Czytasz dzięki

Wojna o maseczki przez epidemię

opublikowano: 11-02-2020, 22:00

Zarys International obawia się, że epidemia i spekulacyjny popyt zaburzy łańcuch dostaw

Najgorętszym towarem na świecie w lutym 2020 r. stały się jednorazowe maseczki higieniczne. W związku z wybuchem epidemii koronawirusa w Chinach znacznie wzrósł popyt na takie produkty, a giełdowe notowania producentów choćby luźno związanych z branżą wystrzeliły. Jak donosił Bloomberg, w Chinach producenci z różnych branż zaczęli ogłaszać, że w związku z rosnącym zapotrzebowaniem sami zaczną wytwarzać maski — zrobili tak m.in. producent aut elektrycznych BYD, paliwowy Sinopec czy produkujący elektronikę Foxconn. Efekty chińskiej gorączki czują też polskie firmy.

Paweł Ossowski, wiceprezes producenta i dystrybutora jednorazowych wyrobów
medycznych Zarys International, mówi wprost o bańce spekulacyjnej na
jednorazowych produktach ochronnych z włókniny, głównie na maseczkach. Spółka z
Zabrza zapewnia, że nie kusi jej chwilowy wzrost cen i informuje o przekazaniu
100 tys. maseczek ambasadzie chińskiej w Warszawie.
Zobacz więcej

GORĄCZKA:

Paweł Ossowski, wiceprezes producenta i dystrybutora jednorazowych wyrobów medycznych Zarys International, mówi wprost o bańce spekulacyjnej na jednorazowych produktach ochronnych z włókniny, głównie na maseczkach. Spółka z Zabrza zapewnia, że nie kusi jej chwilowy wzrost cen i informuje o przekazaniu 100 tys. maseczek ambasadzie chińskiej w Warszawie. Fot. ARC

— Mamy do czynienia z bańką spekulacyjną na rynku maseczek jednorazowych. Ich ceny w ostatnich dniach wzrosły kilkunastokrotnie. Pudełko masek, które kosztowało 5-6 zł, teraz potrafi kosztować 80 zł, a my jesteśmy zasypywani zapytaniami przez firmy z różnych branż — to dosłownie setki zapytań każdego dnia. Zapasy moglibyśmy wyprzedać praktycznie od ręki, priorytetem jest jednak dla nas utrzymanie ciągłości dostaw dla naszych klientów z branży medycznej — mówi Paweł Ossowski, wiceprezes Zarys International Group, wywodzącego się z Zabrza producenta i dystrybutora jednorazowych wyrobów medycznych.

Biznes na jednorazowości

W 2018 r., zgodnie z ostatnim dostępnym sprawozdaniem finansowym, Zarys International miał 179 mln zł przychodów i 15,7 mln zł zysku netto. W ubiegłym roku było lepiej.

— W 2019 r. przekroczyliśmy poziom 200 mln zł przychodów, choć rentowność ze względu na zachowanie kursów walut była nieco niższa niż rok wcześniej. Wzrost jest w dużej mierze zasługą rynków eksportowych, na które wychodzimy od kilku lat. Aktualnie sprzedajemy produkty do ponad 40 krajów, poza Europą chcemy rozwijać się m.in. na Bliskim Wschodzie. Polska pozostaje dla nas jednak głównym rynkiem — mówi Paweł Ossowski.

W przypadku giełdowego Mercatora Medical, którego kurs wystrzelił na fali medialnych doniesień o koronawirusie, produkty z włókniny odpowiadają za około 3 proc. przychodów. Tymczasem w Zarysie stanowią one ponad 20 proc.

— Mamy w ofercie pełny wachlarz jednorazowych produktów medycznych, w tym wyrobów z włókniny, jak maseczki, fartuchy, czepki i ochraniacze na buty. Na razie nie ma problemu z ich dostępnością, ale na pewno wkrótce się pojawią. Światowym zagłębiem produkcji wyrobów jednorazowych z włókniny jest bowiem prowincja Hubei, której stolicą jest Wuhan, czyli ognisko koronawirusa. Z Chin sprowadza się też większość surowców wykorzystywanych do produkcji takich artykułów w Europie — mówi Paweł Ossowski.

Spekulacyjny popyt

Uzależnienie światowego rynku od chińskiej produkcji sprawia, że już wkrótce na wielu rynkach popyt na jednorazowe wyroby może zacząć przewyższać podaż.

— Teraz jeszcze tego nie widać, bo dystrybutorzy mieli zapasy, a na morzu są wciąż dostawy z Chin. Łańcuch został jednak zaburzony i efekty tego w pełni zobaczymy w kwietniu i maju — przewiduje Paweł Ossowski.

Tymczasem jednorazowe maseczki coraz chętniej kupują klienci indywidualni, co widać na przykład po skokowym wzroście popularności ofert z takimi produktami na internetowym platformach e-handlowych w rodzaju Allegro.

— Do tej pory tylko Japonia i w mniejszym stopniu Tajwan były krajami, w których indywidualni konsumenci masowo kupowali maseczki, teraz rozlewa się to na inne kraje. Produkcję, która jest w dużej mierze zautomatyzowana, można oczywiście zwiększyć i chińscy producenci to oczywiście robią, ale trafia ona w dużej mierze na rynek wewnętrzny — mówi Paweł Ossowski.

Tymczasem maseczki potrzebne są w szpitalach — i nie tylko.

— Niedobory maseczek i innych jednorazowych wyrobów z włókniny na globalnym rynku mogą być i już są problemem m.in. dla producentów elektroniki, którzy muszą utrzymać odpowiednie standardy czystości. To właśnie tacy producenci, chcący zabezpieczyć sobie zapasy, są jednym z głównych źródeł popytu na maseczki, oczywiście nie licząc spekulantów — mówi Paweł Ossowski.

OKIEM APTEKARZA

Idą jak świeże bułeczki

BEATA KMIEĆ, prezes Ziko Apteka

Rynek zdecydowanie odczuwa gwałtownie rosnący popyt na maseczki jednorazowe. Wykupują je pacjenci i w pewnym momencie zaczęło ich brakować nawet w aptekach. Teraz nie ma problemów z ich dostępnością. Pojawiają się też klienci — bo trudno ich nazwać pacjentami — którzy przychodzą do aptek i chcą kupować po kilkaset sztuk maseczek. W aptece maseczka kosztuje mniej niż 1 zł, na Allegro sprzedawane są drożej. Otrzymujemy zapytania od firm, które mają pracowników w Chinach lub współpracują z chińskimi firmami, o możliwość zakupu zapasu maseczek. W innych kategoriach produktów niż maseczki jednorazowe doniesienia o koronawirusie nie spowodowały wzrostu popytu — lekko rośnie sprzedaż masek antysmogowych, są one jednak wyraźnie droższe, więc nie można mówić o związanej z nimi gorączce zakupowej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy