Czytasz dzięki

Wybory to nie samo głosowanie

opublikowano: 12-07-2020, 22:00

Wysyłając ten komentarz do papierowego wydania „PB” nie miałem jeszcze wiedzy, czy Andrzej Duda obronił wielką przewagę nad Rafałem Trzaskowskim z pierwszej tury.

Bez względu jednak na tę najważniejszą odpowiedź, tegoroczne wybory prezydenckie na pewno zapiszą się w historii III Rzeczypospolitej wyjątkowo, niestety — nie na jasnych jej stronach. Na całe szczęście dla Polski udaremniona została hucpa pseudowyborów 10 maja, która legitymizację zwycięzcy sprowadziłaby do zera. Wyniki z 28 czerwca i 12 lipca są niepodważalne, ale tylko w warstwie arytmetycznej — uczciwie policzonych głosów w urnach. Tak oceniam jako przewodniczący obwodowej komisji wyborczej na macierzystym osiedlu, którym byłem enty raz, zatem mogę te wybory rzucić na tło całej III RP. Mimo ogromnych zawirowań prawnych i przeforsowania specustawy poza kodeksem, na końcu z poziomu komisji obwodowej nie widziałem specjalnej różnicy w stosunku np. do wyborów prezydenta RP w 2015 r. czy w 2010 r. po katastrofie smoleńskiej. Szczegółowe błędy niedoskonałej procedury pozostały, ale one są możliwe do wyeliminowania dopiero po przejściu Polski na pełne e-głosowanie, czyli za lat… W każdym razie protokół dokładnego ręcznego policzenia głosów w obwodzie podpisałem jak zawsze, zaś wyżej sumował to już automatycznie system.

Zupełnie innym wątkiem jest kampania wyborcza, która ustanowiła niechlubny rekord III RP w kategorii nierówności kandydatów. Urzędujący prezydent zawsze i wszędzie ma naturalną przewagę nad rywalami. W demokratycznych państwach jednak niewyobrażalne byłoby aż takie zaangażowanie rządowego aparatu oraz wielkich budżetowych pieniędzy, oczywiście nieuwzględnianych w sprawozdaniu formalnego komitetu kandydata, w reelekcję władcy. Opiewający Andrzeja Dudę psalm, zaśpiewany na samym finiszu kampanii w Zamościu, to raczej folklor bliski kabaretu. Ale wykorzystanie w sobotę przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa systemu sms-owych alertów dla… aktywizacji starszego elektoratu, z założenia sprzyjającego urzędującemu prezydentowi, to nadużycie oraz złamanie ciszy wyborczej. Wobec tak nieuczciwej zagrywki zbledła nawet tzw. łapówka strażacka, czyli przekazywanie przez MSWiA nowych wozów dla ochotniczych straży w małych gminach wcale nie najbardziej potrzebujących, lecz najlepiej głosujących. Dla pogłębienia propagandowego efektu owego chwytu odtworzono umownie podział Polski na 49 małych województw z epoki towarzysza Edwarda Gierka.

Jeszcze ciemniejsza była druga strona kampanijnego medalu. Zasilana corocznie miliardami z publicznej kasy Telewizja Polska uczyniła z Rafała Trzaskowskiego wroga publicznego numer jeden. Tylko dlatego, że śmiał zmierzyć się na poważnie z dotychczasowym lokatorem Pałacu Prezydenckiego. III RP jeszcze nigdy nie widziała tak bezwzględnej kampanii narodowej telewizji, obrzydzającej kontrkandydata zagrażającego władcy. Wcześniej zdarzały się między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich tylko epizody. W 1990 r. Urząd Ochrony Państwa rozpuścił wieści o terrorystyczno-narkotykowych powiązaniach Stana Tymińskiego, zaś TVP zrobiła materiał z Kanady, że egzotyczny kandydat bije tam żonę. Z kolei w 2005 r. Jacek Kurski uderzył w Donalda Tuska jego dziadkiem z Wehrmachtu, zakładając dosyć trafnie, że ciemny lud to kupi. Ówczesny poseł po latach uzyskał w TVP nieograniczone wręcz możliwości rozszerzenia handlowej oferty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane