Nie powinny być jednak niespodzianką, przecież Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie na wniosek rzecznika praw obywatelskich już 15 września 2020 r. stwierdził i wyczerpująco uzasadnił rażącą bezprawność decyzji prezesa Rady Ministrów z 16 kwietnia 2020 r., polecającej Poczcie Polskiej podjęcie kosztownych przygotowań. Notabene zdumiewa, że po szybkiej rozprawie w pierwszej instancji mająca zerowe szanse skarga kasacyjna premiera (a także poczty) do tej pory nie może się doczekać terminu wokandy w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.
Rok temu kopertowej hucpie poświęcałem wiele obnażających tamto bezprawie komentarzy. Nazywałem ją workową, ponieważ podstawą procedury miało być przesypywanie przez anonimowych pocztowców kopert z głosami ze skrzynek do worków bez jakiegokolwiek liczenia, a potem przekazywanie worków komisjom obwodowym również bez żadnego protokołu. Zarówno wtedy, jak i dzisiaj zdumiewa mnie jednak koncentrowanie się polityków, mediów, sądów i obywateli na wątku pocztowym. A przecież premier podpisał 16 kwietnia 2020 r. dwie jednakowo nielegalne decyzje administracyjne. Tą o numerze BPRM.4820.2.3.2020 polecił Poczcie Polskiej zrealizowanie głosowania workowego, zaś wykonanie nakazał ministrowi Jackowi Sasinowi, który koszty miał pokryć z budżetu Ministerstwa Aktywów Państwowych. Tą o numerze BPRM.4820.2.4.2020 polecił Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW) wydrukowanie kart do głosowania, zaś wykonanie nakazał ministrowi Mariuszowi Kamińskiemu, który koszty miał pokryć z budżetu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Symbolicznie odnosząc to do kodeksowej klasyfikacji przestępstw, znacznie większe wydatki pocztowe można uznać za tylko występek, gdy nielegalny druk to jednak zbrodnia. Wydrukowano 30 mln niby-kart, będących od razu makulaturą, bo przecież nie istniała podstawa prawna ich wzoru. Ewentualnie miałaby zostać przyjęta rozporządzeniem dopiero… po wydrukowaniu, gdy cała makulatura już trafiła do magazynów poczty.

NIK prześledziła wykonanie obu wspomnianych decyzji premiera. Szefowie MAP i MSWiA wyczuli, że to jednak bezprawie, ponieważ wydali podległym im firmom rozkazy do działania, ale z ministerialnych części budżetowych nie wypłacili ani grosza. Udaremnione na szczęście workowe wybory okazały się taką kompromitacją władców, że nagle stały się sierotą. Wystraszeni odpowiedzialnością politycy PiS umyli ręce i wyszło na to, że na ich rozkazy Poczta Polska i PWPW wydały pieniądze… na własne ryzyko! W końcu wykombinowano finansową protezę, 14 sierpnia 2020 r. w kolejnej nowelizacji ustawy antyepidemicznej wstawiono możliwość zrefundowania kosztów, ale za pośrednictwem Krajowego Biura Wyborczego. Obie firmy oczywiście skorzystały z możliwości i przedstawiły faktury, ale przesadziły, wrzucając również koszty niepowiązane wprost z hucpą wyborczą. Roszczenia w sumie przekraczały 76 mln zł, po analizie faktur Poczta Polska ostatecznie otrzymała za przygotowania 53 205 345 zł, zaś PWPW za druk – 3 245 062 zł. Łącznie zatem budżet państwa roztrwonił 56 450 406 zł. Rząd Mateusza Morawieckiego z definicji nie przyjmuje do wiadomości ani wyroków sądowych, ani raportu konstytucyjnej NIK, ale się nie wybieli – już na zawsze zostanie jak w tytule.