„Asekuracja” nadaje się na markę — uznał wczoraj warszawski sąd.
Przedsiębiorstwo Specjalistyczne Asekuracja z Warszawy powstało blisko 20 lat temu, a słowo „asekuracja” zgłosiło do ochrony jako znak towarowy w 1999 r. Markę objęto ochroną w różnych klasach usług i towarów: ochrony osób i mienia, usług detektywistycznych, bankowych i windykacyjnych, przewozu osób, a nawet pomocy domowej. Wówczas zaprotestowała konkurencyjna firma z Kleczewa w Wielkopolsce — Ochrona Osób i Mienia Asekuracja. Zdaniem kleczewskiej spółki, Asekuracja warszawska zawłaszczyła słowo, które w ogóle nie powinno zostać zarejestrowane jako marka. Jest bowiem ogólnoinformacyjne i kojarzy się z szeroko pojętymi usługami związanymi z bezpieczeństwem.
Warszawa słała przy tym do Kleczewa wezwania do zaprzestania naruszania jej marki i spółka kleczewska zdecydowała się wystąpić do Urzędu Patentowego (UP) o unieważnienie spornego znaku. UP odmówił. W piątek skargą na tę decyzję zajął się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (WSA).
— Jedna firma nie może monopolizować słowa kojarzącego się z bezpieczeństwem, zwłaszcza że jest to znak słowny, bez żadnych graficznych elementów odróżniających — przekonywał rzecznik patentowy Kleczewa Bogdan Janicki.
Spółka z Kleczewa nie ukrywa, że zamierza zarejestrować własną markę — logo firmy z użyciem słowa „asekuracja”, w czym istnienie marki warszawskiej może jej przeszkadzać.
— Nasz znak funkcjonuje od blisko 20 lat, jest rozpoznawany przez uczestników rynku, a zatem nabył przynajmniej wtórną zdolność odróżniającą — odpowiadał rzecznik patentowy Warszawy Włodzimierz Januszkiewicz.
WSA podzielił jego zdanie i oddalił skargę.
— Słowo „asekuracja” ma zdolność odróżniającą. Sam skarżący zauważył, że ma ono wiele znaczeń i tylko kojarzy się z zabezpieczeniem, a to za mało. Nie mogłoby zostać zarejestrowane, gdyby wskazywało na konkretną usługę — stwierdził sędzia Piotr Borowiecki.
Wyrok nie jest prawomocny, Asekuracja z Kleczewa przypuszczalnie odwoła się do Naczelnego Sądu Administracyjnego.