Wizerunkowy wstyd się trzyma

opublikowano: 30-08-2015, 22:00

POLSKA – NIEMCY Podczas rozpoznawczej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Berlinie wątki współpracy gospodarczej wystąpiły śladowo.

W wystąpieniach publicznych nie było ich w ogóle, zaistniały jedynie jako element szerszych relacji unijnych podczas rozmowy z kanclerz Angelą Merkel. Wygląda na to, że prezydent uznaje tę tematykę za kompetencje rządowe.

Martwy gmach polskiej ambasady z epoki NRD dzierży w sercu Berlina absolutne pierwszeństwo w rankingu brzydoty.
Zobacz więcej

POMNIK NIEMOCY:

Martwy gmach polskiej ambasady z epoki NRD dzierży w sercu Berlina absolutne pierwszeństwo w rankingu brzydoty. JACEK ZALEWSKI]

Istnieje jednak wątek łączący budowanie wizerunku Polski z inwestycją w sensie dosłownym. To adres Unter den Linden 70–72 w sercu Berlina, rzut beretem od Bramy Brandenburskiej, prawie naprzeciwko hotelu Adlon. Stoi tam straszący już 21 lat martwotą gmach ambasady RP. To budynek typu Lipsk, przyznany dyplomacji PRL przez bratnią NRD w 1964 r. Działka fantastyczna, tuż obok znajdują się ambasady Rosji, USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Nasza wytrzymała zmiany ustrojowe, ale w 1994 r. została zamknięta — azbest, dekapitalizacja itp. Ambasada przeniesiona została do willi po misji wojskowej w Berlinie Zachodnim, która jest świetna na rezydencję, ale absolutnie nie nadaje się na urząd. Jak każda prowizorka — ta okazuje się wieczna. Andrzej Duda zastaje ją jako piąty prezydent, Ewa Kopacz jest dziewiątym premierem, a Grzegorz Schetyna — dziesiątym ministrem spraw zagranicznych.

Konkurs na nową ambasadę został rozstrzygnięty w 1998 r. i unieważniony. Potem trwała niemoc, kolejny konkurs MSZ rozstrzygnęło dopiero w 2012 r. Projekt świetny, gmach przyćmiłby w okolicy mocarstwa. Budowa przewidziana była na lata 2013–16, ale… nasz Lipsk nadal straszy. Wyburzenie go i postawienie gmachu z konkursu ma kosztować 190 mln zł, wyprucie do konstrukcji i adaptacja — 80 mln zł. MSZ nie może się zdecydować, budżet nie z gumy, ostatnio porównywalnym kosztowo priorytetem było przedstawicielstwo w Brukseli. Korci jednak zadać pytanie — ilu jeszcze polskim prezydentom i premierom, stającym w luksusowym Adlonie, będzie wstyd podnieść wzrok na drugą stronę Unter den Linden?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu