Wielka energetyka inwestuje w zielone

Wszystkie duże grupy energetyczne dążą do neutralności klimatycznej i budują portfel zielonych źródeł. Jedne zasługują na pochwały, inne dopiero się rozpędzają.

Z pięciu działających w kraju grup wytwarzających prąd z węgla, deklarację neutralności klimatycznej wraz z datą mają na koncie na razie trzy: PKN Orlen (który ma w grupie Energę), PGE i ZE PAK.

Wszystkie grupy zapowiedziały zielone inwestycje i napotykają podobne bariery. Jak im idzie?

Orlen przetarł szlak

Pierwszą deklarację dążenia do neutralności w 2050 r. złożył Orlen, który po przejęciu Energi można nazywać koncernem multienergetycznym. We wrześniu 2020 r. zapowiedział rozwój nisko- i zeroemisyjnych źródeł wytwarzania, w tym przede wszystkim mocy wiatrowych, fotowoltaiki oraz technologii wodorowych.

W momencie deklaracji Orlen miał w portfelu 450 MW zielonej mocy, a do 2030 r. chce dojść do 2,5 GW. Zdecydowaną większość mają zapewnić morskie farmy wiatrowe, do których budowy koncern się przygotowuje.

PGE buduje i przejmuje

Krótko potem deklarację złożyła PGE, największa firma energetyczna w kraju. Zapowiedziała, że za 30 lat będzie oferować wyłącznie energię ze źródeł odnawialnych. Dlatego planuje inwestycje: w 2030 r. moc jej farm wiatrowych na Bałtyku ma wynieść 2,5 GW, a w 2040 r. przekroczyć 6,5 GW, przyrastać ma też moc w elektrowniach wiatrowych na lądzie i fotowoltaicznych, odpowiednio o ponad 1 GW i ponad 3 GW do 2030 r.

Do dziś PGE wydała na w segmencie energetyki odnawialnej blisko 5 mld złotych. Ma 17 lądowych farm wiatrowych o mocy ok. 688 MW oraz 5 farm fotowoltaicznych o mocy blisko 5 MW.

“Kontynuujemy też prace nad największą farmą wiatrową na Morzu Bałtyckim – Morską Farmą Wiatrową Baltica o mocy 2,5 GW i rozwijamy samodzielnie projekt Baltica 1” – pisze nam biuro prasowe PGE.

Na lądzie o rozwój trudno, ponieważ obowiązuje wciąż ustawa odległościowa, zawierająca tzw. zasadę 10 h, uniemożliwiającą stawianie nowych instalacji w pobliżu zabudowań.

„Bardzo liczymy na nowelizację ustawy odległościowej. Liberalizacja przepisów pozwoli PGE odmrozić zamrożone projekty (ok. 150 MW w bardzo dobrych lokalizacjach – red.) i zrealizować zaplanowane inwestycje wiatrowe. Czekając na liberalizację, PGE jest aktywna i cały czas przygląda się akwizycjom na rynku lądowych farm wiatrowych” – pisze PGE.

Ambitny jak ZE PAK

Równo niemal z PGE deklarację złożył Zespół Elektrowni „Pątnów-Adamów-Konin”, kontrolowany przez Zygmunta Solorza, jednego z najbogatszych Polaków. To jedyna firma prywatna w zdominowanym przez państwo sektorze energetyki konwencjonalnej. I jedyna, która chce być całkowicie zielona już od 2030 r. Jej plan, okrzyknięty przez analityków ambitnym, zakłada budowę farm wiatrowych i fotowoltaicznych na terenach pokopalnianych, przystosowanie kotłów węglowych w Elektrowni Konin do spalania biomasy, a także produkcję zielonego wodoru i energii z biogazu. Łącznie ma to dać ZE PAK 1,3 GW mocy zainstalowanej w zielonych źródłach.

Tauron czeka na odblokowanie wiatru

Ogólne deklaracje dotyczące neutralności, bez wskazania żadnej daty, pojawiły się też w komunikatach Tauronu i Enei.

Tauron ma dziś 11 MW w fotowoltaice, a w najbliższym czasie uruchomi farmę Choszczno II o mocy 8 MW. W wietrze ma 381 MW (9 lądowych farm wiatrowych), a w elektrowniach wodnych 133 MW. Tylko w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. nakłady na zielone moce (budowę dwóch farm wiatrowych i jednej fotowoltaicznej) wyniosły 42 mln zł.

Plany są jednak większe.

„Moc zainstalowana w OZE w 2025 r. ma sięgać 1,6 GW, a w 2030 r. 3 GW” – pisze Tauron w odpowiedzi na nasze pytania.

Tauron, podobnie jak PGE, liczy na zniesienie zasady 10h.

„Złagodzenie przepisów „10h” ułatwi naszą transformację energetyczną” – nie kryje spółka.

ZE PAK sprawnie inwestuje

Komu gra w zielone idzie najlepiej? Prywatnemu inwestorowi – nie ma wątpliwości Krystian Brymora, analityk Domu Maklerskiego BDM.

- Najbardziej dynamicznie zabrał się za transformację ZE PAK - najszybciej odstawi bloki węglowe i najszybciej zbuduje nowe moce. Sprawnie realizuje duże projekty OZE, jak np. największa w Polsce farma fotowoltaiczna, o mocy 70 MW. Zapowiedział też budowę drugiej, jeszcze większej, ma też w planach projekt biomasowy, wodorowy, wiatrowy na lądzie, a nawiązał także współpracę z Orsted pod kątem farm wiatrowych na morzu – zauważa Krystian Brymora.

Poza tym wyróżnia się PGE. Krystian Brymora podkreśla, że – w porównaniu z innymi firmami energetycznymi - ma najbardziej zaawansowany projekt wiatrowy na Bałtyku. Ma też spore plany w fotowoltaice.

Gigawaty potrzebne

- Generalnie firmy robią tyle, ile się da w polskich warunkach rynkowych. Branża energetyki wiatrowej na lądzie jest zablokowana z powodu ustawy odległościowej. Dzięki tej blokadzie rozwinęła się wprawdzie w Polsce fotowoltaiką, ale i tu był problem z podażą paneli. Znaczącą zmianę polskiego miksu energetycznego zobaczymy dopiero wtedy, gdy ruszy offshore, a to perspektywa jeszcze ładnych kilku lat – mówi Krystian Brymora.

Zmiana od morza.
Zmiana od morza.
Polityka energetyczna Polski zakłada, że w polskiej części Morza Bałtyckiego do 2040 r. powstanie ok. 11 GW mocy z morskich farm wiatrowych. Dla naszego miksu energetycznego będzie to duża zmiana.
Adobe Stock

Nieco surowiej polskie firmy energetyczne ocenia Paweł Puchalski, analityk banku Santander.

- Na pochwały czy oceny przyjdzie czas wtedy, gdy firmy zaczną rzeczywiście inwestować. Na razie każda z nich buduje instalacje fotowoltaiczne o mocy liczonej po kilka megawatów, podczas gdy ich potrzeby liczy się w gigawatach. W wietrze na lądzie skrzydeł nie mogą na razie rozwinąć, ze względu na regulacje. Widoczne postępy widać jedynie w przygotowaniach do inwestycji na morzu – uważa Paweł Puchalski.

Zielony teren po kopalni

Paweł Puchalski przypomina też, że dla transformacji państwowej energetyki największe znaczenie będzie miało wydzielenie aktywów węglowych. Rządowy plan zakłada, że do Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE) trafi 70 elektrowni i kompleksów węglowych, należących dziś do PGE, Tauronu, Enei i Energi. Aż do 2049 r. będą stopniowo wygaszane, a tereny pokopalniane – przekształcane. Grupy szykują dla nich „zielone” programy inwestycyjne.

Rolę wiodąca w tworzeniu NABE będzie miała PGE GIEK, czyli spółka należąca dziś do grupy PGE. Grupa na razie porządkuje struktury przed wydzieleniem aktywów.

„Wspólnie z partnerami wybraliśmy także doradcę w procesie wydzielenia aktywów węglowych. Będzie nim KPMG Advisory, która pracowała przy opracowaniu dla Ministerstwa Aktywów Państwowych koncepcji transformacji sektora elektroenergetycznego” – tłumaczy PGE.

Na terenach pokopalnianych PGE widzi miejsce na inwestycje m.in. wiatrowe.

„Zaplanowaliśmy je w ramach terytorialnego planu transformacji w Bełchatowie, gdzie do 2030 r. wybudujemy trzy farmy wiatrowe o mocy ok. 100 MW. W planach mamy również realizację takiej inwestycji, łącznej mocy 150 MW, na terenach pokopalnianych Kompleksu Turów. Tutaj warto podkreślić, że część turbin można tam postawić mimo ograniczeń wynikających z tzw. zasady 10H, gdyż są to tereny przemysłowe, oddalone od zabudowań” – tłumaczy PGE.

Pieniądze są ważne

Zielone inwestycje wymagają nakładów. Według Polityki energetycznej państwa, w latach 2021–2040 transformacja energetyczna Polski kosztować będzie około 1,6 bln zł. Z tego – jak szacuje think tank Forum Energii – aż 560 mld złotych Polska może pozyskać z rozmaitych źródeł związanych z jej obecnością w Unii Europejskiej.

- Polska będzie miała do dyspozycji szereg unijnych źródeł finansowania transformacji, często komplementarnych, więc kluczowe jest posiadanie dobrej strategii ich wykorzystania – zwraca uwagę Zofia Wetmańska, ekspertka ds. polityki klimatycznej i energetycznej.

Problem w tym, że jedno z ważnych źródeł finansowania, czyli Krajowy Plan Odbudowy (36 mld EUR w formie dotacji i pożyczek), wciąż nie uzyskał akceptu Komisji Europejskiej.

- Pieniądze, które Polska może dostać z Unii Europejskiej, mają ogromne znaczenie dla tempa transformacji energetycznej. Dlatego zatwierdzenie przez Komisję Krajowego Planu Odbudowy, który będzie dodatkowym źródłem finansowania inwestycji, nie branym wcześniej pod uwagę, może tę transformację przyśpieszyć – tłumaczy Zofia Wetmańska.

Przypomina, że nie znamy wciąż ostatecznej treści dokumentu, nie wiemy też, kiedy mógłby zostać zatwierdzony.

- KE jasno wskazała, że dostęp do środków będzie możliwy, dopiero jak zostaną wprowadzone niezbędne zmiany dotyczące kwestii praworządności – a te zależą od politycznych rozstrzygnięć w Polsce. Z tego powodu trudno przewidywać ich przebieg – podkreśla Zofia Wetmańska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.
Zieloną gospodarkę wspierają

Organizator

Puls Biznesu

Patroni honorowi

Ministerstwo infrastruktury Ministerstwo Klimatu i Środowiska Ministerstwo Rozwoju i Technologii

Polecane