Więcej radarów,wyższe mandaty

opublikowano: 14-06-2013, 00:00

Na wypadkach tracimy co roku miliardy. Bank Światowy wypisał Polsce receptę

3,5 tys. — tyle osób w ubiegłym roku zginęło w naszym kraju w wypadkach drogowych. To o 15 proc. mniej niż w 2011 r. Ta ujemna dynamika może tylko trochę cieszyć. Przedstawiciele Banku Światowego (BŚ) podkreślają, że w ograniczaniu liczby wypadków śmiertelnych mocno odstajemy od unijnej średniej. W latach 2001-11 ich liczba spadła zaledwie o 24 proc., unijna średnia to 45 proc. Na wypadkach krocie traci gospodarka. BŚ podaje, że ich koszty pochłaniają nawet 2 proc. PKB, zaś Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego szacuje je na 20 mld zł rocznie. To wydatki na leczenie rannego, ubezpieczenie czy utrata dochodu osoby poszkodowanej lub zabitej. Jeśli do tej kwoty doliczyć koszty kolizji, wartość wzrasta o 8 mld zł.

Niepopularne sposoby

Bank Światowy przedstawił propozycje rozprawienia się z drogowymi wypadkami.

— Chcemy, by polscy kierowcy mieli świadomość, że można ich uniknąć. Do tego jednak potrzebna jest edukacja pokazująca, że jeżdżenie zgodnie z przepisami faktycznie poprawia bezpieczeństwo. Jesteśmy za fotoradarami, zalecamy także zwiększenie liczby kontroli mobilnych przez funkcjonariuszy ubranych po cywilnemu, jeżdżących w nieoznakowanych autach. Sugerujemy jednak, by mocniej informować kierowców o pozytywnych efektach, jakie przynoszą kontrole prędkości — mówi Radosław Czapski, jeden z autorów raportu BŚ. W Polsce ustawiono około 1,5 tys. masztów fotoradarowych. Głównie sprzedaje je firma Zurad. Koszt jednego urządzenia to około 100 tys. zł. Za granicą stosuje się znacznie droższe systemy. Zagraniczne firmy liczą sobie za nie nawet 60-80 tys. EUR. Ekspert podkreśla, że w unijnych krajach stoi też znacznie więcej fotoradarów niż w Polsce.

— We Francji jest ich 4 tys. W krajach wysokorozwiniętych znacznie intensywniej niż w Polsce kontroluje się kierowców. Nic jednak tak nie mobilizuje do jazdy zgodnie z przepisami jak wysokie mandaty. W Polsce są one znacznie niższe niż w innych krajach europejskich, gdzie kara może sięgać wysokości tygodniowej średniej pensji. W Skandynawii wysokość mandatów była uzależniona od wartości zarobków, to jednak system trudny do wprowadzenia, bo trzeba z urzędów skarbowych mieć informację o zarobkach. Nie przesądzając metody, zalecamy jednak podniesienie w Polsce wysokości kar — podkreśla Radosław Czapski.

Standard prędkości

Współautora raportu bulwersuje także fakt, że polskie prawo dopuszcza do niewskazania osoby prowadzącej auto niezgodnie z przepisami. Wówczas unika się punktów karnych, płacąc jedynie o 100 zł wyższy mandat.

— W takich przypadkach w wielu rozwiniętych krajach karą, i to dotkliwą, obarcza się właściciela samochodu — podkreśla Radosław Czapski. Bank zaleca również obniżenie na polskich drogach dopuszczalnej prędkości i lepsze dopasowanie ich do rodzaju drogi.

— Standardem na większości dróg powinno być 50 km/h. W Polsce na autostradach dopuszczalna prędkość to 140 km/h, w naszej opinii powinna być ograniczona do 120 km/h. To poziom obowiązujący w wielu krajach europejskich — szacuje Radosław Czapski. Polscy decydenci, ustalając autostradową prędkość na poziomie 140 km/h, wzorowali się na Niemczech.

— Pamiętajmy jednak, że w Niemczech, już na 40 proc. autostrad obowiązują ograniczeniado 120-130 km/h. Jeśli ktoś przekroczy ten poziom i spowoduje wypadek, ubezpieczyciel nie wypłaci odszkodowania z jego polisy. Kierowcy w tym kraju mają silną motywację, by nie łamać przepisów — zapewnia ekspert BŚ. Wiele krajów stosuje nagrody i ubezpieczeniowe gratyfikcje dla „bezpiecznych kierowców” i dla tych, którzy kupują nowe, bezpieczniejsze samochody. Zaleca także powołanie rządowej agencji, odpowiedzialnej za bezpieczeństwo ruchu drogowego.

— Jej rolą byłoby organizowanie kampanii informacyjnych dla użytkowników dróg, koordynowanie działań instytucji zajmujących się bezpieczeństwem itp. Byłaby także rozliczana z efektów — mówi Radosław Czapski. Zaznacza, że poprawy bezpieczeństwa nie da się osiągnąć bez podniesienia standardu infrastruktury.

— Powinny zostać zmienione przepisy, by już na etapie projektowania budowy czy modernizacji drogi uwzględniać elementy poprawiające bezpieczeństwo, tak jak dziś badamy jej wpływ na środowisko — mówi autor raportu. Bank Światowy spodziewa się, że w funduszach unijnych na lata 2014-20 zostanie wydzielona pula pieniędzy, która pomoże w większym niż obecnie stopniu finansować projekty związane z drogowym bezpieczeństwem.

Drogi i prawo

Instytut Keralla Research zadał przedsiębiorcom pytanie, jakie działania należy przeprowadzić, by poprawić bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Aż 85,5 proc. respondentów opowiedziało się za koniecznością rozbudowy i remontami. 61 proc. uznało, że wystarczy przestrzegać przepisów. Ponad jedna czwarta była przeprowadzeniem szkoleń doskonalących technikę jazdy. Prawie 12 proc. chce wyższych mandatów, a tylko 6 proc. lubi fotoradary. Z danych policji wynika, że to nie kiepskie drogi są główną przyczyną wypadków. W ubiegłym roku na prostych odcinkach dróg doszło do prawie 20 tys. wypadków. Głównymi przyczynami były:

niedostosowanie prędkości do warunków ruchu (4,4 tys.),

nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu (2,2 tys.),

nieprawidłowe zachowanie wobec pieszych (2,2 tys.),

nieprawidłowe wyprzedzanie (1,3 tys.),

brak zachowania należytej oszczędności (1,3 tys.).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu