PB Po Godzinach
Partnerem cyklu EKO jest logo Provident

Wsiadając do terenówki, czuję się inaczej

opublikowano: 18-06-2021, 14:30

Czaszka, symbol Punishera nad stalowym zderzakiem. Róża wiatrów przyklejona na masce silnika. Rura skierowana do góry, żeby błoto nie zalało filtra powietrza. Dr Michał Barwijuk, właściciel kliniki ginekologii i chirurgii plastycznej Medifem, zapewnia, że podczas przejazdów off-roadowych uczucia są nie do opisania.

Prawie jak rodzina:
Prawie jak rodzina:
W off-roadzie najpiękniejsza jest społeczność. W każdej chwili, nawet w trakcie rajdu i rywalizacji o zwycięstwo, kierowcy są w stanie bezinteresownie, czasem tracąc cenne sekundy, pomóc drugiej ekipie – mówi dr Michał Barwijuk.
archiwum prywatne

– To prawda, nazywam go dość pospolicie, Mitsu lub Misiek. Ale jest waleczny. Auto przygotowywane w teren to takie kolejne dziecko – mówi doktor o swoim Mitsubishi Pajero IV generacji V90.

Nie zdradzi, ile pieniędzy włożył w jego tuning. Ale przerobił go według własnego projektu i potrzeb. Jak każdy rasowy kierowca mógłby o swoim samochodzie mówić godzinami. Tym bardziej że przeróbki terenówek pod off-road są niezbędne, by móc oddawać się tej pasji.

Tylko stal

Sposób na relaks:
Sposób na relaks:
Według właściciela kliniki Medifem off-roadowcy to ludzie z wielką pasją, najczęściej sami naprawiający swoje auta i odstresowujący się w takich sytuacjach.
archiwum prywatne

– Auto z 3,2-litrowym silnikiem Diesla o mocy 200 KM, pięciodrzwiowe, siedmiomiejscowe. Chciałem, by było jedyne w swoim rodzaju – zaczyna swoją samochodową historię Michał Barwijuk.

Na początku podniósł zawieszenie o dwa cale i wymienił opony na większe i z bieżnikiem typu M/T (Mud Terrain) do jazdy w błocie. Taki bieżnik zapewnia też względny komfort podróżowania po asfalcie – chodzi o głośny dźwięk, jaki opony wydają podczas jazdy po utwardzonej powierzchni. Pierwsza modyfikacja zakończyła się założeniem snorkela, specjalnej rury łączącej filtr powietrza z górną częścią przedniej szyby, aby auto mogło dalej jechać, jeśli do silnika dostanie się woda.

Po pierwszych jazdach w terenie doktor wiedział, co jeszcze trzeba zmodyfikować, by samochód stał się niemal niezniszczalny. Decyzja o kolejnych usprawnieniach fabrycznych ustawień zapadła podczas wyjazdu na Mazury, gdzie połamał plastikowe zderzaki. Wymienił je na stalowe. Dał również stalowe progi. Fabryczne wygięły się podczas trudnego przejazdu. Podwozie, którym o coś zahaczył, też zabezpieczył wzmocnionymi płytami. Następnie zamontował bagażnik dachowy. Na nim w specjalnych hermetycznych skrzyniach wozi niezbędne narzędzia.

Zdarzały się też uszkodzenia blachy podczas jazdy przez chaszcze, więc zabezpieczył auto specjalną powłoką uretanową. Doszło sporo usprawnień mechanicznych: nowa maglownica, wymiana turbiny i olejów w mostach, skrzyni, silniku, napędów. Auto miało fabryczną blokadę centralnego mechanizmu różnicowego i blokadę tyłu, ale nie miało blokady przedniego mostu. Podglądając na YouTubie australijskiego użytkownika takiego auta, polski doktor zainspirował się tzw. miękką blokadą. Polegała na tym, że przy zapięciu wszystkich napędów kontrola trakcji fabrycznie się wyłączała. Patent mieszkańca antypodów powodował, że za pomocą jednego przycisku ponownie można było ją załączyć w przednich kołach. W niektórych sytuacjach pomagało, ale w ekstremalnych już nie. Stąd kolejna decyzja o założeniu prawdziwej blokady przedniego mostu. Następne modyfikacje to akcesoria typu wyprawowego czy oświetlenie dalekosiężne typu led bar o zasięgu 2 km z przodu, światła rozproszone po bokach i z tyłu auta. Ostatnim zamontowanym elementem była markiza.

Rysy jak blizny

Tuning:
Tuning:
Michał Barwijuk dokonał modyfikacji swojego auta Mitsubishi Pajero IV generacji V90 zwiększających jego możliwości w terenie.
archiwum prywatne

Reżyser Patryk Vega opowiadał w wywiadach o swoim Lamborghini za 2,5 mln zł. Przyznał, że gdy do niego wsiada, czuje się jak superman, tylko peleryny mu brakuje. Że jadąc takim autem, jest innym człowiekiem, nadczłowiekiem, bohaterem z filmów akcji.

– Auta sportowe, luksusowe, superauta to zupełnie inna liga, nie tylko finansowa. Na przygotowanie auta w teren czy do wypraw potrzeba kwoty odpowiadającej cenie średniej klasy samochodu. Rajdowy off-road z pewnością idzie w setki tysięcy złotych, a z całą stajnią i mechanikami to wydatki nawet powyżej miliona złotych. Na razie nie jestem na takim etapie. Ale jak to się mówi, sky is the limit. Nie ukrywam, że to jedno z moich motoryzacyjnych marzeń. Z pewnością wsiadając do swojej terenówki, czuję się inaczej, niż wsiadając do superauta, co nie oznacza, że gorzej. Inaczej, to zupełnie odmienne stany umysłu. W terenówce siedzi się wyżej niż w każdym SUV-ie i króluje na drodze nad zwykłymi autami. Ponadto z tyłu głowy jest świadomość olbrzymiej mocy terenowej. To dodaje siły i wiary, że wyjedziemy z trudnego terenu i możemy pomóc komuś, kto się zakopał czy wpadł do rowu. W off-roadzie najpiękniejsza jest społeczność, niejako rodzina. W każdej chwili, nawet w trakcie rajdu i rywalizacji o zwycięstwo, kierowcy są w stanie bezinteresownie, czasem tracąc cenne sekundy, pomóc drugiej ekipie. Widywałem współzawodnictwo w sportach motorowych, olbrzymie ambicje. I dobrze, ale w off-roadzie jest inaczej. To ludzie z wielką pasją, najczęściej sami naprawiający auta, odstresowujący się w takich sytuacjach – mówi właściciel kliniki Medifem.

Lubi sprawdzać możliwości auta. Zwłaszcza że sam dokonał modyfikacji zwiększających jego możliwości w terenie.

– Każde auto, z którym rywalizuję, próbując przejechać jakąś przeszkodę, jest inaczej przerobione. Ma inne właściwości jezdne, niekiedy nie ma tylu blokad co moje, ma inny rodzaj opon. Oprócz umiejętności kierowcy także te czynniki decydują, czy uda się przejechać, czy trzeba będzie korzystać z pomocy innych lub wyciągarki. Na pewno jest to rywalizacja, ale bez zacięcia i buty. Liczy się, że maszyna sobie poradziła. Zwłaszcza jeśli inne, teoretycznie o większych kołach, prześwitach i mocy, nie dały rady. Liczy się też to, że ja nie popełniłem błędu, nie dałem za mało lub za dużo gazu, źle obrałem trasę przejazdu. Wreszcie rodzina, jadąc ze mną lub widząc to z boku, uśmiecha się, są pod wrażeniem tego, co mi się udało, i są dumni. Naprawdę to są uczucia nie do opisania – przyznaje lekarz.

Cztery kółka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
×
Cztery kółka
autor: Łukasz Ostruszka
Wysyłany co dwa tygodnie
Łukasz Ostruszka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Kuba Wojewódzki, jeden z najbardziej znanych w Polsce fanów off-roadu, zajeździł podczas rajdów pięć Jeepów Wranglerów. Mówił w wywiadach, że imprezy off-roadowe są dla wariatów. Że patrząc na obcego wranglera, najpierw zwraca uwagę na jego blizny, czyli rysy, wgniecenia, przetarcia karoserii.

– Zanim dokonałem modyfikacji i wzmocnień, każde rysy i wgniotki rzeczywiście traktowałem z dumą jak blizny po walce. Miałem nawet pomysł, by zabezpieczyć przednią i tylną szybę specjalnymi kratami na wypadek zerwania szekli przy wyciąganiu. Ale po montażu okazało się, że widoczność jest niewspółmierna do funkcjonalności. Metalowe szekle zastąpiłem syntetycznymi, by przy zerwaniu rozpędzony metalowy przedmiot nie zagroził życiu kierowcy czy pasażerów. Niestety znane są w Polsce śmiertelne wypadki podczas ratowania się z opresji. Dlatego zdecydowałem o montażu wyciągarki z liną syntetyczną zamiast stalowej – mówi Michał Barwijuk.

Off-roadowe freaki

Mecenat:
Mecenat:
Michał Barwijuk zaczął jeździć terenówkami poza szlakami trzy lata temu. Oglądał na YouTubie filmy i poradniki ekipy kanału Terenwizja. To oni zainspirowali go do tego hobby. Z czasem stał się jednym z ich patronów. Wspiera ekipę comiesięczną wpłatą na Patronite.
archiwum prywatne

Na co dzień doktor jeździ siedmioosobowym SUV-em, który ma powyżej 600 KM. Auto dla całej rodziny, czyli żony, trzech synów i trzech psów.

Co spowodowało, że zaczął jeździć terenówkami poza szlakami? Trzy lata temu podjął decyzję o zakupie takiego auta, kiedy oglądał na YouTubie filmy i poradniki ekipy kanału Terenwizja. Oni zainspirowali go do tego hobby. Z czasem stał się jednym z ich patronów. Wspiera ekipę comiesięczną wpłatą na Patronite. Takich jak on jest w Polsce prawie 1200, pomagają kwotami od 5 do 500 zł. W międzyczasie Michał Barwijuk odnowił też znajomości z osobami, które od dawna rozwijają to hobby. Zaczął się konsultować z nimi, kiedy zakopywał się w błocie. Podpowiadali, co zrobił nie tak, a mógłby lepiej. Potem zaczęli wspólnie wyjeżdżać. Wtedy, w grupie, utwierdził się w przekonaniu, że w tym hobby pociągające są nie tylko emocje towarzyszące przejazdom i piękne widoki, lecz także klimat i integracja z podobnymi mu off-roadowymi freakami.

Jego ulubione drogi to zróżnicowany teren i stopnie trudności. Część takich tras jest w Polsce nielegalna. Są jednak piękne tereny prywatne, które można eksplorować. Są też takie, jak Kuklówka Radziejowicka, 45 minut drogi od jego miejsca zamieszkania w województwie mazowieckim, na których poziomy trudności można dobierać do dzielności terenowej auta i umiejętności kierowcy. To miejsce, w którym nawet najlepsze auta nie mają czasem szans na pokonanie trasy o własnych siłach. Często odwiedzają je też quadowcy.

– Turyści i miejscowi głośno narzekają na niezgodnie z przeznaczeniem użytkowanie terenów przez auta spalinowe, quady czy motocykle. Rozwieszanie stalowych linek między drzewami na takich trasach jest jednak niezgodną z prawem próbą wymierzenia sprawiedliwości. Nie żyjemy w średniowieczu – jeśli ktoś złamał prawo, trzeba to zgłosić służbom. Na szczęście niedawno Lasy Państwowe zamieściły na swojej stronie internetowej ankietę, głównie dla uprawiających to hobby. Chcą poznać oczekiwania i pomysły tej grupy, która często łamie zakazy wjazdu do lasu. To próba porozumienia się i wypracowania kompromisu. Być może Lasy Państwowe zdecydują się na budowę tras przeprawowych dla miłośników off-roadu, quadów czy motocrossowców – zastanawia się Michał Barwijuk.

Najchętniej jeździ na imprezy Bałtów 4x4 dla kierowców terenówek z przyjacielem rodziny, strażakiem, który pełni rolę pilota.

Narzędzie pracy:
Narzędzie pracy:
Doktor Michał Barwijuk przyznaje, że odkąd został chirurgiem, porzucił sporty, których uprawianie niesie ryzyko uszkodzenia rąk. Wyższą skalę emocji zapewnia mu off-road.
archiwum prywatne

Michał Barwijuk jest chirurgiem plastycznym, a off-road nie jest aktywnością bezpieczną dla rąk. Przy wyciąganiu dwutonowego kolosa z błota wyciągarką można się zranić.

– Odkąd zostałem chirurgiem, nie uprawiam sportów, które kiedyś lubiłem: jazdy na nartach i snowboardzie, gry w piłkę nożną, koszykówkę i tenisa. Powód jest pragmatyczny – minimalizuję ryzyko uszkodzenia rąk mimo ich ubezpieczenia. Są inne sporty: bilard, kręgle, rzutki, tenis stołowy, które również lubię. Wyższą skalę emocji zapewnia mi właśnie off-road. Staram się zawsze przewidywać, co się może wydarzyć, więc nawet jeśli zawiedzie sprzęt, którego używam, nie wyrządzi mi takiej krzywdy jak typowy. Dzięki temu jeszcze nie uszkodziłem rąk i mam nadzieję, że tak pozostanie. Mniej więcej za 10 lat, kiedy przestanę wykonywać ten zawód, pójdę w coś bardziej ekstremalnego, jeśli będą chęci – kwituje lekarz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane