To nie jest do końca takie pewne. Trzeba jasno sprecyzować, że wiele zależy od wydarzeń za Atlantykiem. Inwestorzy oczekują decyzji waszyngtońskiego Kongresu ws. pomocy finansowej dla producentów aut z Detroit. Do finalizacji miało dojść już wczoraj, ale niestety jeszcze nie wszystko było takiej jasne jakby się wydawało. Indeksy na Wall Street kończyły wtorkową sesję pod kreską właśnie m.in. z braku sprecyzowanej przyszłości co do GM, Forda i Chryslera. Z drugiej jednak strony niewiele to zmartwiło inwestujących w Azji. Tam większość indeksów, z japońskim Nikkei 225 na czele, rośnie nieprzerwanie już od czterech sesji.
Wydaje się, że inwestujący nad Wisłą, ale także i w całej Europie, mają przed
sobą jasno postawione cele. W przypadku krajowego indeksu chodzi oczywiście o
pokonanie bariery 1,9 tys. pkt. Pytanie tylko jaki będzie tego skutek. Ostatnimi
czasy inwestorzy zupełnie ignorują fatalne dane makro. Bardziej liczy się chęć
jak najdalszego odbicia od dna bessy. Przypomnijmy, że krajowe blue chipy rosną,
z małymi przystankami, już od ok. 1550 pkt., co w obecnej sytuacji daje wielu
inwestorom całkiem przyzwoite zyski. Niewykluczone, że jak już dojdzie do
przegłosowania pomocy finansowej dla producentów aut, to inwestorzy nie będą
mieli za bardzo pod co inwestować. No chyba, że przy nadziei będą trzymały ich
zapowiedzi światowych władz monetarnych o chęci cięcia stóp. Ale przecież dla
rynku akcji stanowi to przede wszystkim wariant psychologiczny, mogą
argumentować pesymiści. Cóż, inwestorzy spragnieni są wzrostów, więc WIG20
prawdopodobnie uderzy trochę wyżej. Może krajowe blue chipy zahaczą o 2000 pkt.,
a być może o nawet 2,2 tys. pkt. jak wieszczą najwięksi optymiści.