Władcy poniżyli święto wolności

opublikowano: 06-06-2021, 20:00

Ze względu na bieżące interesy polityczne obecni władcy kraju nie uznają przełomowego dla Polski znaczenia daty 4 czerwca 1989 r.

Dają temu wyraz od pięciu lat, ale podczas minionego długiego weekendu ustanowili jednak rekord zakłamania i demonstracyjnie wyzerowali na poziomie państwowym 32. rocznicę przełomowych wyborów (kontraktowych do Sejmu, całkowicie wolnych do Senatu), które zmieniły ustrój. A przecież – zapożyczając frazę od Jana Pawła II – właśnie tamtego dnia „wszystko się zaczęło”, 4 czerwca 1989 r. to powojenny odpowiednik równie symbolicznego 11 listopada 1918 r. Faktów po prostu nie da się wygumkować, chociażby starała się to robić np. zasilana budżetowymi miliardami machina propagandowa TVP, hołdująca 4 czerwca jakimś własnym bożkom.

Fatalna jest okoliczność, że przełomowy 4 czerwca nie uzyskał ustawowego statusu święta państwowego. Absolutnie nie chodzi o powiązanie go z kolejnym dniem wolnym od pracy, chyba wszyscy są zgodni, że w Polsce laby w kalendarzowe kartki czerwone już wystarczy. Będąc dniami roboczymi rangę ustawową mają np. Narodowy Dzień Zwycięstwa 8 maja czy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych obchodzony 1 marca. Niestety, przełomowy 4 czerwca jedynie lichą uchwałą Sejmu (która nie wchodzi do powszechnie obowiązującego systemu prawnego) uhonorowany został w 2013 r. jako Dzień Wolności i Praw Obywatelskich. Wszystkie lejce trzymali wtedy Donald Tusk z Bronisławem Komorowskim i naprawdę trudno pojąć, czemu nie przeprowadzili prostej ustawy. Zwłaszcza, że panowała ogólna zgoda, zastępcza uchwała przeszła 405:0, przy 25 posłach wstrzymujących się (klub SLD, który usiłował przepchnąć swoją interpretację 4 czerwca 1989 r.) oraz 30 niegłosujących. W zwartym szyku głosowali m.in. Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Waldemar Pawlak, Janusz Palikot, Jan Ziobro, etc. etc. Nieobecny był wtedy poseł Andrzej Duda, może dlatego w miniony piątek z taką pogardą potraktował 32. rocznicę. Ciekawe, że jeszcze w 2019 r. ładnie upamiętnił 30. rocznicę wyświetleniem na Pałacu Prezydenckim legendarnego plakatu „W samo południe 4 czerwca 1989” zachęcającego do głosowania na drużynę Lecha Wałęsy. Czyżby to ta ostatnia okoliczność spowodowała, że obecnie dzień o tak gigantycznej symbolice ustrojowej już głowie państwa obrzydł?

W 2014 r. srebrna rocznica wyborów z 4 czerwca 1989 r. była pod Zamkiem Królewskim w Warszawie wielkim świętem wolności, z udziałem m.in. Baracka Obamy i wielu innych prezydentów. Fot. Jacek Zalewski

Wybory sprzed 32 lat miały ogromne znaczenie także dla gospodarczych dziejów Polski. Już od 1 stycznia 1989 r. obowiązywała ustawa o działalności gospodarczej autorstwa ministra Mieczysława Wilczka, będąca rzutem na taśmę ostatniego rządu PRL premiera Mieczysława Rakowskiego. Znakomita ustawa przez pierwsze miesiące była jednak martwa, dopiero po 4 czerwca powszechne poczucie ponownego odzyskania wolności spowodowało eksplozję narodowej przedsiębiorczości. W pierwszych latach było bardzo ciężko, szokowa terapia finansowa wicepremiera Leszka Balcerowicza od 1 stycznia 1990 r. rzuciła na bardzo głęboką wodę całe branże i grupy społeczne, które nie umiały pływać. Produkt krajowy brutto na kilka lat spadł nawet poniżej poziomu z kryzysowej końcówki PRL. Najgłębszym dnem były bardzo krótkie rządy premiera Jana Olszewskiego, który nie był w stanie nawet wnieść do Sejmu projektu budżetu państwa na rok 1992. Wtedy jedyny raz po wojnie uchwalono ustawowe prowizorium na pierwszy kwartał, a dopiero później budżet całoroczny. Na szczęście nie zapukaliśmy w dno od spodu, mozolnie postępowało stopniowe odbijanie się. Naprawdę właśnie 4 czerwca 1989 r. wszystko się zaczęło…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane