Wysycha źródełko zagranicznego kapitału. Według danych Narodowego Banku Polskiego, w 2013 r. do Polski w ramach bezpośrednich inwestycji zagranicznych napłynęło zaledwie 728 mln EUR (dane oczyszczone z tzw. kapitału w tranzycie, czyli wirtualnych transakcji — czytaj więcej w ramce na dole). To najsłabszy wynik od 1994 r., a w ujęciu realnym, po uwzględnieniu inflacji, to właściwie najmniej od początków transformacji. Jeszcze rok wcześniej do Polski napłynęło ponad 9 mld EUR zagranicznych inwestycji, a w rekordowym 2007 r. — prawie 16 mld EUR.

Inwestycje w zamrażarce
Czy to oznacza, że Polska nagle straciła atrakcyjność w oczach zagranicznych inwestorów? Wydaje się, że nie. Według najnowszego raportu firmy doradczej EY, Polska nadal jest bardzo dobrze postrzegana przez globalne firmy. Aż 31 proc. z nich wskazuje nas jako najbardziej atrakcyjne miejsce w Europie Środkowej i Wschodniej do lokowania inwestycji (na drugim miejscu są Czechy — 11 proc., a na trzecim Rumunia — 9 proc.).
Mamy silny rynek wewnętrzny, relatywnie niskie koszty pracy i wyjątkową odporność na globalne kryzysy — polska gospodarka jako jedyna w naszej części świata przez ostatnie sześć kryzysowych lat uniknęła recesji. — Polska jest postrzegana przez inwestorów zagranicznych jako kraj, który pozytywnie przeszedł transformację i ma dobre perspektywy. Wartość marki naszego kraju w ubiegłym roku wręcz wzrosła — mówi Katarzyna Kacperczyk, wiceminister spraw zagranicznych.
Zmiany w strukturze
Co zatem sprawiło, że przeżywamy taką suszę w inwestycjach? Powodów jest kilka. Po pierwsze, w dużej mierze jest to zasługa ostatniej recesji, która przetoczyła się przez Europę. Zagraniczne firmy wstrzymały plany inwestycyjne, a w skrajnych przypadkach wręcz zdecydowały o wycofaniu się z Polski (tzw. dezinwestycja, w bilansie odejmowana jest od wartości inwestycji). Taką decyzję podjął np. szwedzki bank Nordea (sprzedał polski oddział PKO BP) czy japoński producent telewizorów Sharp (zamknął fabrykę pod Toruniem), a Fiat ograniczył produkcję aut w swojej fabryce w Tychach. Po drugie, na tąpnięcie w zagranicznych inwestycjach spory wpływ miało też spowolnienie gospodarcze w Polsce.
Rentowność firm w 2013 r. spadła, więc spadły też tzw. reinwestowane zyski zagranicznych podmiotów (jeśli działająca w Polsce firma z kapitałem zagranicznym pozostawi w kraju wypracowany zysk, jest on traktowany jako nowa zagraniczna inwestycja). Jeszcze w 2012 r. w ramach takiej formy inwestowania „napłynęło” do Polski 4,5 mld EUR, tymczasem w 2013 r. tylko 1,5 mld EUR. Po trzecie, zmienia się struktura zagranicznych inwestycji.
Coraz mniejszy udział ma w nim wymagający wysokich nakładów kapitałowych przemysł, a coraz większe znaczenie mają usługi. Firmy wchodzące do Polski nie muszą więc już inwestować w drogie maszyny czy hale produkcyjne, wystarczy, że wynajmą kawałek powierzchni biurowej i kupią sprzęt IT. Paweł Tynel, ekspert EY, tłumaczy, że choć kapitału zagranicznego napływa do Polski mniej niż wcześniej, to miejsc pracy tworzonych jest coraz więcej.
— W ramach inwestycji w sektorze usługowym można stworzyć 400 miejsc pracy za zaledwie 3 mln USD — mówi Paweł Tynel. Na 53 projekty zrealizowane w 2013 r. przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych aż 22 reprezentowało sektory BPO i ICT. Po czwarte, spadek zagranicznych inwestycji można częściowo tłumaczyć restrukturyzacją.
Ze względów podatkowych niektóre duże koncerny zamieniały jeden rodzaj własności na drugi. Formalnie sprzedawały udziały w polskich spółkach (kapitał wyjeżdżał z Polski), by za chwilę te same pieniądze wróciły za pośrednictwem funduszu inwestycyjnego. W ten sposób taki kapitał wypadał z rejestru „zagranicznych inwestycji bezpośrednich”, a pojawiał się w rubryce „inwestycje portfelowe”. Skala tego zjawiska nie mogła być jednak duża. W 2013 r. wartość napływu kapitału w formie inwestycji portfelowych nie tylko nie wzrosła, ale wręcz spadła (z 3 do 1,8 mld EUR).
Idzie odwilż
Na szczęście wiele wskazuje na to, że w 2013 r. zaliczyliśmy dołek zagranicznych inwestycji i od tego roku napływ obcego kapitału znowu przyspieszy. Ponieważ polska gospodarka przeżywa obecnie ożywienie, reinwestowane zyski zagranicznych firm powinny iść w górę, a ponieważ nasila się też koniunktura na Zachodzie, zagraniczne firmy powinny odważniej inwestować w Polsce.
— Projektów nie będzie mniej niż w dobrych latach, jednak mogą być tańsze. Spodziewam się w najbliższych latach 5-7 mld EUR napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych rocznie. Na rynku jest sporo kapitału i fundusze inwestycyjne szukają okazji do inwestowania w Polsce — mówi Paweł Tynel.
Statystyka dogania rzeczywistość
Prezentowane dane nie uwzględniają przepływów w ramach tzw. kapitału w tranzycie, czyli wirtualnego przepływu pieniędzy między krajami. Często zdarza się bowiem, że firma z jednego kraju rejestruje — np. ze względów podatkowych — spółkę specjalnego przeznaczenia w innym kraju, by stąd inwestować kapitał w innym kraju. Ten proceder przez długi czas wprowadzał ogromny zamęt do statystyk inwestycji zagranicznych i sprawiał, że z surowych danych właściwie nic nie wynikało. Na szczęście NBP od pewnego czasu bierze na to poprawkę i publikuje również dane oczyszczone z zawirowań związanych z kapitałem w tranzycie, czyli precyzyjniej pokazujące przepływy bezpośrednich inwestycji zagranicznych.
W ostatnich miesiącach kilka koncernów zapowiedziało gigantyczne inwestycje, które będą realizowane w najbliższych latach. To m.in. Volkswagen, który zbuduje za 3,4 mld zł fabrykę samochodów dostawczych we Wrześni, GM, który inwestuje 1 mld zł w rozbudowę fabryki silników w Tychach, czy Michelin z projektem za 413 mln zł.
Awans do wyższej ligi
Prawdopodobnie jednak zagraniczne inwestycje w Polsce już nigdy nie wrócą do wysokiego poziomu z poprzednich lat. Nasza gospodarka przechodzi bowiem strukturalneprzemiany, dzięki którym staje się coraz bardziej dojrzała. Dysponuje coraz większym kapitałem krajowym i do rozwoju nie potrzebuje już tyle zagranicznego kapitału, ile w pierwszych dwóch dekadach transformacji. Widać to nie tylko po spadających inwestycjach zagranicznych, ale też po całym bilansie płatniczym. W ostatnich kwartałach po raz pierwszy od początku transformacji Polska notuje nadwyżki na rachunku obrotów bieżących, co oznacza, że więcej kapitału z Polski wypływa, niż do niej napływa.
— To bardzo korzystna przemiana. Przestaliśmy importować kapitał z zagranicy, a zaczęliśmy go eksportować, czyli wreszcie to my finansujemy resztę świata — tłumaczył ostatnio Mateusz Szczurek, minister finansów, w czasie debaty „Czas na patriotyzm gospodarczy” zorganizowanej przez „PB”.
O tym przełomie świadczy też fakt, że w 2013 r. wartość zagranicznych inwestycji w Polsce była mniejsza niż wartość polskich inwestycji za granicą. Nasze firmy poza krajem na rozwój wydały bowiem 1,7 mld EUR. Zwykle było na odwrót — to zagraniczni inwestorzy masowo pchali się do Polski, a naszych inwestycji zagranicznych było nie- wiele.