WIG20 obronił wsparcie, droga ropa grozi destabilizacją

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-05-21 17:56

Poprawiane niemal każdego dnia rekordy wszechczasów na rynku ropy wystraszyły wczoraj inwestorów i sprowokowały we wtorek głęboką korektę za oceanem. Ta negatywna reakcja rynków wydaje się kończyć okres zaczęty w połowie marca, gdy wbrew historycznym prawidłowościom notowania akcji i ropy podążały zgodnie w jednym kierunku. Teraz coraz wyraźniejsza staje się negatywna korelacja między nimi.

Załamanie nastąpiło w niezwykle ważnym momencie, gdy amerykańskie indeksy testowały poziom silnego oporu na linii średnich z 200 sesji. Niepowodzenie próby jego pokonania może zaowocować poważnymi konsekwencjami dla giełdowej koniunktury w najbliższych tygodniach.

Dzisiaj od rana giełdowi gracze z niepokojem spoglądali na wykres ceny czarnego złota, który zbliżał się nieubłaganie do okrągłej liczby 130 dolarów za baryłkę. Słabnący dolar sprzyjał windowaniu kursu surowca i tuż przed południem padł kolejny rekord wszechczasów. Na wszystkich niemal rynkach Europy z wyjątkiem Rosji i Norwegii, gdzie dominują koncerny paliwowe, nasiliła się podaż, a indeksy wyznaczyły dzienne minima.

Pogorszenie nastrojów  nie oszczędziło warszawskiej giełdy, chociaż od początku tygodnia poniosła ona znaczne straty i wydawało się, że podaż nie odważy się na trzeci z rzędu atak. Przed rozpoczęciem notowań spore nadzieje na rozruszanie rynku pokładano w Biotonie, który zapowiadał się na gwiazdę sesji po informacji o nabyciu niemal 10 proc. pakietu jego akcji przez spółkę należącą do Zygmunta Solorza. Spółka rzeczywiście wystartowała rewelacyjnie i szybko zyskała niemal 10 proc. Popyt ożywił się i objął inne blue chipy, dzięki czemu Wig20 z powodzeniem bronił wsparcia na linii wyznaczonej przez średnią z 45 sesji.

Tuż po południu przyszła jednak z zewnątrz korekta, wsparcie zostało pokonane i coraz bardziej realne wydawało się przetestowanie przez Wig20 poziomu 2900 pkt. Na szczęście przed świąteczną przerwą sprzedających nie było zbyt wielu, więc nie doszło do większej przeceny. Świadectwem niewielkiej aktywności inwestorów były symboliczne obroty, których całkowita wartość nie przekroczyła nawet poziomu 800 mln. zł.

Opublikowane po południu przez GUS dane ostanie polskiej gospodarki nie wywarły bezpośredniego wpływu na zachowanie warszawskich indeksów, ale uspokoiły obawy przed spowolnieniem w przemyśle i przyspieszeniem tempa wzrostu cen produkcji. Poziom produkcji przemysłowej podniósł się o niemal 15 proc. po niespodziewanie niewielkim wzroście w marcu, a wskaźnik cen podskoczył tylko o 2,5 proc., mniej niż prognozowano.

Znacznie większą wagę przywiązywano do publikowanego tuż po zamknięciu warszawskich notowań tygodniowego raportu o poziomie zapasów paliw w USA. Jego treść mogła przesądzić o wynikach sesji za oceanem. Warszawscy inwestorzy nie mogąc już na niego zareagować zaryzykowali i zdecydowali się na podciągnięcie indeksów w fazie fiksingu, chcąc najwyraźniej doprowadzić do powrotu Wig20 nad poziom wsparcia.

Ten taktyczny cel strony popytowej został osiągnięty.  Dzięki tej nagłej wolcie indeks blue chipów jako jedyny zakończył dzień minimalnie nad kreską. Zwycięzcą dnia okazał się zyskujący niemal 8 proc. Bioton, a silne odreagowanie stało się udziałem innych niedawnych outsiderów- GTC i Agory. Nadal wyprzedawano akcje TVN, a inwestorów Pekao rozczarował pokaźny, ponad 3 proc. spadek kursu banku.

Opublikowane już po zamknięciu GPW dane o zapasach paliw w USA okazały się gorsze niż oczekiwano. Notowania ropy wystrzeliły w górę, a w przeciwnym kierunku podążyły giełdowe indeksy. Jeśli cena ropy nie wróci szybko poniżej poziomu 130 USD za baryłkę, poświąteczna sesja może mieć niewesoły przebieg.

Cena ropy niezwykle szybko pokonała znaczny dystans, co świadczy o skali spekulacji na tym rynku. Od początku roku zyskała już ponad 30 proc., w ciągu ostatnich 12 miesięcy jej cena się podwoiła. I pomyśleć, że jesienią 2001 roku cena baryłki wynosiła niespełna 17 USD. Tyle że wówczas dzienna podaż przewyższała dzienny popyt o 1 mln. baryłek, a obecnie dzienny popyt jest wyższy od podaży o 5 mln. baryłek.

Z drugiej jedna strony wzrost ceny ropy to efekt nowej bańki spekulacyjnej, tym razem rozdętej dzięki polityce Bena Bernanke. Działania Fed uratowały sektor finansowy przed krachem, ale pędzące w górę koszty paliw to jeden z elementów ceny, jaką obywatele zapłacą za ratowanie Wall Street.

Pęczniejące od gotówki fundusze emerytalne inwestują coraz chętniej w instrumenty powiązane z rynkiem surowcowym. Wg. Lehman Bros. popyt na rynku surowcowym wzrósł z 70 do 215 mld. dolarów w ciągu dwóch lat. Raport przedstawiony wczoraj komisji Kongresu nie pozostawia złudzeń – fundusze emerytalne obchodzą ograniczenia inwestycyjne i za pomocą firm z Wall Street inwestują w indeksy surowcowe za pomocą instrumentów swapowych. Ponieważ inwestowanie indeksowe jest mechaniczne i pasywne, wzrost cen nie stanowi absolutnie zapory dla nowych zakupów. Rzeka pieniądza wlewa się zatem na rynki surowcowe, a politycy rozważają podniesienie zabezpieczeń depozytowych na surowcowe kontrakty terminowe, aby zmniejszyć siłę lewarowania. To jednak raczej nie zatrzyma rozbuchanego trendu, podobnie jak uchwała Senatu USA dająca Departamentowi Sprawiedliwości możliwość pozwania OPEC na mocy prawa antykartelowego. Dopóki dolar jest słaby, a stopa Fed Funds negatywna, setki miliardów dolarów będzie trząść rynkami w poszukiwaniu jak najwyższej stopy zwrotu.