Automaty służą do prania pieniędzy. Tak twierdzi i policja, i minister skarbu. I co? I nic. A rynek rośnie bardzo szybko.
Od legalizacji automatów o niskich wygranych (bardziej znanych jako jednoręcy bandyci) minęły trzy lata. Nie minie kolejny rok, a ich operatorzy zdetronizują Totalizator Sportowy i zajmą pozycję lidera polskiego rynku hazardu. Wiele wskazuje na to, że wcale nie jest to dobra informacja.
Ostatnia nowelizacja ustawy hazardowej weszła w życie w czerwcu 2003 r. Tak jak każda wcześniejsza — wywołała wielkie kontrowersje. Skończyły się one podejrzeniami o łapówki dla posłów i śledztwem prokuratorskim. Powód? Automaty o niskich wygranych (AoNW). Posłowie nie tylko je zalegalizowali, ale także obłożyli niskim podatkiem ryczałtowym.
Furtka do pralni
To właśnie rozpętało burzę. Furtka do prania brudnych pieniędzy — ostrzegali eksperci. I zwracali uwagę, że jeszcze przed legalizacją automatów ich operatorzy mieli bliskie związki z grupami przestępczymi. Według wiedzy operacyjnej policji tylko szefowie „Pruszkowa” zarabiali na tym około miliona złotych miesięcznie. A najbardziej znany świadek koronny „Masa” w swoich zeznaniach obszernie mówił o powiązaniach największych polskich firm tej branży z politykami, głównie SLD.
Przede wszystkim głosy lewicy zdecydowały o tym, że automaciarze płacą niski podatek ryczałtowy, który rośnie od 50 euro miesięcznie za automat w 2003 r. do 125 euro w tym roku (na tym poziomie się zatrzyma). Prokuratura do dziś sprawdza, czy jacyś posłowie lub urzędnicy nie wzięli łapówki za przepchnięcie korzystnych przepisów dla branży (też krytykowany projekt rządowy przewidywał stawkę 200 euro za automat).
Najgłośniej przeciw legalizacji jednorękich bandytów protestowali posłowie Prawa i Sprawiedliwości. W styczniu 2004 r. skierowali wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie, że nowelizacja z 2003 r., wprowadzająca AoNW, jest niezgodna z konstytucją. Zarzucili jej głównie zastosowanie nadmiernych preferencji podatkowych dla operatorów jednorękich bandytów. Złożyli też w Sejmie projekt ustawy, która z powrotem delegalizowała AoNW. Co ciekawe, posłów PiS reprezentował w tych działaniach dzisiejszy minister skarbu Wojciech Jasiński.
Pod projektem nowelizacji podpisali się jeszcze tak prominentni działacze PiS, jak: Ludwik Dorn, Przemysław Gosiewski, Marek Jurek, Elżbieta Kruk, Kazimierz Marcinkiewicz, Jerzy Polaczek, Marek Suski, Kazimierz M. Ujazdowski, Zbigniew Wassermann i Artur Zawisza. W uzasadnieniu do nowelizacji czytamy m.in.: „Rozwiązania zawarte w noweli z dnia 10 kwietnia 2003 r. sprzyjają rozwojowi hazardu, umożliwiają proceder prania brudnych pieniędzy, doprowadzić mogą do zmniejszenia kontroli władz państwowych nad działalnością, która powinna być ściśle reglamentowana. (…) Straty mogą być znaczne, jeśli grupy przestępcze skorzystają z okazji do prania brudnych pieniędzy. (…) Wnioskodawcy, wnosząc projekt nowelizacji, mieli na względzie przede wszystkim negatywne skutki społeczne zwiększania dostępu do gier hazardowych”.
Możliwość prania brudnych pieniędzy — zdaniem posłów PiS — miała wynikać nie tylko z obłożenia AoNW bardzo niskim podatkiem ryczałtowym, ale też z tego, że operatorzy automatów za ich pomocą mogą wykazywać fikcyjne obroty, „uzasadniając w ten sposób pozyskiwanie środków finansowych w znacznej wysokości”.
„Proceder taki ułatwia dodatkowo fakt, że AoNW mogą być automatami tzw. kredytowymi, co oznacza brak konieczności uruchamiania ich za pomocą żetonu lub pieniądza. Nie ma zatem możliwości zapewnienia w takim przypadku szczególnego nadzoru podatkowego, polegającego zwłaszcza na plombowaniu kaset z pieniędzmi (żetonami). Obrót pieniędzmi odbywa się przez kasę baru (restauracji, sklepu czy innego „punktu gier na automatach o niskich wygranych”), gdzie pieniądze z hazardu mieszają się z pieniędzmi z innej działalności” — czytamy w uzasadnieniu nowelizacji.
