Z formalności pozostaje jeszcze złożenie ślubowań przez wójtów/ burmistrzów/prezydentów wybranych w drugiej turze, bo ci z pierwszej już to zrobili. Lokalne parlamenty od razu skaczą na głęboką wodę, ponieważ muszą z marszu zająć się budżetami, których projekty wniosły władze kończące kadencję 15 listopada — termin przypadkiem zbił się z wyborami.

Tymczasem prezes PiS niezmiennie zwołuje na 13 grudnia manifestację przeciwko tzw. sfałszowaniu wyborów.
W szczególności wzywa wszystkich wystawionych przez partię kandydatów, w liczbie około 30 tysięcy. Mają się stawić niezależnie od ich osobistych wyników.
Akurat w moim przyklejonym do stolicy miasteczku, dosłownie kilometr za jej rogatkami, PiS wzięło absolutnie wszystko: burmistrza w pierwszej turze, bezwzględną większość w radzie oraz większość mandatów do rady powiatu. A ja głosy 16 listopada liczyłem, więc jestem osobiście wyjątkowo zainteresowany, czy dojdzie do paranoi i ci „moi” zwycięzcy także odpowiedzą na wici szefa.
Fatalnym niedopatrzeniem jest pominięcie w wezwaniu innej bardzo ważnej grupy. Nie są zaproszeni wystawieni przez PiS w liczbie zdecydowanie przekraczającej 20 tys. członkowie obwodowych komisji wyborczych, z których wielu było przewodniczącymi (nie wspominając już o mężach zaufania). Idąc za logiką hasła manifestacji — to właśnie oni albo osobiście fałszowali, albo widzieli fałszerstwa na własne oczy.
Niestety, nic nie wpisali w rubrykach uwag do komisyjnych protokołów i z tego powodu zostali z manifestacji 13 grudnia z góry wyeliminowani.