Wielogłos w opiniach o prądzie

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-06-15 22:00

W energetyce nie ma zgody co do tego, czy popyt na prąd będzie rósł, czy malał. Minister energii prognozuje zwyżki, ale są też sceptycy.

Do fundamentalnych dyskusji zachęcił wczoraj Krzysztof Tchórzewski, minister energii, tych, którzy przyszli na konferencję Okrągły Stół Energetyczny. Ze sceny w auli ministerstwa energii wspomniał, że zużycie energii będzie w Polsce rosło.

Pixabay

— Mam zupełnie odmienne przewidywania — skomentował to od razu siedzący obok finansista pracujący dla firm energetycznych, mocno wierzący w siłę postępu technologicznego i efektywność energetyczną. Krzysztof Tchórzewski przekonuje do swoich prognoz już od dawna. W marcu, jak donosi portal gramwzielone.pl, wyraził życzenie, aby zużycie energii elektrycznej wzrosło w gospodarstwach domowych przynajmniej dwukrotnie. Wtedy też część ekspertów się obruszyła, przypominając, że zużycie energii w Unii Europejskiej spada. Skąd rozbieżności?

Prognozy i korekty

— Eksperci na całym świecie mają tendencję do przeszacowywania tego wzrostu. Konsumpcja energii elektrycznej w Unii Europejskiej w ostatnich latach spadała, co m.in. przyczyniło się do nadpodaży energii elektrycznej i niskich cen w hurcie — zauważa Joanna Maćkowiak-Pandera, szef Forum Analiz Energetycznych.

Podobnego zdania jest Michael Liebreich, szef analitycznej firmy Bloomberg New Energy Finance, należącej do grupy Bloomberg News. W lutym pokazywał nawet w Warszawie dane dla Australii. Wynika z nich, że od 2010 r. do 2014 r. zużycie energii elektrycznej w Australii spadło aż o 25 proc., podczas gdy analitycy prognozowali dynamiczny wzrost. Na dodatek, widząc spadki, australijscy analitycy co roku aktualizowali szacunki… prognozując co roku rychłe odbicie. Do którego nie dochodziło. Każdy kraj ma swoją specyfikę. Jak może być w Polsce?

— Prognozujemy, że popyt na energię w Polsce będzie rósł delikatnie, o ok. 1,5-2 proc. rocznie — przewiduje Joanna Maćkowiak-Pandera. Widzi jednak wiele niewiadomych, bo skala wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną zależy m.in. od inwestycji w efektywność energetyczną. Przemysł ma w tym obszarze potężne rezerwy.

— Przydałby się stymulujący program rządowy, zachęcający do takich inwestycji. Istotna jest również elastyczność systemu energetycznego i możliwość zakupu energii elektrycznej w szczytowych momentach zapotrzebowania za granicą — uważa Joanna Maćkowiak-Pandera.

W przyszłości może się okazać, że do wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną przyczyni się elektromobilność, czyli rozwój pojazdów elektrycznych. Istotne będzie, jakimi źródłami wytwórczymi rząd będzie chciał ten elektromobilny wzrost pokryć.

— Istotne, aby były to źródła niskoemisyjne. Przykładowo, we Francji elektromobilność jest sposobem na integrację w systemie odnawialnych i zmiennych źródeł energii [czyli słońca i wiatru — red.]. Pracuje się też nad specjalnymi programami ładowania samochodów poza szczytem, kiedy w sieci pojawia się nadwyżka energii — tłumaczy Joanna Maćkowiak-Pandera.

Węgla potrzeba mniej

Dla ministra energii, który odpowiada za sektor węglowy i energetykę konwencjonalną, wzrost popytu na prąd może być zbawienny. Nie zmieni jednak nieuchronnego trendu do coraz mniejszego zużycia węgla w elektrowniach.

— Budowa nowych bloków jest potrzebna, ale muszą być bardziej efektywne energetycznie. Jeżeli będziemy wygaszać stare elektrownie i budować równocześnie nowe, to i tak zapotrzebowanie na węgiel spadnie, ale nie o 100 procent — tłumaczył na wczorajszej konferencji Krzysztof Tchórzewski. Dziś popyt krajowej energetyki na węgiel sięga 60 mln zł, ale — według ministra — w 2050 r. będzie mniejszy o 40-60 proc.