Wyboista droga do EURO 2012

Bartłomiej Rabij
opublikowano: 19-06-2008, 00:00

Po przyznaniu Polsce i Ukrainie organizacji piłkarskich Mistrzostw Europy w 2012 roku prasa wołała: „Skok w przyszłość”, „Wielka szansa dla Polski”. Teraz nastąpiło otrzeźwienie.

Z Warszawy do Gdańska jedzie się ekspresem 5 godzin. To tylko 320 km. Hiszpanie, którzy na słynne Gran Derby jeżdżą 504 km z Madrytu do Barcelony, pokonują ten dystans w 2 godziny i 38 minut. I to właśnie kibice przyzwyczajeni do takich standardów będą oceniać Polskę za organizację najważniejszej imprezy sportowej w historii naszego kraju.

Ile stadionów

Gdańsk, Poznań, Warszawa i Wrocław są pewne przyjęcia tysięcy kibiców piłkarskich. Chorzów i Kraków jeszcze mają cień nadziei. Są, jak to w futbolu bywa, na ławce rezerwowych. Teoretycznie dla turnieju najważniejsze są stadiony, więc ocenę stanu przygotowań do EURO zaczynamy od nich. Zresztą to na nie niektóre miasta wydadzą najwięcej pieniędzy.

Chorzów, Kraków, Warszawa i Poznań przebudowują lub budują obiekty w nieckach starych stadionów. W większości wypadków pozwoli to zaoszczędzić pieniądze i czas. W większości, bo w stolicy termin zakończenia budowy stadionu i określenie jego ceny to jak przewidywanie kursów akcji w 2012 r., czyli wróżenie z fusów. Narodowe Centrum Sportu miało kosztować 1,1 mld, potem około 1,5 mld, a nieoficjalnie mówi się, że ostatecznie mogą to być nawet 2 mld zł. Najważniejsze jednak, że roboty na dawnym Stadionie Dziesięciolecia wiosną wreszcie ruszyły.

Jeszcze trudniej określić kosztorys w Gdańsku, gdzie przy drodze dojazdowej do Nowego Portu powstaje Baltic Arena. Na pierwszej konferencji była mowa o 320 mln zł. Potem — o 571 mln, 661 mln, a prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zwierzył się „Przeglądowi Sportowemu”, że inwestycja może dobić nawet do miliarda.

Ostatnio jednak obowiązuje cena 550 mln zł, ale już w wersji uboższej — bez dachu nad murawą i bez wysuwanej trawy. Na razie w gdańskiej dzielnicy Letnica splantowano teren pod budowę obiektu, a miasto czeka na rozstrzygnięcie (16 czerwca) przetargu na pierwszy etap robót, czyli na przygotowanie i zmeliorowanie podłoża pod stadionem.

Najmniej jest zamieszania tam, gdzie stadiony będą tylko modernizowane. Tyle, że Poznań może mieć kłopot z planowaną budową — tuż obok sportowej areny — centrum handlowo-rozrywkowego. Budowa ma się rozpocząć po EURO 2012, ale zgodnie z wymaganiami UEFA, usytuowanie takiej inwestycji w bliskim sąsiedztwie stadionu przekreśla jego szanse na przyszłość, na dopuszczenie do międzynarodowych rozgrywek, w których mógłby brać udział Lech Poznań.

Lotniska

Tu problemy mają wszyscy, choć w związku z boomem na latanie niemal każde duże miasto w Polsce przygotowuje się do rozbudowy lotnisk. Rezerwowe Kraków i Chorzów mają handicap w postaci nieodległych lotnisk Balice i Pyrzowice. Zatłoczonemu gdańskiemu lotnisku w Rębiechowie przyszła w sukurs Gdynia, która ogłosiła, że przed EURO przygotuje własny port lotniczy w gminie Kosakowo. Problem w tym, że jeszcze nie ma decyzji rządu co do przekazania powołanej w Gdyni cywilnej spółce terenów należących do Agencji Mienia Wojskowego.

Drugi terminal chce budować Wrocław, choć przygotowania idą jak krew z nosa. Miasto straciło już 10 mln zł, bo zaspało z wnioskami o dotacje unijne na poprawę bezpieczeństwa lotniska. Przetarg na budowę drugiego terminala, mogącego obsłużyć 2 mln pasażerów, ma się rozstrzygnąć 30 października. Czasu na budowę będzie więc mało. A po ostatnich opóźnieniach na Okęciu, czy londyńskimHeathrow, właśnie o budowę terminali trzeba się szczególnie obawiać.

Komunikacja miejska

Przedstawiciele UEFA dobrze ocenili komunikację miejską w naszych miastach. Być może dlatego, że w ogóle z niej nie korzystali. Tymczasem w Gdańsku przy większości stacji miejskiej kolejki nie buduje się zjazdów dla wózków. I to nawet przy okazji remontów prowadzonych już po przyznaniu Polsce prawa do organizacji EURO 2012.

Na naszych drogach wciąż królują autobusy marki Ikarus, jedyne w kraju metro ma ledwie 18 przystanków, a popularny w Trójmieście tramwaj wodny to raczej rozrywka, niż komunikacyjna alternatywa.

Z drugiej jednak strony 80 proc. trakcji tramwajowej w Gdańsku przebiega po torze niezależnym od jezdni. W korkach zatem nie stoją. A we Wrocławiu do nowego stadionu pociągną najnowocześniejszą w kraju linię tramwajową w ramach projektu Tramwaj Plus.

Drogi dojazdowe

Do niemal wszystkich stadionów jest w miarę dobry dojazd. Komfortową sytuację ma Wrocław, który swój obiekt postawi przy rozjeździe kilku solidnych ulic. Tym samym sporo zaoszczędzi na budowie drogi dojazdowej.

W Warszawie Narodowe Centrum Sportu będzie usytuowane na miejscu stadionu, do którego dojeżdżają i podmiejska kolej, i autobusy, i tramwaje. Poznań modernizuje drogi zgodnie z Wieloletnim Planem Inwestycyjnym, który jeszcze przed przyznaniem miastu organizacji EURO 2012 przewidywał wydatki rzędu 1,3 mld zł do 2010 r.

Hotele

Już wtedy, gdy składaliśmy ofertę organizacji turnieju, spece od turystyki zwracali uwagę, że brakuje nam około 180 hoteli. „Puls Biznesu” wyliczył, że chodzi o blisko 44 tys. pokoi. Przedstawiciele branży hotelarskiej są zgodni, że budować trzeba, ale EURO 2012 nie jest wystarczającym bodźcem, by zmieniać strategię rozwoju firm.

— To jest impreza, która odbywa się w szczycie przyjazdów turystycznych, więc niewiele zmienia, jeśli chodzi o popyt na pokoje hotelowe. Ale sporo może zmienić to, co się dzieje w związku z turniejem. Jeśli te wszystkie drogi powstaną, lotniska się zmodernizują, infrastruktura się poprawi, to będziemy mogli liczyć na zwiększone zainteresowanie turystów, czyli będzie to coś trwałego, co może zaowocować już po turnieju — uważa Kaja Szwykowska, rzecznik największego w Polsce właściciela hoteli, Grupy Orbis.

Czy będzie zatem problem z hotelami? Organizatorzy uspokajają. W Trójmieście inwestycja goni inwestycję, a boom dopiero się zacznie, bo najlepsze tereny do zabudowy (Wyspa Spichrzów, Młode Miasto etc.) dopiero się odblokowały dla inwestorów. Ci już zapowiedzieli powstanie co najmniej kilku hoteli. Rozkwita hotelowo także Sopot i Gdynia, która w 2011 r. ma oddać nowe nabrzeże, mogące przyjmować największe wycieczkowce świata, i planuje rozruch lotniska Kosakowo, a więc niezależnie od EURO 2012 przyciąga hotelowych inwestorów. Na przykład Orbis sprzedaje hotel Gdynia, a za uzyskane pieniądze chce postawić na pozostałej części działki trzy kolejne obiekty.

Wysokie oceny zbierają rezerwowi. Ale nic dziwnego — przecież Kraków to najchętniej odwiedzane miasto w Polsce, a na sukces Chorzowa pracują także Katowice, Bytom, Zabrze czy nawet Gliwice, z których na Stadion Śląski można dotrzeć samochodem w godzinę, a podmiejską kolejką w 30 minut plus kwadrans pieszego spaceru. l

Rozmowa

Niemcy nie zarobili

Przygotowując się do EURO 2012, często porównujemy się do organizatorów ostatniego mundialu — Niemców. Tymczasem Mistrzostwa Świata 2006 wcale nie były dla nich sukcesem ekonomicznym.

Opowiada o tym Marcin Gabor, komentator Bundesligi i szef polskiej wersji platformy pośrednictwa w sprzedaży piłkarzy coojooxi.com.

„Puls Biznesu”: Ile Niemcy wydali na przygotowanie mundialu?

Marcin Gabor: Zależy na co. Same stadiony kosztowały ich 1,4 mld euro, ale były budowane z kilkuletnim wyprzedzeniem. Większość obiektów to były mniej lub bardziej radykalne modernizacje. Tylko stadiony w Monachium i w Lipsku wybudowano od nowa.

Na drogi wydano 3,7 mld euro. Z tym że programem objęto nie tylko dojazdy do miast, w których rozgrywano turniej, lecz także do mniejszych miejscowości, służących jako ośrodki treningowe. Nakłady na lotniska i kolej były stosunkowo niewielkie, bo tu infrastruktura była już na wysokim poziomie. Ograniczono się do niemal kosmetycznych poprawek.

Ile zarobili na turnieju?

Budżet organizatorów wyniósł 430 mln euro, zaś przychody 565 mln. Z tym, że 40 mln dostała FIFA, kolejnych 40 wpłynęło do państwowej kasy w formie podatku. Resztą organizatorzy podzielili się z klubami I i II Bundesligi.

Zatem dopłacili do mistrzostw świata, i to mnóstwo!

Niemcy założyli, że mundial będzie pretekstem do wielu inwestycji infrastrukturalnych, które i tak mieli w planach. Drogi czy dworce kolejowe i tak byłyby remontowane, tyle że nieco później. Ze stadionami sytuacja wygląda nieco inaczej niż w Polsce. Miasta budowały je razem z klubami i prywatnymi inwestorami. A pamiętajmy, że to właśnie w Niemczech przychodzi na mecze najwięcej kibiców [średnio około 37 tys. osób na mecz, a Borussia Dortmund ma najwyższą frekwencję na świecie — 74 tys.; w Polsce średnia jest cztery razy mniejsza — przyp. BR]. Niemcy uważają, że dobry show potrzebuje odpowiedniej oprawy, stąd przygotowanie tylu świetnych obiektów. Dziś prawie wszystkie, oprócz lipskiego, są własnością klubów, które grają na nich mecze. Transmisje Bundesligi są oglądane w 150 krajach, a kluby I i II Bundesligi dostają od telewizji rocznie do podziału 420 mln euro.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Rabij

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu