Własny kawałek hotelu

Dorota Wojnar
opublikowano: 2009-06-26 00:00

Zarabiaj, kiedy inni śpią — głosiło hasło reklamowe firmy sprzedającej pokoje hotelowe w centrum Londynu. To kwintesencja tego biznesu.

A może by tak zamienić coroczne poszukiwanie dobrego wakacyjnego lokum na własny pokój hotelowy? Dla siebie, rodziny i przyjaciół, a w razie potrzeby — do wynajmowania innym? Ten sposób inwestowania zachód Europy już dawno przećwiczył. Od 2-3 lat hotele na wynajem masowo wyrastają też na wybrzeżach Bułgarii i Rumunii. W Polsce rynek aparthoteli przechodzi na razie wiek niemowlęcy. Chociaż nasi inwestorzy kupują pokoje hotelowe np. na Margaricie i w Malezji, z policzeniem polskich aparthoteli z prawdziwego zdarzenia poradzi sobie uczeń pierwszych klas szkoły podstawowej.

— To specyficzna grupa hoteli, w których można kupić pokój w celach inwestycyjnych. Właściciel pokoju czerpie zyski z jego wynajmu, nie ma jednak wpływu na zarządzanie obiektem — to zadanie właś-ciciela hotelu. Inwestorzy korzystają ze swoich pokojów na określonych warunkach — wyjaśnia Jacek Twardowski, dyrektor handlowy Kristensen Group.

W powijakach

Żeby zainteresować klientów tą formą inwestowania, właściciele hoteli często proponują gwarantowaną stopę zwrotu z inwestycji. Na przykład Sea Development, inwestor aparthotelu Baltic Plaza w Kołobrzegu (hotel zostanie otwarty dla gości w 2011 r.), gwarantuje, że kiedy właściciel nie korzysta z własnego apartamentu, zarządca przelewa na jego konto około 3 tys. zł miesięcznie. Bez względu na porę roku.

— Prym wiodą nadmorskie lub górskie miejscowości turystyczne. Ale takie obiekty można znaleźć także w dużych aglomeracjach. To alternatywa dla standardowych hoteli — mówi Agnieszka Kranich, dyrektor sprzedaży i marketingu w RedNet Dom.

To pojedyncze obiekty, m.in. Aquarius w Kołobrzegu, Avangard w Świnoujściu, Velaves we Władysławowie, hotele w Zakopanem, Wiśle, Krakowie. Bo lokale w apartamentowcach, które wyrosły właściwie we wszystkich miastach, aparthotelami nie są.

W krajach zachodnioeuropejskich ten rynek już uzyskał świadectwo dojrzałości, bo rozwija się od początku lat 90. W kupowaniu własnych pokoi hotelowych gustują zwłaszcza Brytyjczycy. W Polsce pierwsza firma profesjonalnie zarządzająca aparthotelami, Sun Snow, pojawiła się dopiero kilka miesięcy temu.

— Inwestując w aparthotele, teoretycznie można uzyskać najwyższą stopę zwrotu z inwestycji w nieruchomości. Inwestor główny, czyli właściciel hotelu, który pobiera procent od obrotu pokojami, aktywnie pozyskuje klientów na wynajem. Wprowadza na rynek konkretną markę hotelu (często cztero- lub pięciogwiazdkowego), którą intensywnie promuje. Marka aparthotelu szybciej może się stać rozpoznawalna, co przekłada się na popyt. Wtedy wszyscy zarabiają: i właściciel pokoju, i zarządca hotelu — przekonuje Jacek Twardowski.

Lepiej niż na Florydzie

To obraz modelowy, ale Polska — jak w większości dziedzin — do ideału wciąż dąży. W naszym kraju o tę udaną współpracę jakoś trudniej niż gdzie indziej. Zdarza się, że zarządcom hoteli nie wystarcza zysk z obrotu i narzucają właścicielom pokoi wyższe niż powinni koszty stałe za metr kwadratowy apartamentu. Na przykład zamiast 8 zł/mkw. każą sobie płacić 18-20 zł/mkw., co daje około 1 tys. zł czynszu. W ten sposób ten biznes często staje się nieopłacalny.

Inwestorzy zdecydowani na zakup kawałka hotelu, którzy wybiorą godnego zaufania zarządcę, mogą liczyć na niemałe zyski. W zależności od lokalizacji i standardu hotelu może to być nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie.

Jak podaje firma Sun Snow, zarządzająca aparthotelem Baltic Park w Świnoujściu, w zbliżającym się sezonie wakacyjnym właściciele pokoi hotelowych mogą liczyć na dochód około 8 tys. zł miesięcznie. Dla porównania, właściciele pokoi hotelowych na Florydzie zarabiają około 1 tys. dolarów miesięcznie. Z tą różnicą, że tam sam zakup nieruchomości jest tańszy niż np. nad Bałtykiem, gdzie ceny sięgają kilkunastu tysięcy złotych za metr kwadratowy.

Alternatywą dla aparthoteli mogą być apartamenty wakacyjne. Mają zaplecze kuchenne i są raczej ekskluzywnymi mieszkaniami niż pokojami hotelowymi. Tu zarządca hotelu nie zagra właścicielowi na nosie, bo decyzje dotyczące lokali podejmuje wspólnota.