To, że inwestujący nad Wisłą mogą doświadczyć odbicia warszawskich indeksów, widać po sesji na Azjatyckich parkietach. Tam również inwestorom strach zaglądał w oczy po publikacji raportów kwartalnych. Jednakże w środę kilka spółek zapowiedziało, że w ramach poprawy kondycji finansowej zamierza zredukować zatrudnienie oraz poszukać partnerów strategicznych. Wieści o ewentualnych fuzjach i przejęciach podziałały także byczo na rynek surowców. Odbicie zalicza m.in. ropa naftowa oraz miedź.
W środę na warszawskim parkiecie scenariusz może być podobny do azjatyckiego. Choć WIG20 od szczytu w styczniu (1920 pkt.) traci już blisko 8 proc., to wyraźnie widać że już wczoraj pod koniec sesji mozolnie rozpoczął odrabianie strat. Mimo, iż niektórzy optymiści zacierają już ręce pod kolejny wzrostowy rajd z jakim mieliśmy do czynienia na przełomie roku, to najpierw będą musieli zmierzyć się z kolejną serią raportów kwartalnych amerykańskich spółek. Dziś dodatkowo na giełdy trafią bardzo ważne dane makro zza Oceanu. O godz. 14:30 inwestorzy przekonają się czy w grudniu sprzedaż detaliczna okazała się gorsza niż w listopadzie, jak wskazują na to prognozy (-1,1 proc.).
Ci co wieszczyli efekt stycznia, którego na GPW nie było od kilku lat,
nabierają teraz wody w usta. Jeśli liczyć od początku roku, warszawskie
blue chipy są mocno w plecy. Jak na razie pierwsze sesje 2009 roku do złudzenia
przypominają początek z 2008 roku. Jak fatalny był poprzedni rok, wszyscy
doskonale pamiętają. Co gorsza, niedawno przypominaliśmy, że jakie pierwsze dni
notowań w nowym roku, takie będą pozostałe. Jakby historia miała się powtórzyć
(na razie sprawdza się w ponad 90 proc.), to w 2009 roku znów karty rozdawać
będą niedźwiedzie. Inwestorzy wiedzą także, że już wkrótce Barack Obama, który
20 stycznia zasiądzie w fotelu prezydenta USA, przedstawi miliardowe plany
ratowania gospodarki. Trzeba chyba uzbroić się w cierpliwość, bo na pierwsze
oznaki długotrwałej poprawy przyjdzie jeszcze poczekać.