Jak duża jest różnica między tym, ile Polacy chcą zarabiać na migracji, a ile w miejscu zamieszkania, zależy od tego, gdzie obecnie mieszkają i gdzie chcieliby się przeprowadzić. Z analizy oczekiwań finansowych użytkowników serwisu Pracuj.pl wynika, że największe mają Pomorzanie, którzy zdecydowaliby się na przeprowadzkę na Mazowsze. Warunek: średnio 4751 zł brutto miesięcznych zarobków. A to aż o 2000 zł więcej niż wskazywana przez nich średnia, gdy oferta pracy pochodzi z ich województwa. Na pobliskich Kujawach chcieliby zarabiać tylko o około 900 zł więcej niż u siebie.
Ślązacy jako dwa najpopularniejsze kierunki wskazali Małopolskę i Dolny Śląsk. Liczą wtedy na 1000 zł więcej niż u siebie. Zdecydowanie mniejsze oczekiwania finansowe w związku z ewentualną pracą w jednym z dwóch najbardziej preferowanych kierunków migracji mają mieszkańcy Lubelszczyzny i Opolszczyzny. Byliby skłonni do przeprowadzki już za średnio 500 zł więcej niż żądają u siebie.
Warszawiacy i inni Mazowszanie, choć statystycznie zarabiają najlepiej, także biorą pod uwagę pracę w innym regionie. Ale w ościennym Łódzkiem za średnio 1000 zł więcej, a w odleglejszej Małopolsce oczekiwaliby nawet o 1350 zł więcej.
Byle nie do Warszawy
Choć z raportu "Rynek pracy specjalistów" portalu Pracuj.pl wynika, że Mazowsze ma najwięcej ofert pracy (w III kwartale tego roku 20 proc. wszystkich w serwisie), to wcale nie wszędzie w Polsce jest najczęściej wskazywanym kierunkiem migracji za pracą.
Ci, którzy rozważają przeprowadzkę "za chlebem", najczęściej na pierwszym miejscu wskazują sąsiednie województwa. Mieszkańcy Kujaw, Dolnego Śląska, Śląska, Ziemi Lubuskiej, Opolszczyzny i Zachodniego Pomorza w ogóle nie wymieniają Mazowsza wśród dwóch najbardziej preferowanych kierunków przeprowadzki.
A ci, którzy biorą pod uwagę pracę w stolicy, na ogół chcieliby w niej zarabiać więcej niż wynosi średnia krajowa, bo ponad 3283 zł brutto. Najbardziej wygórowane oczekiwania w razie przeprowadzki do Warszawy mają Pomorzanie — aż 4751 zł. Niewiele mniej (średnio 4507 zł) chcieliby zarabiać na Mazowszu mieszkańcy Dolnego Śląska. Również Małopolanie wiążą ewentualny wyjazd do pracy do Warszawy z zarobkami o 66 proc. wyższymi niż oczekiwane u siebie.
Kto mniej wymaga
Najskromniejsze oczekiwania co do zarobków na Mazowszu, nawet poniżej średniej krajowej, mają mieszkańcy Lubelszczyzny (2780 zł), Podlasia (2979 zł), Świętokrzyskiego (3097 zł) i Warmii i Mazur (3181 zł). Czyli w regionach, gdzie najtrudniej o pracę, a i średnie płace nie są imponujące.
Tę prawidłowość widać także w grupie wiekowej 30-39 lat, czyli wśród osób, które już od kilku lat są obecne na rynku pracy i dobrze go znają. Największe oczekiwania co do wynagrodzenia mają Pomorzanie, którzy rozważają szukanie posady na Mazowszu — średnio aż 6504 zł brutto. A mieszkańcy Lubelszczyzny byliby zadowoleni z 4165 zł brutto.
W deklaracjach pojawiają się oczywiście także bardzo wygórowane oczekiwania płacowe, na ogół związane z rangą poszukiwanego stanowiska. Wśród rozważających przeprowadzkę na Mazowsze powyżej 12 000 zł (to największa możliwa do wskazania kwota) chciałoby zarabiać 2,4 proc. wszystkich badanych.
SONDA
Firmowe podróże też kształcą
Paweł Bulanda
Odpowiadam za zarządzanie regionem Kraków, do którego należą oddziały Lublin, Rzeszów i Kraków. Zdarza się, że przemieszczam się między tymi miastami kilka razy w tygodniu, bo na co dzień mieszkam w Lublinie lub Krakowie. Dlaczego zdecydowałem się na taki tryb pracy? Ponieważ lubię to, co robię, i preferuję aktywny styl życia.
Moją pasją są podróże i zgłębianie tego, co nie znane. Dzięki charakterowi mojej pracy mogę stale podejmować nowe wyzwania. Współpracując z różnymi ludźmi, którzy mają inne usposobienie, choćby ze względu na miejsce zamieszkania, mam większą i stałą, możliwość rozwoju osobistego — zdobywania wiedzy, umiejętności i stawania się bardziej innowacyjnym. Chociaż większość z nas nie lubi migrować, mnie to nie dotyczy. Choćby dlatego, że jako rodowity góral nie zaliczam się do większości.
Każda zmiana to krok do przodu
Ernie Greszta
Przez cztery lata pracowałem w Kanadzie, teraz jestem w Polsce. Odpowiadam za kwestie ubezpieczeń w dziewięciu krajach europejskich i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Zmieniłem miejsce zamieszkania, a co za tym idzie miejsce pracy, ze względów osobistych. Było to również spowodowane chęcią przeniesienia pozytywnych i sprawdzonych doświadczeń z jednego kraju i biznesu do innego.
