Wwiercili się na wiertarkowy top

Sylwester Sacharczuk
opublikowano: 2006-03-02 00:00

Ciągle świeże pomysły i zaskakiwanie konkurencji — to sposoby, by dołączyć do najlepszych na rynku. Wiedzą o tym w białostockim Promotechu.

W październiku ubiegłego roku firma obchodziła 18. urodziny. Jednak egzamin z rynkowej dojrzałości zdała wcześniej. Od lat Promotech jest ceniony na Zachodzie za wiertarki i szlifierki z elektromagnetycznym mocowaniem. Łatwiej je kupić za granicą niż w kraju. Początki nie wskazywały na sukces, ale prezes Zbigniew Gołąbiewski wspomina je z rozrzewnieniem. Razem z dwoma innymi udziałowcami (obaj odeszli) założył tę firmę jesienią 1987 r.

— Mieliśmy mnóstwo entuzjazmu. Na państwowych posadach nie było szans na rozwijanie się i kreatywność, a my chcieliśmy decydować o wszystkim sami. Pomysłów nam nie brakowało — mówi prezes Gołąbiewski.

Twórcza energia

Zaczęli od produkcji przyrządów do tłoczenia i wykrawania, ale już na początku 1988 r. zdecydowali, że będą wytwarzali uchwyty magnetyczne.

— Wtedy w Polsce nikt ich nie produkował i to była nasza szansa. Opracowaliśmy biznesplan i za niewielki kredyt kupiliśmy cztery zdezelowane obrabiarki. By mogły działać, musieliśmy przeprowadzić ich kapitalny remont — opowiada Zbigniew Gołąbiewski.

Jeszcze w tym samym roku zaprezentowali pierwsze wyroby — uchwyty magnetyczne i półprodukty z proszków metali. A to był dopiero początek.

— Rozpierała nas twórcza energia. W pierwszych latach produkowaliśmy towary z zupełnie różnych półek. Akurat powsta- wały siłownie i ktoś z nas zauważył, że brakuje w nich sprzętu kul- turystycznego. Zajęliśmy się tym. Ktoś inny wpadł na pomysł wózków, dzięki którym kierow- cy, leżąc, mogli naprawiać ciężarówki. To też trafiło w potrzeby rynku — wspomina prezes Gołąbiewski.

Za biedni na patent

Wszechstronność miała być antidotum na problemy, które przyszły wraz z gospodarką rynkową, bo nie radziły sobie z nią duże zakłady państwowe — dotychczasowi główni odbiorcy firmy. Nie płaciły Promotechowi, który wpadał w coraz większe długi związane z wcześniej zaciągniętymi kredytami.

Na początku lat 90. inżynierowie z Promotechu opracowali wyrób, który zwrócił uwagę producentów z Zachodu. Firma, pierwsza na świecie, zastosowała podstawkę elektromagnetyczną z dwiema okrągłymi cewkami.

— Opatentowaliśmy ją, ale tylko w Polsce. Nie było nas stać na patent za granicą. Po paru latach konkurencyjne firmy z całego świata stosowały nasze rozwiązanie. Trochę żal, ale wtedy byliśmy zbyt biedni — mówi Zbigniew Gołąbiewski.

Przyszłość mamy dziś

Zainteresowanie Zachodu sprawiło, że Promotech postawił na eksport. Na pierwszy ogień poszły uchwyty magnetyczne i części do wiertarek sprzedawane angielskiej firmie. Potem przyszedł czas na Niemcy, Stany Zjednoczone, Danię i Holandię. W 1993 r. Promotech spłacił kredyty i długi. Rosła produkcja i zatrudnienie. W 1993 r. w firmie pracowało 46 osób, w 1998 — ponad 100.

Spółka zyskała — jak to określa prezes — swoją filozofię produkcji. Postawiła na małe maszyny do obsługi dużych elementów.

— Czasem w stoczniach, na budowach czy konstrukcjach mostowych nie da się dotrzeć do obrabianego przedmiotu dużą maszyną. Rozwiązaniem jest mała, mocowana na elektromagnesie. Produkujemy na przykład sprzęty, które mogą jeździć po suficie, ścianach, burtach statków. Można ustawić obok siebie kilka takich urządzeń, a do ich obsługi trzeba tylko jednego człowieka. To przyszłość, którą my mamy już dziś — podkreśla prezes Gołąbiewski.

Teraz Promotech robi około 40 typów wiertarek, które są wysyłane na cały świat. Nie ma też problemu z podażą frezarek, uchwytów magnetycznych czy wózków spawalniczych. Eksport od kilku lat przekracza 90 proc. produkcji. Urządzeniami Promotechu skręcono m.in. most na Missisipi i ogromne hale do produkcji samochodów w Niemczech. Klucz do sukcesu?

— Ciągle trzeba starać się być o krok przed innymi, wprowadzać ulepszenia. Należy to robić w porozumieniu z pośrednikami, bo oni najlepiej znają potrzeby klienta. Ich uwagi to dla nas inspiracja — mówi Zbigniew Gołąbiewski.

Świeże spojrzenie

Białostocki Promotech może się pochwalić kilkudziesięcioma patentami. Nie byłoby ich, gdyby nie wykształcona kadra z biura projektowego. Wcześniej szefowie stawiali głównie na ludzi z długą praktyką, teraz szukają młodych.

— Doświadczenie już mamy, teraz czas przekazać je tym, którzy reprezentują nowe myślenie. Młodzi uczą się bardzo chętnie i szybko. Za mojej młodości, aby zostać dobrym konstruktorem, trzeba było 5-7 lat, dzisiaj wystarczą trzy. Ludzie tuż po szkole mają inne, świeże spojrzenie, którego potrzebujemy — wyjaśnia prezes Gołąbiewski.

Pytanie o plany wywołuje na jego twarzy tajemniczy uśmiech.

— Wyciągniemy asa z rękawa. To będzie nowinka, która może mocno zamieszać na rynku i ma szanse stać się szlagierem. Wszystkie karty odkryjemy w czerwcu — zapowiada Zbigniew Gołąbiewski.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót