Wodne maszynki do robienia pieniędzy

Energa po cichu przejmuje kontrolę nad małymi państwowymi elektrowniami, które mogą być warte ponad 400 mln zł

W Polsce działa ponad 700 elektrowni wodnych. Większość należy do prywatnych przedsiębiorców, część jest w rękach czołowych grup energetycznych — Polskiej Grupy Energetycznej, Tauronu, Energi i Enei (każda ma około 30 małych elektrowni wodnych), a kilkanaście jest własnością skarbu państwa. Elektrownie te, choć znacznie mniejsze od wodnej spółki z Niedzicy, o którą biją się giganci, budzą ogromne zainteresowanie inwestorów. Nie bez przyczyny — małe elektrownie wodne to prawdziwe maszynki do robienia pieniędzy.

— W Polsce jest niewiele miejsc umożliwiających budowę elektrowni wodnych, a gotowych nie ma od kogo kupić. Jeśli ktoś decyduje się na sprzedaż, ceny są bardzo wysokie, bo to bardzo atrakcyjne aktywa. Działają nawet 100 lat, a koszty ich utrzymania stanowią kilka procent przychodów. Taką elektrownię po prostu się amortyzuje, a ona produkuje gotówkę. W dodatku ceny prądu rosną — mówi Marcin Markiewicz, przewodniczący rady nadzorczej notowanej na NewConnect spółki Małe Elektrownie Wodne (MEW).

Skarby nie na sprzedaż

Spółka już od półtora roku przygląda się 10 państwowym małym elektrowniom wodnym (o łącznej mocy 14,5 MW, dwie kolejne w budowie), którymi zarządzają Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej (RZGW).

— Zrobiliśmy w 2010 r. audyt elektrowni RZGW, bo uważamy je za ciekawą inwestycję i chętnie wzięlibyśmy udział w przetargu na nie, choć liczymy się z tym, że wielkie koncerny energetyczne bez trudu nas przelicytują, zadowalając się niższą stopą zwrotu — opowiada Marcin Markiewicz. Problem w tym, że te przykuwające uwagę inwestorów aktywa — warte, według szacunków ekspertów, nawet ponad 400 mln zł — nie są na sprzedaż.

— Nie ma planów prywatyzacji tego majątku — ucina Joanna Marzec, rzecznik Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. Jest natomiast list intencyjny.

— Sytuacja jest dwuznaczna. RZGW zaniedbuje swoje elektrownie, ale państwo nie chce ich sprzedać. Jednocześnie Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej (KZGW) podpisuje list intencyjny z Energą -Hydro [spółką córką państwowej gdańskiej grupy — red.], z którego wynika, że firma stopniowo przejmie nad nimi kontrolę. Sensowne wydawałoby się sprzedanie tego majątku w otwartym procesie prywatyzacyjnym, np. razem z Zespołem Elektrowni Wodnych Niedzica. Wówczas wartość całego pakietu znacznie by wzrosła, a w prywatyzacji mogliby wziąć udział wszyscy zainteresowani, a nie jedna wybrana spółka — mówi Kuba Puchowski, prezes Towarzystwa Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych. Na odpowiedź Energi czekaliśmy cztery dni.

— W tej sprawie nic się nie dzieje, więc nie ma czego komentować. Jeśli są jakieś zarzuty, proszę zwrócić się do KZGW — usłyszeliśmy od Beaty Ostrowskiej, rzeczniczki Energi.

Mały dużo może

Skąd tak wysoka wartość majątku, którym zarządzają RZGW? — Obecnie inwestorzy są skłonni płacić za elektrownie wodne ponad dziesięciokrotność ich rocznego przychodu — mówi Kuba Puchowski. A na wodnym biznesie, nawet małym, można dużo zarobić.

— Elektrownia o mocy 1 MW, wykorzystując 70 proc. możliwości, produkuje ponad 6 tys. MWh energii rocznie, co zapewnia jej przychód ze sprzedaży energii i zielonych certyfikatów [wydawanych dla źródeł odnawialnych — red.] na poziomie 3 mln zł. Te szacunki nie dotyczą Niedzicy, bo elektrownia — ze względu na rolę, jaką odgrywa w regulowaniu poziomu lokalnych wód — nie osiąga takiej produktywności. Jednak mają zastosowanie do małych elektrowni, jakimi zarządzają RZGW — wylicza Marcin Markiewicz.

Więcej o nowych przepisach, które wpłyną na działalność sektora energetycznego, dowiesz się na Konferencji „Nowe prawo energetyczne i ustawa o OZE” 28-29 marca w Warszawie. Szczegóły na stronie www.konferencje.pb.pl oraz 22/333-97-77

Setki milionów za wodę

Atrakcyjność inwestycji w elektrownie wodne obrazuje tocząca się od kwietnia walka największych spółek o Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica, do której stanęli GDF Suez, Enea, PGNiG i Polski Bazalt, Energa, KGHM TFI, Tauron, spółka pracownicza niedzickiej elektrowni wspólnie z Janem Kulczykiem i nieznany na rynku polskim czeski inwestor Energo-Pro. Branża spekulowała, że należąca do czeskich miliarderów spółka zaoferowała 460-560 mln zł za niedzicką elektrownię, podczas gdy krajowi gracze wyłożyli na stół o co najmniej 100 mln zł mniej. Ta wysoka kwota miała przekonać resort skarbu do podjęcia negocjacji, które były już trzykrotnie przez ministerstwo wydłużane, ostatni raz w piątek — do 30 marca. Czeska spółka ma już kilkadziesiąt elektrowni w Czechach, Gruzji, Turcji, Armenii i Bułgarii o łącznej mocy 818 MW.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu