Są „niedziele cudów” w ligach piłkarskich, wbrew pozorom nie tylko w polskiej, są „niedziele cudów” na wyścigach konnych, znowu nie tylko na warszawskim Służewcu, i jest zjawisko „window dressing” na rynku kapitałowym. Jak już wskazuje sama obco brzmiąca nazwa dotyka on wszystkich rynków kapitałowych, a jak wszystkich, to również giełdy warszawskiej.
Gwoli ścisłości, za „Słownikiem zarządzania i finansów” Richarda Kocha, firmowanym przez „The Financial Times”, przypomnijmy ten termin. Window dressing — dekorowanie wystawy, wykorzystywanie nieścisłości reguł rachunkowości (bez naruszania przepisów prawnych) w celu „przyozdobienia” rachunku wyników oraz bilansu, by wyglądały lepiej niż w rzeczywistości. Odmiana rachunkowości twórczej. Ot i mamy proste i przejrzyste wyjaśnienie minihossy na warszawskiej giełdzie w pierwszych dniach stycznia. W końcówce roku mieliśmy do czynienia z transakcjami, które nijak nie dawały się logicznie wytłumaczyć: dziwne przerzuty, dziwne ceny. A przecież to właśnie czas sporządzania bilansów, i to i przez zarządzających w najróżniejszych funduszach inwestycyjnych i w otwartych funduszach emerytalnych, oraz — co równie istotne — okazja to przewietrzenia portfeli inwestycyjnych, uporządkowania końcówek, dokonania wymian przez współpracujących ze sobą akcjonariuszy poszczególnych spółek.
Pisząc o window dressing, szczególnie w odniesieniu do OFE, muszę zachowywać szczególną ostrożność, bo — nie wiedzieć czemu — wykazują w tym zakresie nadwrażliwość. Jeden z małych funduszy, acz o dobrych wynikach, tak poczuł się dotknięty tym, że w jego kontekście (nawet nie wprost) zostało użyte to pojęcie, że zdecydował się na oskarżenie mnie o „naruszenie dóbr osobistych”. Oczywiście skończyło się niczym, ale trochę czasu w sądzie musiałem stracić.
Ale mimo tego, że ubiegłotygodniowa minihossa jest najprawdopodobniej efektem „zwrotu”, rozliczania transakcji z roku ubiegłego, pokłosiem „window dressing”, dobrze, że jest. Tym bardziej że wyniosła WIG ponad psychologiczny poziom 15 000 punktów, poziom — jeszcze niedawno, wydawało się — nieosiągalny; że technicznie WIG 20 znalazł się nad główną linią bessy, co może oznaczać zakończenie prawie dwuletniego trendu spadkowego. To może zaowocować nawet średnioterminowymi wzrostami na naszej giełdzie. Czyżby spóźniony Mikołaj realizował „efekt stycznia”?