Czytasz dzięki

Koronawirus wyleczył rynki ze złudzeń

opublikowano: 24-02-2020, 22:00
aktualizacja: 25-02-2020, 08:07

Strach zagościł na giełdach. To pewne. Analitycy zwracają przy tym uwagę, że włoskie problemy z koronawirusem są dobrym pretekstem do bardziej krytycznej oceny zagrożeń wzrostu gospodarczego

ŚLEDŹ NAJNOWSZE DONIESIENIA Z RYNKÓW W RELACJI LIVE>>

4,2 proc. stracił wczoraj WIG20. W trakcie sesji osunął się nawet poniżej 2000 pkt, choć ostatecznie utrzymał ten poziom. Przecena była widoczna również w innych segmentach naszego rynku. Prawie 4 proc. stracił indeks średnich spółek, miernik koniunktury małych zakończył dzień ze stratą o 0,02 pkt proc. mniejszą od blue chipów.

— Poziom 2050 pkt może być dla indeksu WIG20 trudny do utrzymania. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że WIG20 spadnie do 1900-1950 pkt. Tym bardziej że nasze spółki mają swoje problemy. Przykład Aliora [186 mln zł odpisu na tzw. małe TSUE — red.] pokazuje, że sytuacja banków wciąż jest niejasna. Jeżeli kapitał zagraniczny zacznie uciekać od ryzyka, to będzie wychodził ze spółek najbardziej płynnych. Pytanie, co stanie się wtedy z małymi spółkami, które w ostatnich miesiącach dobrze sobie radziły? Wydaje się, że nie unikną spadków, jeśli pojawi się generalna chęć do realizacji zysków — uważa Marcin Kiepas, analityk Tickmill.

Z tym zaś mieliśmy do czynienia w poniedziałek, 24 lutego 2020 r. Główny indeks giełdy w Londynie tracił blisko 4 proc. We Frankfurcie i Paryżu spadki przekroczyły 4 proc. Czy to początek bessy, czy tylko korekta i jaka będzie jej głębokość?

— To naprawdę trudne pytanie. Ostatnie tygodnie, a nawet miesiące pokazują, że największe giełdy mają dużą łatwość w przechodzeniu do porządku dziennego nad negatywnymi informacjami i odnajdywania czynników sprzyjających dalszym zwyżkom — przypomina Marcin Kiepas.

— Rynki akcji wykazywały tendencję odklejania się od rzeczywistości, czyli tego, jaka jest dynamika zysków spółek. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, w której inwestorzy dochodzą do wniosku, że możemy mieć problem ze wzrostem gospodarczym — dodaje Daniel Kostecki, analityk Conotoxii.

— Informacje dotyczące wzrostu gospodarczego od połowy 2019 r. w zasadzie przestały grać rolę. Ale nie wiem, czy to już jest ten moment, że zejdziemy na ziemię. Jeśli wpływ koronawirusa na gospodarkę będzie się nasilał, inwestorzy mogą oprzytomnieć. Ale dotychczas dominowało przeświadczenie, że banki centralne będą dalej drukować pieniądze i tym samym podkręcać wyceny na giełdach — wtóruje im Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers DM.

Włoska eskalacja

Nie ma wątpliwości, co było katalizatorem poniedziałkowej przeceny na giełdach. To informacje o rozprzestrzenianiu się koronawirusa Covid-19 we Włoszech. W niedzielę tamtejsze władze poinformowały o trzeciej ofierze śmiertelnej. W poniedziałek ich liczba wzrosła do siedmiu. W efekcie Austria czasowo zawiesiła połączenia kolejowe z Włochami. W tych ostatnich 11 gmin (około 50 tys. osób) objęto kwarantanną, skrócono karnawał w Wenecji i odwołano kilka meczów ligi piłkarskiej, nie wykluczając odwołania całej kolejki.

Po tych informacjach Juventus Turyn tracił na włoskiej giełdzie ponad 11 proc. Główny indeks Borsa Italiana spadał w ciągu dnia o 6 proc. Środki zaradcze podejmowane w związku z koronawirusem w połączeniu z ludzkim strachem sprawiają bowiem, że we Włoszech istotnie mogą spaść przychody z turystki. Dla tego kraju jest to niebagatelna część gospodarki. A ta gospodarka jest trzecia co do wielkości w strefie euro.

— I w ten sposób mamy kolejne epicentrum spowolnienia koniunktury w strefie euro — podkreśla Rafał Sadoch, analityk mBanku.

— Włochy i tak balansują na granicy recesji, a teraz ta recesja wydaje się w zasadzie pewna — mówi Marcin Kiepas.

— Do tego dochodzi techniczna recesja w Japonii wywołana podwyżką podatków. W kolejce są Niemcy, które balansują na krawędzi wzrostu gospodarczego. Wizja zamkniętych fabryk i ograniczeń w podróżach zaczyna działać na wyobraźnię — dodaje Daniel Kostecki.

b960cf00-66b9-11ea-bc55-0242ac130003
Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Na tę ostatnią kwestię uczula Przemysław Kwiecień.

— Gospodarka nie lubi takich zakłóceń i ten element spowodował właśnie, że w poniedziałek mieliśmy taką reakcję na giełdach — podkreśla główny ekonomista X-Trade Brokers.

W poniedziałek spadały notowania takich firm związanych z turystyką i podróżami, jak easyJet, Lufthansa, TUI czy Ryanair. W Polsce mocno traciły Rainbow Tours i Enter Air. Na czerwono notowane były także spółki działające w segmencie dóbr luksusowych — odzieżowe Burberry, alkoholowe Remy Cointreau czy wielobranżowy konglomerat LVMH. Rynek chiński to dla nich niebagatelna część biznesu. Podobnie zresztą jak dla produkującego sprzęt sportowy Adidasa. Daniel Kostecki przypomina, że gdy niemiecka firma przestrzegała przed spadkiem sprzedaży w Chinach w związku z koronawirusem, reakcji rynku nie było. Wczoraj akcje Adidasa taniały blisko 7 proc.

Nie tylko choroba

Rafał Sadoch radzi jednak na poniedziałkowe spadki na giełdach spojrzeć szerzej niż przez pryzmat koronawirusa. Przypomina, że w piątek zaraz po rozpoczęciu handlu na amerykańskich giełdach (a wiec względnie blisko notowań w Europie) opublikowane zostały indeksy PMI dla przemysłu i usług. Oba były niższe od oczekiwań, a do tego wskaźnik usługowy spadł poniżej 50 pkt, co oznacza, że w amerykańskich usługach zaczynają przeważać nastroje recesyjne.

— To może mieć większe znaczenie niż koronawirus we Włoszech. Jest bowiem dysonans między tymi odczytami a kilka dni wcześniejszym odczytem indeksu NY Empire State czy dobrymi odczytami PMI w Europie. W piątek 21 lutego jakaś przecena w związku z amerykańskim PMI była, ale bez wątpienia poniedziałkowa sytuacja, poza obawami związanymi z koronawirusem, powodowana była też niepewnością o fundamenty gospodarki amerykańskiej — tłumaczy Rafał Sadoch.

— Gdyby nie było koronawirusa, to obserwowalibyśmy próbę łapania dołków. Ostatnio zaraz po jakimś spadku inwestorzy przystępowali do zakupów — bagatelizuje kwestię PMI Marcin Kiepas.

Po otwarciu amerykańskich giełd z taką sytuacją mieliśmy do czynienia na Wall Street. Podczas sesji Nasdaq Composite odrobił jedną czwartą początkowych strat. W momencie zamknięcia tego numeru „PB” było już jednak gorzej. Już od początku sesji Amerykanie wiedzieli, że styczniowa sprzedaż smartfonów w Chinach spadła o blisko 37 proc. rok do roku. Tymczasem związane z koronawirusem ograniczenia dotyczące podróżowania i przebywania w miejscach publicznych wprowadzono tam dopiero pod koniec stycznia 2020 r.

O tym jak zakończyła się poniedziałkowa sesja na Wall Street przeczytać można TUTAJ>>Indeksy na Wall Street gwałtownie tąpnęły

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy