Wizytówka nowej strategii

opublikowano: 22-10-2021, 11:57

Volvo traci hamulce. Dosłownie i w przenośni. Dowodem na to jest C40, ale nie tylko dlatego, że jest elektryczny.

7 października 2021 r. w fabryce Volvo w portowej dzielnicy Gandawy w zachodniej Belgii ruszyła produkcja modelu C40. Drugiego po XC40 Recharge P8 w pełni elektrycznego modelu szwedzkiej marki. Z technicznego i jakościowego punktu widzenia przełomu nie ma (to XC40 P8 Recharge z innym nadwoziem). Z ideologicznego już tak. To pierwszy model, który ujrzał światło dzienne po odważnej deklaracji zarządu Volvo, że za dziewięć lat (a w zasadzie już prawie osiem) koncern porzuci silniki spalinowe. Na zawsze.

Szwedzki upór

W przód patrz!
W przód patrz!
C40 ma obniżoną o 6 cm linię dachu, co sprawia, że jest jak coupé, widoczność do tyłu jest zerowa, a wyżsi pasażerowie będą narzekać. Producent twierdzi jednak, że jeśli ktoś potrzebuje miejsca nad głową, niech kupi XC40. Spoglądający w stronę C40 nie zwrócą na to uwagi.
materiały prasowe

Kojarzycie Nilsa Bohlina? To konstruktor Volvo. Ten, który doprowadził do powszechnego stosowania w Volvo (a dzięki temu, że Volvo zrzekło się praw patentowych, to i w całej motoryzacji) trzypunktowych pasów bezpieczeństwa. Wówczas (a był 1959 r.) szwedzką markę zalała fala krytyki. Mówiło się o ograniczeniu swobody czy wręcz wolności. Podobnie było kilka lat temu, gdy Volvo ogłosiło, że będzie pierwszym producentem, który ograniczy maksymalną prędkość we wszystkich swoich modelach do 180 km/h. Fala krytyki była ogromna i na dobrą sprawę jeszcze nie opadła. Teraz Volvo deklaruje wycofanie się z produkcji aut spalinowych do 2030 r. Jaskółką tych przemian ma być właśnie C40. Co to za zwierz?

Co do zasady to mutacja. Zarówno znanego (i lubianego) XC40, jak i jego elektrycznej wersji (XC40 P8 Recharge). Pod tym względem nie jest przełomowy. Powstaje na tej samej taśmie produkcyjnej, na której budowane są inne odmiany XC40, ma niemal identyczne osiągi co elektryczna odmiana XC40. Gdzie więc przełom? C40 zapowiada ambitną i radykalną zmianę w strategii Volvo. Przełomu należy dopatrywać się raczej w roli, jaką ma pełnić w gamie tego producenta i systemie sprzedaży aut tej marki niż w tym, jak jeździ. A skoro przy jeździe jesteśmy: jak jeździ?

Szklany garbus

Obietnice a rzeczywistość:
Obietnice a rzeczywistość:
Volvo obiecuje 420 km zasięgu. Tymczasem średnie zużycie podczas spokojnie pokonanej testowej trasy 200 km (cykl mieszany, temp 16 st., cztery osoby) wyniosło 21 kWh/100 km. Topowy akumulator ma 78 kWh (75 kWh użytecznych) pojemności, co oznacza nie więcej niż 350 km.

Co do zasady – tak samo jak prezentowany na początku tego roku elektryczny XC40. Choć z nazwy zniknęło X, to nadal crossover. Napęd i inne podzespoły są identyczne. Nieidentyczny jest wygląd. W oczy rzuca się ścięty tył, przeprojektowany dach (w każdej wersji szklany) i nieco inne zderzaki.

Technicznie to jednak nadal XC40 P8 Recharge. Wyposażony jest w ten sam akumulator o pojemności 76 kWh ze zdolnością ładowania o mocy do 150 kW. Producent deklaruje zasięg 420 km (powołując się na cykl pomiarowy WLTP).

Z elektrycznego XC40 przejęto również dwa elektryczne silniki. Mamy po jednym na każdą oś. Razem dostarczają 408 KM mocy i 660 Nm momentu obrotowego. Przekłada się to na sprint od 0 do 100 km/h w mniej niż 5 s. Prędkość maksymalna – jak to w Volvo – 180 km/h. Całość danych i osiągów C40 jest zatem identyczna jak w XC40.

Również we wnętrzu nie ma rewolucji. Ułożenie deski rozdzielczej – identyczne. Nowe multimedia bazujące na Android Auto? Też znamy z elektrycznego XC40. Sporo zmian dotyczy przestrzeni. W C40 jest jej mniej. Szczególnie dla tych, którzy podróżują z tyłu (6 cm mniej miejsca między głową a dachem). Nieco (ale doprawdy symbolicznie) mniejszy jest też bagażnik. Ten w XC40 ma 414 l, w C40 to 413 l. Ta zmiana wynika z ukształtowania bryły nadwozia. Dodatkowy bagażnik jest z przodu. Mieści 31 l (czyli w praktyce kable do ładowania). Długość (4431 mm) i szerokość (2035 mm) pozostały bez zmian, ale wysokość spadła do 1582 mm.

