Położenie komunikatu w połowie sesji środowej w USA podzieliło tydzień na dwie symetryczne części, oddzielone od siebie reakcją Wall Street na jastrzębie sygnały z Rezerwy Federalnej. Kolejna podwyżka ceny kredytu o 75 punktów bazowych i zapowiedź podniesienia ceny kredytu do końca roku o dalsze 125 punktów bazowych – na ledwie dwóch posiedzeniach FOMC, w listopadzie i grudniu – wystraszyła inwestorów skalą przesunięcia akcentów w polityce na czytelną walkę z wzrostem cen i zgodę na sprowadzenie inflacji do celu kosztem wzrostu gospodarczego. W istocie prezes Fed na konferencji po posiedzeniu FOMC wprost przyznał, iż nie ma sposobu na to, by obniżyć dynamikę inflacji bez pogorszenia kondycji gospodarki i wzrostu bezrobocia. Inaczej mówiąc, po miesiącach pytań o możliwość zwalczenia inflacji w tzw. scenariuszu miękkiego lądowania w amerykańskim banku centralnym pojawiła się akceptacja tzw. twardego lądowania, którego centralnym punktem jest całkowite skupienie na powrocie inflacji do celu. W praktyce oznacza to postawienie akcentu w podwójnym mandacie Fed na walkę o stabilność cen bez specjalnego oglądania się na potrzebę pełnego zatrudnienia.
Dla inwestorów postawa Rezerwy Federalnej oznaczała przymus właściwie skokowego dostosowania się do nowego scenariusza, w którym Fed będzie dalej podnosił cenę kredytu, zakończy cykl zacieśnienia wyżej i utrzymania wysokie stopy procentowe dłużej od wcześniej wycenianych scenariuszy. Efektem były czytelny podział tygodnia na dwie część, z których druga przesądziła o obrazie całości. W finale indeksy na Wall Street spadły w tydzień od 4,0 procent w przypadku DJIA po 5,1 procent w przypadku Nasdaqa Composite. W Europie niemiecki DAX oddał 4,6 procent, gdy francuski CAC spadł o 4,8 procent. Przecenie na rynkach akcji towarzyszyły wzrost rentowności długu, umocnienie dolara i przeceny na rynkach surowcowych. Całość zsumowała się w finał tygodnia zbudowany na solidarnej ucieczce od ryzyka i spadkach dyktowanych przez nastroje na rynkach amerykańskich. Z obowiązku należy odnotować, iż w piątek część reakcji rynku była zbudowana na historycznym spadku brytyjskiego funta, który zareagował na decyzje rządu o jednoczesnym podniesieniu wydatków i obniżce podatków, co w praktyce oznaczało większe potrzeby pożyczkowe Londynu. Skokowa właściwie przecena GBPUSD – jednej z najaktywniej granych par walutowych na świecie – nie mogła pozostać bez wpływu na rynki w całości i rozlała się po giełdach wzrostem awersji do ryzyka.
Z perspektywy układu sił na rynkach akcji zakończony tydzień był okresem podtrzymania zmienności, operowania w świecie obaw przed recesją i pytań o perspektywy dla giełd w finałowym kwartale roku. W naszej opinii rynki jawią się jako skazane na większą zmienność przez dobrych kilka tygodni. Pomijając finałowe sesje września i pierwsze sesje października – które będą zdominowane przez odczyty inflacji, indeksów koniunktury i dane z rynku pracy w USA – październik przyniesie spotkania z wynikami kwartalnymi i opiniami spółek o perspektywach biznesu w kolejnych kwartałach. Później na radarze inwestorów pojawią się wybory uzupełniające do amerykańskiego parlamentu, po których giełdy będą musiały spotkać się z listopadowym posiedzeniem FOMC i – możliwe – kolejną podwyżką ceny kredytu o 75 punktów bazowych. To nie jest kontekst, który pozwala oczekiwać spokojnego handlu, a tym bardziej jakiegoś jednokierunkowego odbicia. Scenariusze recesyjne w połączeniu z dynamiką wyprzedaży z ostatnich tygodni zwyczajnie nie pozwolą na granie czytelnego trendu. Niemniej, stale warto pamiętać, iż rynki wyceniają scenariusz recesyjny właściwie od początku roku - a zacieśnienie w polityce monetarnej Fed od jesieni zeszłego roku – i wyrysują dno bessy zanim Fed rozpocznie cykl obniżania ceny kredytu. Zmienności nie braknie, ale dołek będzie wcześniej niż wskazują obecne nastroje.
