Wyścigowy biznes

Tomasz Marzec
opublikowano: 2005-04-05 00:00

Czy kilkunastoosobowy rynek może zapewnić milion złotych rocznego obrotu? Tak. Udowodnił to Paweł Dytko, rajdowiec, właściciel Dytko Rent.

Dytko Rent to wypożyczalnia samochodów rajdowych, którą w Nysie prowadzą bracia Paweł i Piotr Dytko. Wynajmowaniem samochodów zajmują się od 2001 r. W 2003 Paweł zrezygnował ze startów i poświęcił się zarabianiu na obsłudze sportów samochodowych. Jak przyznaje, początki były trudne i do dziś działanie na tym rynku przypomina stąpanie po kruchym lodzie.

Przeminęło z dymem

— Firma zrodziła się z potrzeby chwili. Paradoksalnie, zarabiać na rajdach zacząłem, kiedy dla tego sportu przyszły trudne czasy — wspomina Paweł Dytko. W 2001 r. wprowadzono zakaz reklamowania koncernów tytoniowych w sporcie. Dla wielu zespołów rajdowych był to koniec działalności. Skończyły się duże pieniądze. Wiele koncernów wcześniej mocno w nas inwestowało, był Mocne Team, Sobieskie Team, swój zespół miało Marlboro — opowiada Paweł.

Wycofanie się przemysłu tytoniowego ze sportu odczuł i on sam.

— Skoro nie udało nam się znaleźć sponsora, to postanowiliśmy zarabiać na tych, którzy mieli nieco więcej szczęścia — wspomina.

Dytkowie nie mieli pieniędzy na pokrycie strat w kolejnym sezonie, ale mieli cały zespół — mechaników, sprzęt i zaplecze techniczne.

— Można było wszystko sprzedać, zwolnić ludzi i zająć się czymś innym, ale to nie w moim stylu. Nie lubię się poddawać — mówi Paweł.

Uczyli się na porażkach

Pierwszym klientem był Marcin Turski. Wypożyczył samochód na warszawską Barbórkę, w której startował także Paweł Dytko.

— Najważniejsze było wtedy to, że koledzy darzyli mnie szacunkiem i mieli do mnie zaufanie. Miałem na tyle dobrą opinię w środowisku, że Marcin nie obawiał się, iż przygotuję mu gorszy samochód, żeby z nim wygrać — wspomina Paweł.

Żeby uniknąć tego typu podejrzeń, w 2003 r. zrezygnował jednak ze startów i poświęcił się firmie.

W tej działalności niezwykle ważne jest zaufanie klientów, ale i doświadczenie. Bracia Dytko przyznają, że najwięcej nauczyli się na pierwszych rajdowych porażkach. Paweł zaczął startować w 1997 roku i sam przygotowywał sobie samochód.

— To była świetna szkoła. Pierwsza rajdówka — Ford Escort — psuła się bardzo często i byliśmy tym załamani. Dała nam mocno w kość, ale nie poddaliśmy się i być może tym doświadczeniom zawdzięczamy dzisiejszą pozycję — mówi dziś Dytko.

600 tysięcy na sezon

Po przygodach z Fordem Paweł Dytko przesiadł się do Mitsubishi Lancer i dziś specjalizuje się właśnie w tych samochodach.

W ciągu czterech lat działalności Dytko Rent rozbudował swą flotę od jednego Lancera EVO 5 do pięciu, które przygotowuje na zbliżający się sezon. Klientom — a stałych ma obecnie trzech — zapewnia kompleksową obsługę. Auto jest budowane od podstaw, potem przywożone na start zawodów i kierowca dostaje kluczyki. Firma zapewnia paliwo, części, obsługę mechaników i przewozy. Wszystko jednak kosztuje. Mimo że w ostatnich latach ten sport tanieje, to nadal potrzeba stosunkowo dużych pieniędzy, żeby się ścigać. Paweł Dytko szacuje, że kierowca musi mieć około 600 tysięcy złotych na cały sezon. W nadchodzącym wystartuje prawdopodobnie 15 zawodników.

Jesteśmy konkurencyjni

Niewiele zmieniło się na tym rynku po wejściu Polski do Unii.

— Firm takich jak moja na Zachodzie jest wiele, a w Polsce tylko trzy. Jednak one, nie mogą być dla nas konkurencją, ponieważ koszty transportu i utrzymania ekipy w Polsce byłyby dla nich za duże — wyjaśnia Paweł Dytko.

Polskie firmy są tańsze także dlatego, że nasi mechanicy zarabiają mniej. Polak pracujący w zespole rajdowym dostaje 700 EUR, Niemiec — 2500. Różnica w cenie usług nie jest już jednak tak duża jak w 2001 roku. Wtedy Dytko Rent był trzy razy tańszy od firm zachodnich.

— Teraz jesteśmy tańsi o jakieś 30 procent, ale podnieśliśmy bardzo jakość samochodów i usług. Na początku oni byli zdecydowanie lepsi, dziś praktycznie się nie różnimy — tłumaczy Paweł Dytko.

Na razie jednak nie ma szans, by wkroczyć na rynek zachodni.

— Dla niemieckiego kierowcy byłoby ujmą pokazać się z polskim serwisem — uważa właściciel Dytko Rent.

Dytko Rent to tylko część rodzinnego biznesu. Paweł z bratem Piotrem prowadzą serwis samochodów osobowych i ciężarowych. Ich ojciec zajmuje się sprzedażą paliw. W sumie zatrudniają ponad 40 osób. W Dytko Rent na stałe zatrudnionych jest 6 osób. Na rajdy pracę dostaje kolejnych 8.