Wielkopowierzchniowy dylemat PiS

Powierzchnia handlowa, jaką ma objąć nowy podatek, to dla partii problem. Dla branży kwestia wtórna, bo cały pomysł nadaje się do kosza

Prawo i Sprawiedliwość nie zasypia gruszek w popiele i przechodzi od słów do czynów. Na pierwszy ogień trafiły projekty nowych podatków. Na razie politycy spierają się o to, jaką daniną objąć sektor finansowy, a już pojawiła się kolejna różnica zdań — w opodatkowaniu super— i hipermarketów.

KWESTIA SKALI:
Wyświetl galerię [1/2]

KWESTIA SKALI:

Szykujące się do objęcia rządów Prawo i Sprawiedliwość chce opodatkować obrót sieci handlowych, w tym franczyzowych, których przychody przekraczają 1 mld zł. Branża jest krytyczna, a reprezentanci małych sklepów obawiają się, że podatek osłabi ich pozycję w walce z potężnymi dyskontami. Marek Wiśniewski

— Wciąż dyskutujemy dwie kwestie w ramach podatku od sklepów wielkopowierzchniowych. Do ustalenia jest wielkość powierzchni sprzedaży, powyżej której sklep będzie opodatkowany. Na stole leżą dwie propozycje: 250 mkw. i 400 mkw. — mówi Henryk Kowalczyk, poseł PiS odpowiedzialny za przygotowanie projektów ustaw.

Część kart partia odkryła już na początku lipca na kongresie programowym w Katowicach. Eksperci PiS przekonywali wówczas, że czas najwyższy „zmniejszyć asymetrię konkurencyjności podmiotów w gospodarce narodowej”. Jak? Wprowadzając specjalny podatek od dużych sieci detalicznych dowolnej branży, których obroty w ramach grupy kapitałowej lub franczyzowej przekraczają 1 mld zł.

— Podlegałyby one progresywnemu opodatkowaniu, który zależałby od wielkości obrotu, w granicach 0,5-2 proc. — przekonywał wówczas prof. Konrad Raczkowski, który doradza PiS w sprawie nowych danin.

Dużym będzie gorzej…

Przeciw podatkowi od obrotu sieci wielopowierzchniowych najgoręcej protestują przedstawiciele hiper— i supermarketów, a także dyskontów, w które nowe regulacje uderzyłyby najmocniej. Według Marii Andrzeja Falińskiego, dyrektora generalnego zrzeszającej największe sieci handlowe Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, to, czy podatek dotyczyłby sklepów o powierzchni powyżej 400, czy powyżej 250 mkw., nie ma większego znaczenia. Cała idea jest bowiem zła.

— To, mówiąc delikatnie, nie jest najmądrzejszy pomysł — i dlatego, że to wątpliwe prawnie działanie, dyskryminującena podstawie arbitralnych kryteriów niektórych uczestników rynku, i dlatego, że będzie miało bardzo negatywne konsekwencje dla gospodarki, których nie zrównoważą wpływy budżetowe z nowego podatku — uważa Maria Andrzej Faliński.

Opodatkowanie obrotu dużych sklepów wywoła rewolucję na rynku i zaostrzy walkę konkurencyjną, na czym stracą wszystkie firmy w łańcuchu dostaw. Głównie polskie.

— Dla dużych sieci racjonalne będzie skoncentrowanie się na najszybciej rotującym i najbardziej rentownym asortymencie, a także podjęcie agresywnych działań konsolidacyjnych. Dostawcy będą musieli obniżać ceny, a na wywołanej podatkiem deflacji najbardziej ucierpią małe sklepy. W efekcie podatek najbardziej zaszkodzi tym, którym miał pomóc — mówi Maria Andrzej Faliński.

…i małym się oberwie

Krytyczna wobec pomysłów PiS jest też Polska Izba Handlu (PIH), zrzeszająca drobnych handlowców, a także duże sieci franczyzowe, organizowane przez takich dystrybutorów, jak giełdowy Eurocash, Bać-Pol czy GK Specjał. Pod wspólnym szyldem działają w nich tysiące małych sklepikarzy.

— Na razie brakuje szczegółów, by ostatecznie odnieść się do pomysłu opodatkowania, ale na pewno nie można u nas wprowadzać rozwiązania analogicznego do węgierskiego, bo po prostu struktura rynku w Polsce jest inna — tam dominują wielkie zagraniczne sieci, u nas nadal bardzo silny jest handel tradycyjny— mówi Waldemar Nowakowski, prezes PIH. Objęcie regulacją sieci franczyzowych, a także sklepów o mniejszej powierzchni uderzyłoby w ten segment rynku, który politycy teoretycznie chcą chronić.

— To zanegowałoby prowadzoną od blisko dwóch dekad integrację handlowców w ramach franczyzy, która stała się sposobem na radzenie sobie z konkurencją dużych, zintegrowanych sieci. Po wprowadzeniu podatku działanie we franczyzie okazałoby się bardzo kosztowne. Rozumiem, że politycy szukają pieniędzy, ale trzeba ich szukać tam, gdzie jest ich naprawdę dużo, czyli przede wszystkim w dyskontach, które z racji wąskiego asortymentu mają znacznie niższe koszty niż reszta rynku i ciągle rosną w siłę — mówi Waldemar Nowakowski.

Węgry na celowniku

PiS stawiało sobie za wzór węgierski model opodatkowania sklepów wielkopowierzchniowych, więc ostatnie informacje znad Dunaju dają do myślenia politykom tej partii. Węgrzy zawiesili w lipcu podatek obrotowy do czasu zakończenia postępowania Komisji Europejskiej. Wzięła ona na celownik rząd Viktora Orbana, któremu zarzuca, że progresywna stawka podatku dyskryminuje sieci handlowe o wysokich przychodach. Politycy PiS zapewniają, że nie zrezygnują z nowej daniny, która ma dać budżetowi aż 3 mld zł. Wprost przeciwnie — partia zastanawia się, jakie bezpieczniki wprowadzić do ustawy, żeby ustrzec się przed unikaniem opodatkowania.

— Musieli bardzo dokładnie zdefiniować powierzchnię handlową — informuje Henryk Kowalczyk. Za około 2 tygodnie PiS powinno przedstawić wszystkie szczegóły nowych podatków. Planuje w tym celu specjalną konferencję, na której o pomysłach będą dyskutowali eksperci.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski, Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Wielkopowierzchniowy dylemat PiS