Wybuchowa środa w kopalniach

Maria Trepińska
opublikowano: 22-01-2007, 00:00

Ergo Hestia ostrzega, że nie wypłaci odszkodowania, jeśli podczas protestów

Ergo Hestia ostrzega, że nie wypłaci odszkodowania, jeśli podczas protestów

wydarzy się jakaś tragedia.

W piątek związkowcy triumfowali i cieszyli się z wyników referendum w sprawie strajku w kopalniach. Opowiedziało się za nim ponad 60 proc. górników. 24 stycznia stanie w śląskich kopalniach wydobycie węgla. Zdaniem prof. Andrzeja Barczaka z Akademii Ekonomicznej w Katowicach, górnicy podcinają gałąź, na której siedzą, nie licząc się ze stratami. Według Artura Kosińskiego, wiceprezesa Kompanii Węglowej (KW), która skupia 17 kopalni, dobowe straty spółki przekroczą 44 mln zł. Ale to nie wszystko.

Dziwne umowy

Jeśli podczas strajku w kopalniach wydarzy się jakaś tragedia, nikt nie dostanie odszkodowania. Ewa Burchacińska, dyrektor przedstawicielstwa Ergo Hestii w Gliwicach, przysłała zarządowi koncernu stanowisko, z którego wynika, że ubezpieczyciel nie odpowiada za szkody zaistniałe podczas protestów. W tej sytuacji do odpowiedzialności cywilnej mogą być pociągnięci organizatorzy strajku, czyli związkowcy.

Zarząd KW, którym kieruje Grzegorz Pawłaszek, od pewnego czasu analizuje dotychczasowe umowy ubezpieczeniowe. Z wstępnych danych wynika, że było w nich wiele patologii. Koncern tracił ponad 20 mln zł rocznie, opłacając np. składki za tereny, urządzenia, które nie były eksploatowane. KW korzystała także z usług różnych dziwnych brokerów.

Różne racje

Związkowcy protestują przeciwko strategii branży węglowej na lata 2007-15, która m.in. zakłada częściową prywatyzację spółek węglowych, ale nie Kompanii Węglowej.

— Obawiamy się, że wstrzymanie wydobycia węgla spowoduje kłopoty z realizacją kontraktów. To może spowodować wyparcie nas z rynku przez producentów z Rosji — mówi Artur Kosiński.

Kopalnie w Rosji zostały sprywatyzowane i nikt tam nie myśli o strajkach. Dominik Kolorz, szef Solidarności, sugeruje, że KW od dawna spełniała kryteria upadłości.

— Takie stwierdzenie podważa wiarygodność firmy wobec wierzycieli. Negocjujemy 200 mln zł kredytu, a takie zachowanie utrudnia rozmowy — uważa wiceprezes Kosiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maria Trepińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane