W styczniu 1968 r. w Seattle panowała typowa dla tego miasta zimowa aura. Nie było śniegu, więc ulice i domy sprawiały przygnębiające wrażenie. Ale nie to zasmucało Barbarę Winslow najbardziej. Kilka dni wcześniej odkryła guzka w okolicy dekoltu. Teraz siedziała razem z mężem w gabinecie lekarza, który drobiazgowo opisywał czekającą ją operację. Zostanie uśpiona, a jeśli rak okaże się złośliwy, od razu przejdzie radykalną mastektomię. Gdy się obudzi, albo usłyszy dobre wieści, albo zobaczy szwy w miejscu piersi.

Po przedstawieniu całej procedury medyk stwierdził, że natychmiast powinni wykonać biopsję. Mająca wówczas 23 lata kobieta nie chciała podejmować decyzji w pośpiechu. Zasugerowała, że wróci do domu i wszystko spokojnie przemyśli. Doktorowi nie spodobał się ten pomysł. Przekonywał, że strach stopniowo wzrośnie i pacjentka może w ogóle nie podjąć ryzyka.
— W porządku. To wydaje się rozsądne — zgodziła się Mrs. Winslow.
— Świetnie — ucieszył się lekarz i wręczył formularz zgody jej mężowi.
— Chwileczkę — zaprotestowała kobieta — dlaczego mąż ma podpisywać moją zgodę?
— Dlatego, że kobiety są zbyt emocjonalne i irracjonalnie przywiązane do swoich piersi.
Minęły lata, a Barbara Winslow, obecnie wybitna historyk, nadal sobie wyrzuca, że nie postawiła się lekarzowi.
— Żałuję, że nie rozwaliłam mu gabinetu. Powinnam go spytać, do jakiej części ciała mężczyźni — powiedziała podczas wywiadu, który przeprowadziła z nią Therese Huston, doktor psychologii poznawczej i autorka książki „Jak kobiety podejmują decyzje”.
Kompromisy pod presją
Ponad pół wieku później leczenie nowotworów odbywa się w sposób bardziej cywilizowany. Każda pacjentka sama podpisuje zgodę na zabieg, a mastektomia jest rzadkością. Kiedy więc Amerykanka opowiada swoją historię, ludzie słuchają z niedowierzaniem. Ale czy rzeczywiście wszystko się zmieniło?
— Podczas podejmowania decyzji kobiety w większym stopniu niż mężczyźni biorą pod uwagę opinie innych, co ma zarówno dobre, jak i złe strony — wskazuje Julia Izmałkowa, założycielka agencji badawczej Izmałkowa.
Według Therese Huston wiele uprzedzeń dotyczących kompetencji decyzyjnych kobiet wcale nie znikło, tylko zeszło do podziemia. To jeden z powodów, dla których nawet najzdolniejsze i skuteczne menedżerki rzadko stają na czele korporacji — zajmują one raczej średnie stanowiska zarządcze, a te najwyższe tradycyjnie przeznaczone są dla facetów. Inna sprawa, że panie często kwestionują swoją niezależność i pewność siebie.
— Z naszych badań wynika, że kobietom zależy, by decyzja była wspólna i aby wypowiedzieli się wszyscy, których dana sprawa dotyczy. Widzimy to w każdej dziedzinie, również w życiu prywatnym: żona chce uzyskać aprobatę męża, nawet gdy on zupełnie nie jest zainteresowany uczestniczeniem w wyborze firanek czy rodzaju pokoju na wakacjach — mówi Julia Izmałkowa.
Jej zdaniem kobietom trudno podjąć decyzję, kiedy ktoś jest wyraźnie przeciw lub ma silne argumenty. Pod wpływem nacisku często idą na kompromis, łagodzą swoje stanowisko, zmieniają zdanie.
— Mężczyźni mają odwrotną tendencję: pomijają osoby, które mogłyby mieć coś ważnego do powiedzenia. To nie musi wynikać z lekceważenia innych. Po prostu facetom nie przychodzi do głowy, że warto kogoś zapytać czy poprosić o opinię — uśmiecha się Julia Izmałkowa.
Nauka kontra uprzedzenia
Jak kobiety mogą wybić się na niezależność? Rupert Murdoch ma rację: „Idea monopolu wydaje się okropna — zanim samemu się go nie zdobędzie”. Lepiej więc nie liczyć na wspaniałomyślność mężczyzn. Skoro przez tyle wieków samodzielnie dzierżyli władzę, nie zechcą wypuścić jej z rąk. Najpotężniejszą bronią w walce o równouprawnienie jest wiedza, czyli zastąpienie uprzedzeń wynikami badań — takich jak te opisane niedawno na łamach „International Journal of Business Governance and Ethics”. Kanadyjscy i amerykańscy uczeni dowiedli, że przedstawicielki płci pięknej niezwykle sprawnie radzą sobie ze znajdywaniem właściwego rozwiązania dla firmy, szczególnie gdy się pojawia konflikt interesów. Dlatego powinno być jak najwięcej pań w gremiach zarządczych. Damsko-męskie zespoły zapewniają lepszą organizację pracy, wyższą stopą zwrotu, efektywniejsze zarządzanie ryzykiem i stabilność działania (wystarczy jedna kobieta na stanowisku kierowniczym, aby ryzyko bankructwa zmniejszyło się o 20 proc.). Trudno się nie zgodzić z Therese Huston, gdy pisze: „Większy udział kobiet w podejmowaniu kluczowych decyzji jest dobry nie tylko dla kobiet, ale też dla tych decyzji. A to jest lepsze dla wszystkich”.
Jeszcze jedno: czy chcecie poznać ciąg dalszy historii Barbary Winslow? Gdy obudziła się po biopsji, usłyszała dobrą wiadomość: guz był łagodny. Nie wykonano radykalnej mastektomii. Opuściła szpital jako odmieniona osoba, z mocnym postanowieniem, że nie chce iść przez życie, zbyt nisko ceniąc własny osąd.
