

— Najmniejsze instalacje już teraz nie są w stanie pokrywać odsetek od kredytów. Moim zdaniem, większość z 3 tys. MW zainstalowanych w małych i mikrofarmach wiatrowych jest bezpośrednio zagrożona bankructwem — mówi Paweł Puchalski, szef działu analiz DM BZ WBK.

— Dla około 1000 małych polskich przedsiębiorców oznacza to utratę oszczędności życia, a dla państwa — ryzyko pozwania przez dużych inwestorów zagranicznych — mówi Tomasz Podgajniak, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEO). Problem dotyczy branży, która pochłonęła ponad 34 mld zł inwestycji.

— Utrata wartości aktywów sięga obecnie średnio 25-30 proc., a w indywidualnych przypadkach nawet znacznie więcej. Wartość farmy wiatrowej ustala się bowiem nie na podstawie nakładów poniesionych na jej wybudowanie (średnio 1,6-1,8 mln EUR za 1 MW zainstalowanej mocy), lecz zdyskontowanego strumienia dochodów, który może generować w przyszłości.

Wskutek kombinacji zmian rynkowych i regulacyjnych ta wartość drastycznie spadła — mówi Wojciech Sztuba.

Zabójczy podatek

Farmy wiatrowe wpadają w spiralę negatywnych czynników. Energia z wiatru przegrała rywalizację cenową z biomasą współspalaną z węglem. Gwoździem do trumny jest wprowadzony w tym roku podatek od nieruchomości, naliczany od pełnej wartości turbin wiatrowych.

— Koszt podatku rośnie średnio z 9 zł do ok. 40 zł w przeliczeniu na 1 MWh produkowanej energii. Dla średnio wydajnej farmy wiatrowej o mocy 30 MW oznacza to wzrost obciążenia podatkowego nawet o 2,5 mln zł rocznie. W sytuacji, gdy farma ledwo zipie ze względu na spadek cen energii i zapaść na rynku zielonych certyfikatów, ten dodatkowy koszt jest dla niej zabójczy — mówi Wojciech Sztuba.

Na razie panuje chaos. Firmy występują do urzędów skarbowych o wiążące interpretacje podatkowe, niektóre podmioty płacą, inne próbują renegocjować umowy. Ministerstwo Energii nie odpowiedziało na pytania „PB” o przyszłość branży farm wiatrowych i potencjalne zmniejszenie jej obciążeń fiskalnych. Odesłało do Ministerstwa Finansów.

Resort ze Świętokrzyskiej jest nieprzejednany — w piśmie do „PB” resort powtórzył, że od początku roku opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości podlega cała elektrownia wiatrowa i nie ma planów zmiany ustawy. PIGEO szacuje, że farmy wiatrowe zapłaciły w ubiegłym roku około 150 mln zł podatku od nieruchomości. Teoretycznie, wpływy gmin z tego tytułu mogą wzrosnąć do 0,5-0,6 mld zł.

— W praktyce niewielu przedsiębiorców będzie w stanie ponieść tak duże obciążenia, co dla większości sektora oznacza widmo upadłości. Ponieważ majątek stanowi z reguły zastaw pod kredyty bankowe, przejmą go banki, które sprzedadzą go nowym operatorom po takiej cenie, jaką dyktują obecne warunki rynkowe, czyli o około 60-70 proc. poniżej wartości odtworzeniowej. Nabywcom z zagranicy może opłacić się zdemontowanie nowszych turbin i postawienie ich w krajach, gdzie nie ma takich drakońskich opłat — mówi Tomasz Podgajniak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu