Wyborczej plamy nie da się wyprać

opublikowano: 13-05-2021, 20:00

Opublikowane przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK) wyniki kontroli „działań wybranych podmiotów”, które usiłowały 10 maja 2020 r. przeprowadzić przymusowo kopertowe wybory prezydenta RP (bez możliwości normalnego głosowania w lokalu), są dla rządu Mateusza Morawieckiego miażdżące.

Nie powinny być jednak niespodzianką, przecież Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie na wniosek rzecznika praw obywatelskich już 15 września 2020 r. stwierdził i wyczerpująco uzasadnił rażącą bezprawność decyzji prezesa Rady Ministrów z 16 kwietnia 2020 r., polecającej Poczcie Polskiej podjęcie kosztownych przygotowań. Notabene zdumiewa, że po szybkiej rozprawie w pierwszej instancji mająca zerowe szanse skarga kasacyjna premiera (a także poczty) do tej pory nie może się doczekać terminu wokandy w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.

Rok temu kopertowej hucpie poświęcałem wiele obnażających tamto bezprawie komentarzy. Nazywałem ją workową, ponieważ podstawą procedury miało być przesypywanie przez anonimowych pocztowców kopert z głosami ze skrzynek do worków bez jakiegokolwiek liczenia, a potem przekazywanie worków komisjom obwodowym również bez żadnego protokołu. Zarówno wtedy, jak i dzisiaj zdumiewa mnie jednak koncentrowanie się polityków, mediów, sądów i obywateli na wątku pocztowym. A przecież premier podpisał 16 kwietnia 2020 r. dwie jednakowo nielegalne decyzje administracyjne. Tą o numerze BPRM.4820.2.3.2020 polecił Poczcie Polskiej zrealizowanie głosowania workowego, zaś wykonanie nakazał ministrowi Jackowi Sasinowi, który koszty miał pokryć z budżetu Ministerstwa Aktywów Państwowych. Tą o numerze BPRM.4820.2.4.2020 polecił Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW) wydrukowanie kart do głosowania, zaś wykonanie nakazał ministrowi Mariuszowi Kamińskiemu, który koszty miał pokryć z budżetu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Symbolicznie odnosząc to do kodeksowej klasyfikacji przestępstw, znacznie większe wydatki pocztowe można uznać za tylko występek, gdy nielegalny druk to jednak zbrodnia. Wydrukowano 30 mln niby-kart, będących od razu makulaturą, bo przecież nie istniała podstawa prawna ich wzoru. Ewentualnie miałaby zostać przyjęta rozporządzeniem dopiero… po wydrukowaniu, gdy cała makulatura już trafiła do magazynów poczty.

Makulatura z PWPW nie zawierała daty głosowania, odcisku pieczęci Państwowej Komisji Wyborczej oraz miejsca na pieczątkę konkretnej komisji obwodowej – ten ostatni element jest opoką wiarygodności wyborów w Polsce. Fot. AG

NIK prześledziła wykonanie obu wspomnianych decyzji premiera. Szefowie MAP i MSWiA wyczuli, że to jednak bezprawie, ponieważ wydali podległym im firmom rozkazy do działania, ale z ministerialnych części budżetowych nie wypłacili ani grosza. Udaremnione na szczęście workowe wybory okazały się taką kompromitacją władców, że nagle stały się sierotą. Wystraszeni odpowiedzialnością politycy PiS umyli ręce i wyszło na to, że na ich rozkazy Poczta Polska i PWPW wydały pieniądze… na własne ryzyko! W końcu wykombinowano finansową protezę, 14 sierpnia 2020 r. w kolejnej nowelizacji ustawy antyepidemicznej wstawiono możliwość zrefundowania kosztów, ale za pośrednictwem Krajowego Biura Wyborczego. Obie firmy oczywiście skorzystały z możliwości i przedstawiły faktury, ale przesadziły, wrzucając również koszty niepowiązane wprost z hucpą wyborczą. Roszczenia w sumie przekraczały 76 mln zł, po analizie faktur Poczta Polska ostatecznie otrzymała za przygotowania 53 205 345 zł, zaś PWPW za druk – 3 245 062 zł. Łącznie zatem budżet państwa roztrwonił 56 450 406 zł. Rząd Mateusza Morawieckiego z definicji nie przyjmuje do wiadomości ani wyroków sądowych, ani raportu konstytucyjnej NIK, ale się nie wybieli – już na zawsze zostanie jak w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane