Kolejny dzień z rzędu w Rzymie i innych włoskich miastach taksówkarze protestują w poniedziałek przeciwko rządowemu rozporządzeniu o liberalizacji handlu i usług, w tym także ich sektora.
W Rzymie kierowcy odmawiają pracy i gromadzą się w centralnych punktach miasta.
Protesty i strajki, uważane przez władze za "dzikie", trwają już dwa tygodnie. Po krótkiej przerwie zostały wznowione w weekend, gdy doszło do zerwania negocjacji z rządem na temat możliwości wprowadzenia poprawek do przyjętego dekretu. Taksówkarzom najbardziej zależy na tym, aby nie doszło do całkowitego zniesienia ograniczeń w dostępie do licencji.
Podobnie, jak w poprzednich dniach, znalezienie kursującej w Wiecznym Mieście taksówki jest prawie niemożliwe. Najbardziej jest to dotkliwe dla osób, które chcą dostać się z centrum na lotnisko Fiumicino lub z powrotem. Usługi transportowe na tej trasie są całkowicie zawieszone od czterech dni.
Taksówki opanowały przed południem między innymi okolice Circus Maximus, co doprowadziło znów do komunikacyjnego chaosu w stolicy. Kierowcy na piechotę wyruszyli zaś w pochodzie ku jednemu z rzymskich placów, gdzie zamierzają manifestować do chwili rozpoczęcia późnym popołudniem ponownych negocjacji z przedstawicielami strony rządowej.
Tymczasem władze Rzymu ostrzegły, że zrobią wszystko, by zapobiec kolejnej blokadzie miasta. Nie wykluczają, że zmuszą taksówkarzy do zaprzestania protestu.
Taksówki nie kursują także między Mediolanem a dwoma położonymi w jego pobliżu lotniskami. W Bolonii z usług kierowców mogą korzystać wyłącznie ludzie chorzy i potrzebujący nagłej pomocy.
Tymczasem w związku z przedłużaniem się protestów organizacje obrony praw konsumentów apelują do obywateli, by ukarać za to kierowców totalnym bojkotem. Według stowarzyszeń, bez taksówek można się obejść. Dlatego kierowców prywatnych samochodów obrońcy konsumentów proszą, by podwozili za darmo ludzi, oczekujących daremnie na postojach.