Pan N. dostał zawiadomienie o konieczności odebrania w urzędzie gminy decyzji administracyjnej. Pełen strachu pobiegł nazajutrz do urzędu, zrywając kilka spotkań służbowych i towarzyskich. Okazało się, że chodzi o banalne wyznaczenie wymiaru podatku od nieruchomości — w jego przypadku za niewielkie mieszkanie. Podatek za cały rok to niecałe 20 zł, w dodatku gmina z góry podzieliła płatność na raty kwartalne — po 4 zł z groszami.
Urzędniczka napomknęła mu jeszcze o opłacie za wieczyste użytkowanie gruntu „o której pisemnie nie przypominamy”. Kwota groszowa. Mieląc w ustach przekleństwa („i wszystkie brzydkie wyrazy powtarzał po kilka razy”), pan N. chciał zapłacić w kasie gminy cztery raty i jeszcze dziesięć na zapas. Musiał jednak pobrać z innego pokoju kolejny kwit, rodzaj skierowania do płatności.
W korytarzyku stało kilkadziesiąt podenerwowanych osób, lekko licząc — co najmniej trzy godziny czekania. N. nie wytrzymał. Zapłacił przelewem, choć wątpliwe, czy bez świstka z pokoju przy kasie przelew trafi we właściwą dziurę w gminnej księgowości i zostanie uznany.
Powstają pytania. Najprostsze: czy gmina zamiast wzywać do odebrania decyzji, nie mogła po prostu rozesłać decyzji. Po drugie, czy groszowych podatków nie można naliczać i rozliczać z zaangażowaniem mniejszych sił i kosztów. Po trzecie, czy takich należności — zwłaszcza niewielkich — nie można rozliczać ryczałtowo.
Odpowiedzi są, o dziwo, niejednoznaczne. Wiele osób mieszka nie tam, gdzie są zameldowane. Gmina z częścią formalnych dysponentów lokali nie ma kontaktu. Absurdalne wezwania to akt rozpaczy gminnej administracji.
Ale wzywanie do urzędu w sprawie płatności czterech złotych za kwartał to nonsens. Takich absurdów w gminach jest wiele, a cierpią na tym i interesy. Pan N. mówi, że przez głupio straconych kilka godzin nie załatwił paru spraw w swojej firmie i to strata bezpowrotna. Klienci już nie wrócą.
Gminni urzędnicy też mogą mieć poczucie krzywdy. Po urzędzie plączą się tłumy interesantów, drzwi się nie zamykają, przejść korytarzem nie można. Naprawdę ważne sprawy miesiącami czekają na możliwość zastanowienia się urzędnika nad problemem.
Może więc miast reformować państwo, zacząć od porządkowania papierów na gminnych biurkach, co sugeruję z taką pewną nieśmiałością…