Ministerialny ping-pong
Żywot zarówno nowelizacji posłów PiS, jak i ich wniosku do Trybunału Konstytucyjnego dobiegł końca wraz z poprzednią kadencją Sejmu. Czy zamierzają do tych spraw powrócić? A może zmienili zdanie i nie sądzą już, że ustawa jest furtką do prania pieniędzy? Odpowiedź na oba pytania brzmi: nie. A prawda — niestety — leży pośrodku.
Wojciech Jasiński nie chciał z nami rozmawiać. Przekazał jednak swoją opinię.
— Minister Jasiński, chociaż dzisiaj ma inny zakres kompetencyjny niż w poprzedniej kadencji Sejmu, podtrzymuje zdanie wyrażone w uzasadnieniu projektu do nowelizacji ustawy hazardowej ze stycznia 2004 r. — mówi Paweł Kozyra, rzecznik MSP.
Zdaniem ministra, obowiązuje prawo umożliwiające pranie pieniędzy. Czy zamierza coś z tym zrobić?
— Prace nad ewentualną nowelizacją ustawy leżą w gestii Ministerstwa Finansów (MF), a nie Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) — odbija piłeczkę Paweł Kozyra.
Trafiamy więc do resortu finansów.
— Trwają prace koncepcyjne — słyszymy w biurze prasowym.
Jakie? Więcej wyjaśnia przedwczorajszy komunikat MSP. I tu zaskoczenie. Okazuje się, że prace nad nowelizacją ustawy hazardowej leżą jednak w gestii resortu skarbu. To właśnie MSP poinformowało, że razem z resortami finansów i sportu podejmie prace nad nowelizacją ustawy. Z komunikatu wynika jednak, że nie obejmie ona w ogóle AoNW.
Bierność obecnego rządu wobec prawa umożliwiającego (zdaniem jednego z ministrów) pranie pieniędzy to nie koniec kontrowersji. Podpisując się pod uzasadnieniem nowelizacji z 2004 r., Wojciech Jasiński zarzucał rządowi SLD, że wprowadzając pod obrady Sejmu projekt ustawy legalizujący AoNW, zataił negatywną opinię, jaką o nim przedstawiła Rada Legislacyjna przy Prezesie Rady Ministrów i Komenda Główna Policji (KGP).
„Obydwa te organy wskazywały na bardzo poważne zagrożenia dla finansowego bezpieczeństwa państwa” — pisał Wojciech Jasiński.
Policja nie zmienia zdania
Co dziś o obowiązującym prawie hazardowym sądzi policja?
— Nasze stanowisko się nie zmieniło. Są w tej ustawie furtki do prania pieniędzy. Chodzi o zbyt niskie wymogi ewidencyjne, m.in. brak obowiązku rejestracji wygranych i przegranych oraz poświadczania wygranych i przechowywania takich poświadczeń przez 5 lat (inne podmioty z rynku hazardu mają taki obowiązek, co więcej — są to druki ścisłego zarachowania). Przy czym straty państwa mogą wynikać nie tylko z prania pieniędzy, ale także z oszustw podatkowych. Trzeba też pamiętać, że pranie pieniędzy w immanentny sposób łączy się z innymi przestępstwami, a obszary podatne na ten proceder penetrują zorganizowane grupy przestępcze — mówi nadkomisarz Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji.
Przyznaje, że od czasu legalizacji jednorękich bandytów KGP nie informowała o swoich obawach kolejnych rządów ani Sejmu.
— To chodzi głównie o przestępstwa karne skarbowe, najbardziej kompetentne do nacisków na ustawodawcę są więc służby celne i skarbowe, podległe resortowi finansów — ocenia nadkomisarz Hajdas.
Od osoby zaangażowanej w 2003 r. w przygotowanie negatywnej opinii o ustawie wiemy, że bierność policji wynika z tego, że po zmianach organizacyjnych w KGP nie ma nikogo, kto by się tym zajmował.
Rynek pączkuje
Tymczasem jeśli minister skarbu i policja mają rację, to możemy mieć do czynienia nie z praniem, ale z megapraniem. Rynek jednorękich bandytów rośnie bardzo szybko. W 2004 r. wszyscy operatorzy AoNW (dziś jest ich już 37) wykazali 347,3 mln zł przychodów. Rok później było to 1,35 mld zł, czyli niemal cztery razy więcej. A tylko w pierwszych sześciu miesiącach 2006 r. już 1,09 mld zł (cały rynek hazardu wart był w tym samym okresie 3,77 mld zł).
Wszystko wskazuje na to, że już w końcu tego roku operatorzy AoNW będą mieli wyższe przychody niż dotychczasowy dominant rynku hazardu: państwowy Totalizator Sportowy. I nic dziwnego — punktów gier na automatach jest już więcej niż kolektur Totalizatora. Po pierwszym półroczu 2006 dokładnie 11 238 (rok wcześniej 7685). Jednoręcy bandyci zdobywają też coraz większy kawałek hazardowego tortu. Jeśli na koniec 2004 r. miały mniej niż 7 proc. rynku, to w połowie 2006 r. ich udział wzrósł do prawie 30 proc.
Zrzeszająca automaciarzy Izba Gospodarcza Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych przekonuje, że dynamiczny wzrost rynku to skutek zaniku szarej strefy. Tak samo ocenia to Marian Banaś, podsekretarz stanu w resorcie finansów, który w odpowiedzi na interpelację jednego z posłów napisał, że „nowelizacja ograniczyła szarą strefę i automaty zaczynają generować coraz większe wpływy budżetowe”.
Zacznijmy od wpływów. Rzeczywiście są coraz większe. W 2004 r. automaciarze zapłacili 14,4 mln zł podatku od gier, a tylko w pierwszym półroczu 2006 już 50,4 mln zł. To wciąż bardzo mało, szczególnie w porównaniu z obciążeniami fiskalnymi państwowego Totalizatora Sportowego. W 2005 r. ten gigant przy 2,4 mld zł przychodów wpłacił do budżetu w postaci podatku od gier oraz dopłat na sport i kulturę aż 1,1 mld zł. Branża automatów przy przychodach 1,35 mld zł zapłaciła 56,1 mln zł!
A szara strefa? Rzeczywiście niektórzy operatorzy z niej wyszli, ale do jej zaniku jest bardzo daleko. Od lutego 2004 r. do czerwca 2006 r. służby celne i policja wykryły i zabezpieczyły 6627 nielegalnych automatów (dla porównania — tych działających legalnie jest około 18 tysięcy). Ustawiane w barach jako automaty zabawowe, opatrzone są informacją o niewypłacaniu pieniędzy, gdy w rzeczywistości robi to obsługa lokali, przekazując graczowi wygraną „pod stołem”. Zyski mogą być duże. Szacuje się, że automat ustawiony w dobrym, licznie odwiedzanym punkcie może zarobić nawet 15 tys. zł miesięcznie.
Rezultat kontroli celników? Prawie 1800 spraw karnych skarbowych (do grudnia 2005 r. prowadziły je urzędy skarbowe, teraz urzędy celne). Zgodnie z art. 107 kodeksu karnego skarbowego, właścicielom nielegalnych automatów grozi grzywna do 720 stawek dziennych i do 3 lat więzienia. Dotkliwych kar jednak brak. Wystarczy przejrzeć fora internetowe automaciarzy — wymieniają się informacjami, jak się skutecznie bronić w sądzie. I bronią się, bo celnicy mają problemy z natychmiastowym zebraniem dowodów. A organy ścigania nie kwapią się do stosowania niekonwencjonalnych metod, takich jak zakup kontrolowany. Nic dziwnego, że według specjalistów na rynku jest wciąż około 10 tys. nielegalnych AoNW.
Legalnym operatorom też można sporo zarzucić. I coraz więcej. W całym 2005 r. służby celne w trakcie ponad 11,3 tys. kontroli wykryły 144 różne nieprawidłowości. W I półroczu 2006 kontroli było ponad 6,5 tys., a uchybień aż 287. Ich lista jest długa: urządzanie gier bez zezwolenia dyrektora izby skarbowej, uchybienia w dokumentacji, brak na automatach plomb lub utrata ich ważności, nieterminowe zgłoszenia do naczelnika urzędu celnego o dokonanych zmianach w stosunku do protokołu z urzędowego sprawdzenia, zainstalowanie dodatkowych automatów bez powiadomienia naczelnika urzędu celnego, brak właściwych oznaczeń automatów, przekroczenie dozwolonej wartości jednorazowej wygranej i prowadzenie działalności bez urzędowego sprawdzenia.
Pikanterii sprawie dodaje to, że — jak wynika z naszych informacji — zdarzają się przypadki, że spółki działające legalnie jednocześnie funkcjonują w szarej strefie!
— Ostatnio rzeczywiście pojawiły się takie pojedyncze sygnały. Zdarzenia te są przedmiotem wnikliwych analiz — zapewnia Marek Hajbos, p.o. dyrektor biura ministra finansów.
Nam udało się dowiedzieć, że takie wiadomości docierały do resortu finansów już wcześniej, nawet w 2004 r. Zdaniem Marka Oleszczuka, byłego dyrektora w MF, odpowiedzialnego za nadzór nad hazardem, jest bardzo możliwe, że część automatów, na które operatorzy mają zezwolenia, a nie zostały zarejestrowane, jest eksploatowana w szarej strefie jako tzw. automaty zręcznościowe. Jego słowa może potwierdzać to, że choć resort finansów wydał zezwolenia na ponad 21 tys. punktów, to automaty funkcjonują zaledwie w ponad 11 tys.