Kwestia gustu… i aktualizacji

Ceny i pakiety:
Ceny i pakiety:
Dziś C40 to wydatek 254,8 tys. zł. Umowa serwisowa na trzy lata to dodatkowe 2,2 tys. zł. Gwarancja na baterie wynosi osiem lat. Przydomowa ładowarka (11 kW) to wydatek od 3 do 3,8 tys. zł (w zależności od skomplikowania prac). By sprawdzić, czy w domu możecie zainstalować taką ładowarkę, trzeba dopłacić 600 zł.
materiały prasowe

C40 wydaje się propozycją dla tych, dla których to styl i aparycja grają pierwsze skrzypce. Szwedzi wpasowują zatem C40 w tę samą niszę, w którą Audi upycha swoje nadwozia sportback różnych modeli Q. Mówiąc krótko, propozycja dla tych, którym garbate nadwozia bardziej się podobają i dla tych estetycznych doświadczeń są w stanie poświecić nieco przestrzeni. Ceny porównywalnych wersji elektrycznego XC40 i C40 są zbliżone. Cenniki startują od niespełna 260 tys. zł. Zatem to w dużej mierze wyłącznie kwestia gustu.

Jest jedna rzecz, która irytuje mnie w elektrycznych Volvo. Irytuje, a nie powinna. System bazujący na technologiach Google Auto to nic złego. Zadebiutował w Volvo XC40 Recharge i trafił również pod szklaną strzechę C40. Jest szybki, sprawny i prosty w obsłudze. Do tego ma świetne mapy i doskonale łączy się ze smartfonami. Na razie jednak musicie się pogodzić z przyjaźnią z Bluetoothem, gdyż Android Auto, a tym bardziej Apple CarPlay są jeszcze dopracowywane.

Mają trafić do aut wraz z aktualizacją w grudniu tego roku. System ma jeszcze jedną irytującą (mnie) cechę. Nie ma sposobu, by na desce rozdzielczej wyświetlić aktualny zasięg. Można wyłącznie procent naładowania akumulatorów i zużycie energii. Zasięg można sprawdzić, przeklikując się przez kilka funkcji na ekranie głównym, ale to, szczególnie podczas jazdy, mało wygodne. Kierowcy zatem pozostaje matematyka i nadzieja, że wraz z grudniową aktualizacją informacja o zasięgu powędruje na deskę rozdzielczą.

Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość hamowania C40 bez użycia hamulców. Jest tutaj funkcja, którą ładnie nazwano One Pedal Drive. Zasada działania nie przerasta nawet najmniej wtajemniczonych w elektromobilność osób. Ujmując gaz, załączamy system rekuperacji, więc auto ostro hamuje i odzyskuje energię. Do tego samochód hamuje do zera. Chwila praktyki i w ogóle nie będziecie przenosili stopy na hamulec (pomijając sytuacje awaryjne).

Przełom C40

Z powyższego wynika, że C40 to po prostu inna wersja elektrycznego XC40. I trochę tak jest. Ale C40 niesie o wiele więcej nowości. Co jest w nim takiego przełomowego? Cała strona strategii rynkowej. C40 to pierwszy z nowych modeli, dzięki którym w 2025 r. co drugie sprzedawane Volvo będzie elektryczne, a w 2030 już wszystkie. Z grafiki niedawno zaprezentowanej przez producenta wynika, że w pełni elektrycznych modeli Volvo będzie siedem. O tym, jakie to będą modele, Volvo milczy. Ale niedawno firma ogłosiła rozpoczęcie prac nad nową platformą do małych, miejskich aut elektrycznych. Plotka głosi też o elektrycznym odpowiedniku siedmioosobowego XC90.

Nowe modele Volvo będzie można kupić wyłącznie online. W ten sposób producent dąży do uproszczenia zamawiania aut i ich dystrybucji Nowe modele będą oferowane tylko w sztywnych cenach, z określonymi pakietami wyposażenia (oszczędności, również ekologiczne, w produkcji).

Szwedzi przedstawiają problem globalnego ocieplenia jako „ostateczny crash-test” – najważniejsze niebezpieczeństwo, z jakim muszą się teraz zmierzyć. Jako producent aut, który zawsze był znany z bezkompromisowego podejścia do bezpieczeństwa, muszą teraz podjąć radykalne kroki i na tym polu – mniej więcej w otoczeniu takiej retoryki odbywała się premiera C40. Ważne, a może i najważniejsze jest to, że opowiadając o środowisku, nie odnoszono się wyłącznie do C40, nawet nie do napędu elektrycznego. Było sporo o wycofaniu się z napędzania aut silnikami spalinowymi, lecz także o ścisłej kontroli łańcucha dostaw surowców, produkcji i dystrybucji aut i rezygnacji z wykorzystania skór zwierzęcych.

C40 nie jest zatem tylko autem elektrycznym. Jest swoistą wizytówką ekologicznej strategii firmy, która zwolniła wszelkie hamulce w wózku wiozącym ją w stronę elektromobilności i minimalizowania wpływu działalności na środowisko. Fabryka, w której powstaje C40, jest niemal neutralna środowiskowo. Farmy wiatrowe i fotowoltaiczne na jej terenie sprawiają, że w około 80 proc. jest samowystarczalna. Systemy obiegów zamkniętych dotyczą niemal wszystkiego. Również śmieci wytwarzanych przez fabrykę. Z odzyskanych w zakładach plastików tworzy się m.in. elementy do budowy nowych aut. Wszystko to ma sprawić, by jazda C40 ma była jak najmniej szkodliwa dla środowiska. Wszystko to jest też tym, co większości zupełnie nie obchodzi. Zatem dla nich C40 nie będzie żadnym przełomem, lecz po prostu elektrycznym XC40 w wersji coupé.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane