Producent leków ma się coraz lepiej. To nie wpłynie jednak w znaczący sposób na negocjacje z inwestorami.
W II kwartale Jelfa, notowany na GPW producent farmaceutyków, zdecydowanie poprawiła wyniki. Zysk netto sięgnął 12,73 mln zł wobec 4,70 mln zł przed rokiem, a sprzedaż wzrosła z 64,66 mln zł w 2004 r. do 80,70 mln zł obecnie. Jedna jaskółka jednak wiosny nie czyni.
Kluczowy koniec roku
— Wiadomo, że w tym roku wyniki Jelfy nie będą najlepsze — mówi Hanna Kędziora, analityk BDM PKO BP.
Spółka zrealizuje zakładaną kilka miesięcy temu prognozę. Mówi ona o zysku rzędu 14,70 mln zł i 300 mln zł przychodów. Może nawet uda się przekroczyć budżet, choć kluczowe znaczenie dla całorocznych wyników będzie miał czwarty kwartał. Wówczas Jelfa ponosi trudne do oszacowania koszty związane ze sprzedażą produktów.
Na razie wiadomo, że w drugim kwartale przychody przekroczyły plany, a wysoki zysk w okresie kwiecień-czerwiec to zasługa dużej sprzedaży krajowej i eksportowej produktów o wyższej rentowności.
Sześciu w kolejce
Analitycy uważają, że wyniki Jelfy poprawią się w przyszłym roku. Problem w tym, że w 2006 r. spółka może funkcjonować w zupełnie innej rzeczywistości niż obecnie. Agencja Rozwoju Przemysłu wraz ze skarbem państwa i grupą PZU sprzedaje bowiem 47,5 proc. akcji firmy. Na liście chętnych są inwestorzy branżowi oraz finansowi. Transakcja ma być zawarta do końca września i mało kto wątpi, że będzie inaczej.
— Wyniki drugiego kwartału mają niewielki wpływ na negocjacje. Każdy inwestor ma swój pomysł na Jelfę i każdy zdaje sobie sprawę, że spółka zacznie zarabiać, kiedy zakończy restrukturyzację — komentuje Hanna Kędziora.
Analitycy szacują, że inwestor powinien zapłacić za jedną akcję co najmniej 70 zł wobec około 63 zł podczas wczorajszej sesji. Coraz śmielej dodają jednak, że kwota może zostać zmniejszona przez żądania pracowników dotyczące pakietu socjalnego.