Przeniesienie się do innego kraju było trudniejsze, niż zakładałem, ale jestem zadowolony. Każda zmiana to szansa na kolejny krok naprzód i na satysfakcję. Mimo zwiększonego wysiłku i pewnej dozy niepewności jest absolutnie tego warta, ponieważ zmieniamy nie tylko najbliższe otoczenie, ale pod jego wypływem zmieniamy też samych siebie i mamy niepowtarzalną szansę zmienić innych.
To czasem najlepsze wyjście
Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj, do której należy portal Pracuj.pl
Wyjazd "za pracą" do innego województwa to czasem najlepsze rozwiązanie dla osób, które szukają posady — szczególnie podczas dekoniunktury gospodarczej. Trudno się także dziwić, że decydując się na to, ludzie liczą na wyższe wynagrodzenie.
Największe oczekiwania co do zarobków w innym województwie niż macierzyste mają mieszkańcy województw zamożnych: pomorskiego, wielkopolskiego, małopolskiego i mazowieckiego. To dość oczywiste — dla nich przeprowadzka do innego regionu musi być szczególnie atrakcyjna finansowo, gdyż na miejscu stosunkowo łatwo o pracę, nawet w czasach kryzysu. Wydaje się jednak, że oczekiwania płacowe Polaków nie są bardzo wygórowane. Najwięcej, bo prawie jedna trzecia badanych, wskazało bowiem przedział 2000-3000 zł brutto. Być może odzwierciedla to atmosferę, która panowała i nadal panuje na naszym rynku pracy.
W duszy jestem łodzianinem
Jacek Konieczny
Niechęć do migracji wynika z ludzkiej natury. Każda zmiana, a tym bardziej taka, która pociąga za sobą zmianę stylu życia, jest bardzo trudna. Migracja oznacza zmianę otoczenia, ludzi, wiąże się zwykle z nowymi zobowiązaniami. Jednym słowem — odmienny świat.
Osoba, która się decyduje na codzienne dojazdy, większość wolnego czasu spędza w podróży, a jej dom staje się sypialnią. Życie "w rozdarciu" nie jest idealnym rozwiązaniem, bo tak naprawdę wszystkie działania skupiają się wokół pracy i dotarcia do niej. Nie ma chwili wytchnienia. W moim przypadku trwało to pół roku. Po tym czasie wraz z żoną zdecydowaliśmy o przeprowadzce.
Pochodzę z Łodzi. Od ponad trzech lat na stałe mieszkam w Warszawie. W głębi duszy wciąż czuję się łodzianinem. Tam została część mojej rodziny i dom. Na szczęście odległość między obydwoma miastami nie jest duża.
A jednak bez radości z pracy i stylu życia nie pozostałbym zbyt długo w jednym miejscu. Taką mam naturę — lubię zmiany i ciągły ruch. Każdy szuka swojego miejsca.
W mieście, z którego pochodzę, możliwości są ograniczone, bo nie ma tam szeroko pojętego biznesu. Dwie łódzkie instytucje finansowe, w których miałem przyjemność pracować, były dla mnie dobrą szkołą życia, dzięki której obecnie mogę realizować swoje plany zawodowe w międzynarodowej korporacji z siedzibą w Warszawie. A nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że szanse rozwoju w stolicy są większe niż w innych miastach — szczególnie w branży finansowej.
Mobilność mnie wyróżnia
Wojciech Wężyk
Z Krakowa wyprowadziłem się "za żoną", która jest lekarzem i dostała propozycję robienia specjalizacji w Łodzi. Odbyło się to jak w amerykańskim filmie. Jedyną ofertę pracy, jaką wtedy znalazłem w tym mieście, była posada rzecznika w Multibanku. Wysłałem aplikację i nim zostałem. Na trzy lata osiedliśmy w Łodzi. Po kilku miesiącach kupiliśmy tam nawet mieszkanie. Kosztowało dużo mniej niż w Krakowie.
Kolejnym naszym punktem na mapie jest Sopot. Zamieszkaliśmy tu, kiedy dostałem propozycję pracy w Hestii. Nowy pracodawca pomógł mi w załatwieniu formalności związanych z przeprowadzką. Tym razem to żona przyjechała tu "za mną" i bez problemu znalazła zajęcie dla siebie. Jesteśmy zachwyceni tym miastem i chyba zostaniemy tu dłużej. Morze, las, spokojni i przyjaźni ludzie. Nie ma tu pośpiechu i napięcia jak w dużych miastach. Dobrze wychowuje się dzieci.
Biorę to, co przyniesie mi los, jestem otwarty na zmiany i nowe możliwości. Dotychczas źle na tym nie wyszedłem. Śmiejemy się z żoną, że mamy majątek ruchomy, na który składają się głównie książki, dlatego łatwiej nam się przeprowadzać. Każda zmiana miejsca zamieszkania wiązała się z lepszą pracą i lepszym wynagrodzeniem. Oczywiście, cierpią na tym kontakty z rodziną i przyjaciółmi, którzy zostali w Krakowie, ale za to w czasie wakacji mamy mnóstwo odwiedzin.
Polacy nie lubią przeprowadzek. Moją elastyczność w tym zakresie uważam za przewagę konkurencyjną. To coś, co mnie wyróżnia.