Wybory samorządowe nie są grą na chybił trafił

Bożena Wiktorowska
09-10-1998, 00:00

Wybory samorządowe nie są grą na chybił trafił

Kampania wyborcza dobiegła końca. Były pikniki i marsze. Festyny i wyborcza kiełbasa. Partie wyciągały brudy przeciwników. Jednak, mimo hałaśliwości, wynik wyborów nadal jest wielką niewiadomą. Wiadomo tylko, że zostanie wybranych około 64 tysięcy radnych gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. Złośliwi twierdzą, że największym partiom wręcz nie zależy specjalnie na forsowaniu wysokiej frekwencji wyborczej. Ordynacja jest tak skonstruowana, że bez względu na frekwencję wybory i tak się odbędą. A wygrają ci, którzy mają najbardziej zdyscyplinowany elektorat.

WYBORY samorządowe tym się różnią od wyborów parlamentarnych i prezydenckich, że można głosować tylko w miejscu swojego stałego zamieszkania. Ludzie muszą wiedzieć, kto kim jest, by nie wybierać w ciemno. W gminach liczących do 20 tysięcy mieszkańców wyborca głosuje na konkretnych kandydatów do rady gminy. W dużych gminach, liczących powyżej 20 tysięcy mieszkańców, radnych do powiatów oraz do sejmików wojewódzkich wybiera się według klucza politycznego. Oznacza to, że im więcej ludzi ma wybierać swojego przedstawiciela do samorządu lokalnego — tym większy jest stopień abstrakcji. O ile w małych środowiskach ważne jest to, czy kandydat na radnego to porządny facet i rozsądnie myśli, to żeby się znaleźć w radzie powiatu w większym mieście, trzeba należeć do odpowiedniego ugrupowania politycznego, mającego szansę na zwycięstwo.

ZACIEKŁA walka o samorządy lokalne jednak niewiele ma wspólnego z chęcią przejęcia rządu dusz. Powodem są... pieniądze. Podstawowym celem reformy, która wejdzie w nowym roku, jest decentralizacja. Gminy już wkrótce same będą decydować o tym, na co wydadzą swoje pieniądze. Utrzymywanie centralistycznego podziału pieniędzy jest wyjątkowo szkodliwe. Bo niby skąd władza znajdująca się gdzieś tam daleko w stolicy lub w równie dalekim województwie może wiedzieć, co mieszkańcom nowej gminy jest potrzebne. W końcu gmina do gminy nie jest podobna.

GMINY przeznaczają swoje pieniądze na różne cele. Budują szpitale, przychodnie, drogi, wodociągi. Duże są dysproporcje pomiędzy poszczególnymi gminami pod względem liczby osób pracujących w przemyśle. W wiejskiej gminie Kleszczele (woj. piotrkowskie) około 98 proc. osób pracuje w przemyśle i budownictwie. Zupełnie inaczej ma się rzecz w gminie wiejskiej Łukowica, gdzie zaledwie 3 osoby na 100 nie pracują na roli. Wyraźne jest także zróżnicowanie struktury wieku. Najmłodszą gminą w Polsce jest warszawskie Bemowo, gdzie na stu mieszkańców przypada zaledwie 43 w wieku nieprodukcyjnym. Natomiast najwięcej osób w podeszłym wieku mieszka w gminach województwa chełmskiego i białostockiego. Tym samym w tych gminach najtrudniej będzie o pieniądze, bowiem skoro mieszkają tam ludzie w wieku nieprodukcyjnym to znaczy, że nie ma pracy.

JEDNAK początkowo samodzielność finansowa gmin będzie ograniczona. Według pełnomocnika rządu ds. reform ustrojowych Michała Kuleszy, powiaty będą mogły gospodarować swobodnie ponad 40 proc. swoich budżetów, a nie — jak chce społeczeństwu wmówić opozycja — 5 procentami. Natomiast reszta ma być finansowana z subwencji i dotacji celowych kontrolowanych przez rząd. Więcej pieniędzy — bo co dziesiąta złotówka z obecnych wydatków budżetu państwa — trafi do przyszłych powiatów. Natomiast województwa otrzymają dodatkowe środki w ramach kontraktów regionalnych z rządem oraz z funduszy Unii Europejskiej. Jak te pieniądze zostaną wykorzystane — czas pokaże.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bożena Wiktorowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Wybory samorządowe nie są grą na chybił trafił