Wiem, kto kręci

Karol Jedliński
23-09-2008, 00:00

Orlen, Graal czy Integer. Inwestycje, fuzje, ostre spory — wtedy pojawia się Adam Guz. Chyba że akurat jest aniołem.

Zrównana niemal z ziemią przez światowy konflikt nuklearny. Pełna wraków samochodów, gangów wałęsających się po szkielecie Pałacu Kultury. Oto Warszawa w 2012 r. Zniszczona, ale pełna reklam. Wszystko w grze komputerowej "Afterfall", dostępnej na rynku za jakieś półtora roku. Jej producent to spółka Nicolas Games. Reklamy w grze są sposobem na uzupełnienie budżetu, który ma ponoć przekroczyć 20 mln zł. Wcześniej firma pod wodzą Tomasza Majki pozyskała kluczowego inwestora oraz doradcę. Weszła na New Connect.

— To wszystko zasługa Tomka. Znamy się od dawna. Kiedyś proponowałem mu współpracę. Wybrał kogoś innego. Gdy rozeszły się ich drogi, zapukał do mnie. Wskoczyłem więc w buty poprzedniego inwestora i jestem (jako GoAdvisers) akcjonariuszem — tłumaczy Adam Guz.

Jego nazwisko w połączeniu z nazwami poważnych firm, pada w mediach często i gęsto. Integer, Graal, Huta Zawiercie, PKN Orlen, Orzeł Biały, Pemug, Muza czy Alumast to ledwie fragment. Często, na czas projektu, zostaje członkiem zarządu lub rady nadzorczej.

— Żeby być skutecznym, trzeba mieć możliwość egzekwowania — ucina.

W skrócie: doradza i inwestuje od lat. W tym pierwszym fachu zalicza się go do absolutnej czołówki w Polsce. Co do drugiego zajęcia, to może miliardów się nie dorobił, ale doświadczenia — jak najbardziej. W czasach, gdy niemal każdego mniejszego inwestora media próbują przechrzcić na "business angel" (anioła biznesu), on takim aniołem jest od kilkunastu lat. Kilkaset tysięcy, a może kilka milionów na dobry projekt, który w 2-3 lata dostanie wiatru w żagle? Jak najbardziej.

— Na półrocze moja spółka GoAdvisers ma ponad sześć milionów złotych zysku — wylicza Adam Guz.

Milion gier

Anioł rozwija skrzydła. Choć trochę i rybak. Siedzi i czeka na okazję. Nie rzuca się na byle co.

— Żaden ze mnie Copperfield. Wierzę w twardą, konserwatywną analizę, w fundamenty spółki, a nie w jej PR — zastrzega.

Wchodzić w interes, którego pomysłodawca ma ambicję stworzyć grę komputerową i sprzedać ponad milion sztuk na świecie? Niektórzy w takiej sytuacji popukaliby się w czoło i odesłali zapaleńca z kwitkiem.

— Dobry, uczciwy menedżment to podstawa. Na taki trafiłem w Nicolas Games. Po tym jak Tomek dostał kapitał, jego pomysły zyskały na rozmachu. Początkowo miały być przecież proste strzelanki — przyznaje Adam Guz.

Teraz swoją firmę GoAdvisers zamierza wprowadzić na New Connect. W zamian za kilka milionów złotych oddać kilkanaście procent akcji spółki.

— Kapitał się przyda, bessa w niczym nie przeszkadza, ciekawe projekty ciągle wpadają, szukają finansowania — uważa.

Zresztą, jeśli giełda, to na pewno nie z pozycji gracza.

— W spekulację się nie bawię. Bo gdzie jest realna wycena spółek z GPW: w lipcu 2007, w szczycie hossy czy może teraz? — pyta retorycznie.

Woli zajmować się spółkami na zakręcie. Takimi, które dobry inwestor lub doradca może wyprowadzić na prostą, bo podstawy mają zdrowe. Albo konsolidować, budować im strategię, nawracać.

Zaczynał jako doradca Alpinusa za pionierskich czasów, gdy finansowe resztówki przeznaczał na inwestycje. Po latach w branży coraz częściej ufa intuicji. Za sobą ma tysiące analiz i setki godzin twardych, a nieraz agresywnych negocjacji.

Karty i śledzie

Ma bez liku historii spod powierzchni, przypadki na niejedną książkę. Ale jeszcze nie teraz. Na razie większość okrywa tajemnica. Często więc Adam Guz zaczyna coś opowiadać, by za chwilę przypomnieć sobie, że rozmawia z dziennikarzem. I przerywa w pół zdania. Czasem, gdy zwycięży jego otwarta osobowość, dociągnie do końca.

— Ostro było, gdy sprzedawaliśmy Abbie Seafood, należącej do Orkli, resztę polskich udziałów w Superfish, producencie przetworów rybnych. Negocjatorzy z zarządu Orkli przyjechali 1 stycznia. Rozmowy toczyły się w Hotelu Sobieskim. Tempo: kilkanaście godzin negocjacji, zmiana, przerwa na drzemkę byle gdzie i dalej w wir — śmieje się Adam Guz.

Wtedy pewnie minę miał poważną. W negocjacjach uchodzi za twardą sztukę. Dobrze przygotowany, konkretny, psychologią oraz blefem się wspomaga. W latach 80., w rodzinnych Katowicach, przez rok utrzymywał się z gry w karty. Pozostała po tym przenikliwość i umiejętność koncentracji choćby o trzeciej nad ranem.

— Potrafię wyczuć, jak ktoś kręci. Pan na początku kręcił. Teraz pan przestał, prawda? — stwierdza.

Chwila niezręcznej pauzy. Może wróćmy do Orkli.

— Myślę, że polscy akcjonariusze Superfisha świetnie na tej transakcji wyszli. Orkla, koniec końców, nie najlepiej — zaznacza.

A propos ryb: co to było z Graalem parę lat temu? Relacja z frontu: konflikt Guza z Bogusławem Kowalskim (właścicielem Graala), ten pierwszy z hukiem opuścił radę nadzorczą spółki. Pokazał charakter?

— Poszło o sposób przejmowania przedmiotów. Z perspektywy lat oceniam, że górę wzięły emocje i wyszła prawnicza nawalanka — oto ocena.

Wykiwany, z kijem

Większość projektów doradczych i inwestycyjnych zalicza do swoich sukcesów. Zdarzają się jednak misje, w których poległ. Przecież statystyki się nie da oszukać, im więcej projektów robisz, tym bardziej zwiększasz prawdopodobieństwo, że któryś okaże się klapą.

Taki Vobis. Włoski Banca Intesa, walcząc o wpływy w Vobisie, wyznaczył Guza na swojego pełnomocnika. Gra toczyła się o spore pieniądze. Koniec końców, Włosi oddali pole mniejszościowemu udziałowcowi, który serią skutecznych zabiegów zdobył władzę w spółce. A przecież na początku miał w niej ledwie 7 proc. udziałów. "Polacy wykiwali Włochów" — skwitowano w prasie. Jak było naprawdę?

Doradca Intensy porażkę jakoś przełknął. Nie bardzo chce się o niej rozwodzić. Woli rozmawiać o dwóch projektach z rejonów IT i telemedycyny. Przymierza się do inwestycji w system monitoringu pacjentów przez internet.

— Znajomy z Izraela mi to podsunął. A jak ktoś z Izraela mówi mi, że coś jest superbiznesem, to ja się za długo nie zastanawiam — śmieje się właściciel GoAdvisers.

Najważniejsze i tak jest spotkanie w cztery oczy z drugą stroną. Adam Guz zwykle nie ma pojęcia o detalach biznesu, w który inwestuje. I nie chce mieć. Comiesięczna kontrola w spółce, w której jest udziałowcem, wystarczy.

— Zawsze na początku mówię wspólnikom, że teraz jestem cacy, bo potrzebujecie kapitału i ja wam go daję, podpisujemy umowę. Ale przyjdzie taki moment, że dostaniecie wiatru w żagle, i pomyślicie: zachrzaniam na gościa, który przychodzi raz na miesiąc. Wtedy właśnie polegam na waszej uczciwości i swoim doświadczeniu. No i na precyzyjnych zapisach w umowie — mówi Adam Guz.

W biurze ma idealnie gładką wykładzinę. Nie piętrzą się na niej stosy papierów. Są dwie piłki golfowe i kij oparty o biurko. Pomyśleć: w latach 80. miał budkę z lodami, był ajentem baru w bluesowym klubie, zbierał arbuzy w Grecji, budował domy w Stanach. Teraz, jako anioł, ćwiczy w gabinecie ostatnie uderzenia. n

Pojawia się i znika

David Seth Kotkin? Postać niemal anonimowa. A to przecież prawdziwe imiona i nazwisko Davida Copperfielda. Iluzjonista dawno stał się sławniejszy niż tytułowy bohater książki Karola Dickensa. Magik wykonuje jakieś 500 pokazów rocznie. Zarabia na nich całkiem nieźle, bo około 50 mln dol. Mógł sobie za to kupić prywatną wysepkę na Bahamach. 53-letni iluzjonista utrzymuje, że odkrył tam źródło przywracające młodość. Tamtejsza woda ma ożywiać suche liście i przywracać do życia insekty. Jego nadzwyczaj liczni fani wierzą mu na słowo. Bardziej sceptycznych zapewne zainteresowała sprawa z końca zeszłego roku, kiedy został oskarżony o gwałt. Wszystko miało się wydarzyć na Bahamach. Śledztwo prowadzi FBI.

Gruba ryba

Graal jest zdecydowanym liderem rynku rybnego w Polsce. Bogusław Kowalski, założyciel firmy i jej główny akcjonariusz, biznesową działalność zaczynał w 1990 r. od hurtowni konserw rybnych. Po kilku latach jego firma stała się jednym z głównych importerów i dystrybutorów na naszym rynku. W zeszłym roku miała 330 mln zł przychodów.

Uskrzydlone zyski, rosnące forsy walizki

30

tys. zł Tyle wystarczyło zainwestować w latach 90. w czyjś biznes, aby się zwać aniołem biznesu.

300

tys. zł Mniej więcej taką sumą jednorazowo musiały dysponować anioły biznesu w 2003 r.

2

yle obecnie uważa się za przyzwoity wkład anioła

Krzepka staruszka

Orkla, znana z inwestowania w branżach medialnej i spożywczej, to firma z ponad 350-letnią tradycją. Zaczynała w 1654 r. jako kopalnia pirytu. Potem przyszła pora na miedź i budowę kolei elektrycznej. W 1929 r. weszła na giełdę w Oslo. Parę lat później zaczęła budować huty. Rosła i rosła, aż zamarzyły się jej media. W 1984 r. zaczęła skupować tytuły i wkrótce znalazła się w czołowej trójce wydawców norweskich. Potem był czas na branżę spożywczą i udziały np. w Carlsbergu. Orkla media już sprzedała, a triumfy na rynku FMCG święci głównie w Rosji. Zatrudnia na całym świecie ponad 35 tys. osób. Jej zeszłoroczne przychody sięgnęły 7,5 mld euro.

Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / / Wiem, kto kręci