Po oświadczeniu Komisji Papierów Wartościowych i Giełd teraz także generalny inspektor nadzoru bankowego zapewnia, że nie ma nic przeciwko temu, by akcje Banku Austria Creditanstalt były notowane na warszawskiej giełdzie.
Dziś lub jutro zapadnie ostateczna decyzja na temat tego, czy akcje Banku Austria Creditanstalt (BA CA) trafią na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. Niemiecki HVB, właściciel BA CA, zamierza zaoferować około 25 proc. akcji spółki. Około jednej czwartej tych walorów wartości 1,1-1,3 mld zł miało trafić na GPW. Niemcy jednak odstąpili od tego zamiaru tłumacząc, że wejście na warszawską giełdę jest zbyt skomplikowane. Podejrzenia o utrudnianie emisji padły na Komisję Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG) oraz generalnego inspektora nadzoru bankowego (GINB).
— GINB popiera wprowadzenie akcji BA CA do obrotu publicznego na GPW. Zamiar ten w ocenie nadzoru nie wpłynie negatywnie na notowania BPH PBK, który należy do tej samej grupy kapitałowej. Biorąc bowiem pod uwagę wyniki finansowe spółek z tej grupy na koniec 2002 r., polski bank miał najwyższy zwrot z aktywów — mówi Wojciech Kwaśniak, szef GINB.
Podkreśla, że zdaniem nadzoru nie ma przeszkód do równoległego notowania BPH PBK i BA CA. GINB nie zgadza się jednak na wycofanie BPH PBK z obrotu publicznego w zamian za wprowadzenie na GPW BA CA.
KPWiG tłumaczy z kolei, że starała się Niemcom ułatwić przeprowadzenie oferty na warszawskiej giełdzie.
— Tryb załatwiania tej sprawy przez Niemców budzi jednak wiele wątpliwości — mówi nasz rozmówca z KPWiG.
Dodaje, że skoro nie złożyli prospektu w komisji, to znaczy, że nie mieli poważnych zamiarów.
Obserwatorów rynku zastanawia natomiast stanowisko naszych władz nadzorczych.
— Nie rozumiem, dlaczego GINB wyraża jakiekolwiek stanowisko w sprawie notowania BA CA lub na temat wycofania z obrotu publicznego BPH PBK. Promocja polskiego rynku nie leży w kompetencjach generalnego inspektora — mówi jeden z analityków proszących o anonimowość.
Analitycy i inwestorzy zastanawiają się także nad powodem wycofania się Niemców z pierwotnej koncepcji.
— Procedura dopuszczenia spółki do obrotu jest dosyć trudna i długotrwała. To, co my uważamy za normalne, dla firmy działającej w innym otoczeniu może się wydawać grą niewartą zachodu — mówi Andrzej Powierża, analityk DI BRE.
Dla odmiany Marcin Materna, analityk Millennium DM, uważa, że próby przekonania Niemców do zmiany zdania mogą się nie powieść, jeśli nie będzie zgody na wycofanie BPH PBK z obrotu publicznego.