Wykreowane euro zaleje rynek

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-09-07 00:00

Zadłużone Włochy i Hiszpania mają powody do radości. Europejski Bank Centralny skupi ich obligacje. Koniec kryzysu?

Zapowiadana od miesięcy bazooka Europejskiego Banku Centralnego (EBC) w końcu wystrzeliła. Władze banku ogłosiły, że uruchamiają program skupu obligacji rządowych (maksymalnie trzyletnich) państw, którym grozi utrata płynności. Program nosi nazwę Outright Monetary Transactions (OMT) i ma być nielimitowany, czyli EBC może prowadzić operacje w nieograniczonej skali i przez dowolnie długi okres.

— Na rynku obligacji skarbowych pojawiają się poważne wypaczenia, które są spowodowane nieuzasadnionym lękiem inwestorów, że euro upadnie. Program pozwoli nam tym wypaczeniom przeciwdziałać — przekonuje Mario Draghi, prezes EBC.

Przelew do rządów

Zapowiadany przez EBC program ma obniżyć rentowności obligacji państw południa Europy. Właśnie wysokie oprocentowanie papierów Hiszpanii i Włoch sprawiło, że koszty obsługi długu tych państw znacząco wzrosły. Rosła obawa, że kraje te przy takich rentownościach stracą płynność, co spowoduje rozpad strefy euro.

— Część krajów strefy euro wpadła w ostatnich latach w błędne koło. Inwestorzy bali się o przyszłość tych państw i Eurolandu, dlatego rentowności obligacji rosły, a to podnosiło rządom koszty obsługi długu i zwiększało ryzyko, że bankructwo rzeczywiście wystąpi. To działało jak samospełniająca się przepowiednia. Program EBC ma pomóc krajom wyjść z tego błędnego koła — tłumaczy Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ. Jeśli operacja się uda, błędno koło zacznie nawet kręcić się w drugą stronę — tę pozytywną.

— Jeśli inwestorzy zobaczą, że rządy państw mają wsparcie z EBC i że jest szansa na ugaszenie pożaru, popyt na obligacje będzie się nasilał, co będzie dodatkowo uławiać gospodarkom wychodzenie z kryzysu. Taki efekt chciałyby osiągnąć władze EBC — mówi Łukasz Tarnawa.

Bank stawia jednak warunek: kraje, których papiery będą skupowane, będą musiały pokazać, że wprowadzają reformy uzdrawiające ich finanse i gospodarkę. Będą musiały oficjalnie wystąpić do UE o wsparcie z funduszy ratunkowych i realizować uzgodnione wspólnie z Komisją Europejską programy naprawcze.

— Mario Draghi, przedstawiając program skupu obligacji, ostatecznie rozwiał wszelkie wątpliwości — dotrzymał słowa. Teraz piłka jest po stronie rządów państw, które muszą porozumieć się w sprawie sposobu wychodzenia z kryzysu — twierdzi Carsten Brzeski, ekonomista ING. Rynki zareagowały na deklaracje Draghiego wzrostami. Umocniło się euro (i złoty) oraz wzrosły indeksy giełdowe.

— To były informacje, na które czekali inwestorzy. Porozumienie jest tym cieplej przyjmowane, że ostatnio wychodziły na jaw spory wewnątrz władz EBC na temat skupu obligacji — mówi Maja Goettig, główna ekonomistka KBC Securities.

Takie czasy

W praktyce skup obligacji jest kolejnym niekonwencjonalnym narzędziem politykimonetarnej próbowanym przez EBC. W pewnym sensie jest to przedsięwzięcie polegające na druku pieniądza i przekazywania go pośrednio rządom państw. Nie chodzi o dosłowny druk banknotów, ale o tworzenie pieniądza elektronicznego. EBC będzie kreował wirtualne euro, za które będzie od banków kupował obligacje skarbowe. EBC podobnych eksperymentów ma na koncie już cztery.

Wcześniej uruchamiał dwa mniejsze programy skupu aktywów z rynku oraz dwukrotnie organizował „promocje” na dodrukowany pieniądz dla banków (w wyznaczonym czasie udzielił niemal darmowych, trzyletnich pożyczek dla banków strefy euro przy liberalnych zasadach dotyczących zabezpieczeń). Łącznie suma bilansowa EBC (miara obrazująca skalę kreacji pieniądza) wzrosła przez ostatni rok o ponad bilion EUR. Teraz ten przyrost nie musi być tak silny, bo EBC zapowiada, że będzie prowadził tzw. sterylizację.

— Kreując euro i wprowadzając je do obrotu, EBC będzie jednocześnie wycofywał część nadpłynności przez przyjmowanie depozytów do banków komercyjnych — tłumaczy Maja Goettig.

Po decyzji EBC kurs euro spadł wczoraj o 6 groszy, do 4,12 zł. Nasza waluta szybko odrobiła większość strat poniesionych pod koniec ubiegłego tygodnia, po tym jak prezes NBP Marek Belka zasygnalizował możliwość obniżenia stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej.

OKIEM EKSPERTA

Monetarne sztuczki niewiele dają

ROBERT GWIAZDOWSKI

prezydent Centrum im. Adama Smitha

Nie spodziewam się po decyzji EBC żadnego przełomu w walce z kryzysem. Mario Draghi uznał, że skoro rządom brakuje pieniędzy, to trzeba dodrukować trochę euro. Tymczasem od drukowania jeszcze nikomu się nie polepszyło. Amerykanie czy Japończycy drukują dolary na masową skalę i nie widać tam żadnych oznak ożywienia. My też mamy w tym temacie swoje doświadczenia.

Władze PRL również próbowały takich monetarnych eksperymentów. Też drukowali pieniądze i przekazywali je rządowi, czyli – używając dzisiejszego języka – stosowali „luzowanie ilościowe”. Oczywiście gospodarki to nie uzdrowiło. Dokonało tego dopiero „luzowanie jakościowe”, czyli uwolnienie rynku.

Przetarte ścieżki

EBC to nie pierwszy bank centralny, który uznał, że kreatywna polityka monetarna to sposób na walkę z kryzysem. Inne duże instytucje monetarne działają w ten sposób już od dawna. W najnowszej historii zasłynął z tego najpierw Bank Japonii, który już od lat 90. masowo skupuje aktywa z rynku i pompuje nowy pieniądz w gospodarkę. Po upadku Lehman Brothers we wrześniu 2008 r. tą samą drogą poszły Rezerwa Federalna USA i Bank Anglii. Strefa euro do ubiegłego roku znana była ze swojego konserwatyzmu — drukowała niechętnie i w małej skali.

Dopiero latem ubiegłego roku EBC złamał się i rozpoczął program skupu obligacji. Ostatnio liderem w drukowaniu stał się Szwajcarski Bank Narodowy. Tworzy pieniądz, żeby kupować waluty i osłabiać kurs franka. Od czerwca do sierpnia stworzył dodatkowe 146 mld CHF. Jak twierdzą ekonomiści, droga ropa i inne surowce i bańki spekulacyjne na rynkach wschodzących to właśnie skutek tych drukarskich zapędów banków centralnych.