Y2K OSZCZĘDZIŁ FIRMY

Redakcja
04-01-2000, 00:00

Y2K OSZCZĘDZIŁ FIRMY

Wciąż nie wiadomo, ile pieniędzy pochłonęły przygotowania do roku 2000

Czarne proroctwa nie sprawdziły się. Prąd płynął, pociągi i autobusy kursowały. Nie było problemów z telekomunikacją. Także banki, które na wszelki wypadek przez dwa dni nie dokonywały operacji, w poniedziałek pracowały normalnie. Kłopotów uniknął też PLL LOT, choć — co prawda — 31 grudnia i 1 stycznia odwołał połączenia, ale 2 stycznia bez problemów je wznowił.

Krzysztof Żmijewski prezes PSE

- Jak zapewniają Polskie Sieci Elektroenergetyczne, w krajowym systemie przesyłowym nie wystąpiły żadne zakłócenia związane z wejściem w rok 2000. Zabezpieczenie się przed milenijną pluskwą kosztowało spółkę około 30 mln zł. Krytycznej nocy w PSE czuwał sztab antykryzysowy. Aż do poniedziałku w firmie dyżurowali też członkowie zarządu — oczywiście na zmianę.

- W rok 2000 PGNiG weszło bez problemów. Do zmiany daty krajowy monopolista przygotowywał się przez dwa lata. W grudniu przetestowano wszystkie plany awaryjne, które istnieją w firmie niezależnie od problemu Y2k. Krytycznej nocy w PGNiG dyżurowały zespoły odpowiedzialne za prawidłowe funkcjonowanie systemu. Pierwszy raport o dostawach gazu nadszedł o godz. 22.15, kiedy w Rosji (która jest głównym dostawcą PGNiG) witano Nowy Rok. Wszystko działało bez zakłóceń. Ostatnie sprawozdanie odebrano około 3.00 nad ranem. Raport informował o prawidłowym funkcjonowaniu systemu.

Paweł Rzepka prezes TP SA

- Problem Y2K nie pokrzyżował dotychczas szyków żadnemu z działających w Polsce operatorów telekomunikacyjnych. Tuż po północy 1 stycznia działały wszystkie telefony, i to zarówno w sieciach komórkowych, jak i stacjonarnych. Wprawdzie w sylwestrową noc osoby korzystające z telefonów komórkowych miały spore problemy z uzyskaniem połączenia, ale wynikało to wyłącznie z przeciążenia sieci. Przykładowo w Warszawie obciążenie sieci Plus GSM było czterokrotnie większe niż normalnie w godzinach szczytu, a w Zakopanem nawet dziesięciokrotnie wyższe. Operatorzy podkreślają jednak, że dopiero kilka pierwszych dni 2000 roku pokaże dokładnie, czy wszystkie systemy informatyczne działają prawidłowo.

Wiadomo było również, że wielu operatorów w ogóle nie było narażonych na straty finansowe, jakie byłyby efektem zakłóceń związanych z Y2K. Jeśli cokolwiek w ich wewnętrznych systemach nie zadziałałoby poprawnie 1 stycznia 2000 roku, odpowiedzialność za błędy mieli ponieść dostawcy sprzętu. Większość operatorów nie poniosła też wysokich kosztów związanych z wymianą sprzętu informatycznego, a to głównie dlatego, że działają na rynku od dwóch, trzech lat, a wówczas problem milenijny był już rozpoznany. Około 500 mln zł na dostosowanie własnych systemów wydała TP SA. Pozostali gracze nie chcą ujawnić dokładnych liczb.

- PLL LOT na przygotowania do roku 2000 wydał około 4 mln zł. Nasz narodowy przewoźnik zawiesił jednak połączenia 31 grudnia i 1 stycznia. Przedstawiciele LOT-u podkreślali, że nie jest to spowodowane obawą przed pluskwą milenijną, ale tradycyjnym spadkiem liczby pasażerów. Większość wydatków związanych z problemem roku 2000 pochłonęła wymiana aplikacji w systemach rezerwacyjnych i systemie odpraw. Prace nad problem roku 2000 trwały w Locie od początku 1998 roku. Prowadzono je we współpracy z producentami samolotów, które znajdują się we flocie LOT-u, Boeingiem i ATR-em. Zakupione w ubiegłym roku brazylijskie Embraery były już przygotowane na rok 2000.

Krzysztof Celiński prezes PKP

- Problem roku 2000 w strategicznych gałęziach transportu, a więc i w kolei, nadzorował resort transportu.

Ruch kolejowy w noc sylwestrową przebiegał bez żadnych zakłóceń. Odprawiono 160 pociągów pasażerskich, w tym 11 międzynarodowych. Kolej była bardzo dobrze przygotowana — twierdzi Elżbieta Jeranowska, rzecznik Ministerstwa Transportu i Gospodarki Morskiej.

Przygotowanie do problemu roku 2000 kosztowało PKP 17,2 mln zł.

- Nie sprawdziły się czarne proroctwa: system bankowy nie przeżył wstrząsu z powodu zmiany daty. 3 stycznia instytucje finansowe pracowały normalnie.

Banki, na wszelki wypadek, 30 i 31 grudnia 1999 roku nie prowadziły operacji księgowych i zabezpieczyły dane o klientach. W sylwestrową noc nic złego się nie stało.

— 1 i 2 stycznia prace przebiegały bez zakłóceń. Działały wszystkie media i systemy. Informatycy sprawdzili systemy z datą rzeczywistą, a bank złożył później odpowiednie raporty do Głównego Inspektoratu Nadzoru Bankowego i NBP — mówi Izabela Mościcka, rzecznik BGŻ, banku, który pod względem przygotowań do roku 2000 traktowany był przez obserwatorów z dystansem.

- Problem Y2K nie dotknął towarzystw emerytalnych. Spółki powstałe na początku 1999 roku są bowiem wyposażone w najnowszy sprzęt oraz system informatyczny.

— Nic nie wydarzyło się 1 stycznia. W Grupie PZU powstał centralny zespół od projektu roku 2000. Opracował on plan awaryjny na wypadek braku prądu czy innych zagrożeń dla systemu informatycznego. Istniały ponadto kopie zapasowe wszystkich dokumentów — mówi Wojciech Bakiel, dyrektor biura zarządu PTE PZU.

—Zmiana daty przeszła bez najmniejszych zakłóceń. Do będącego w pełnej gotowości kilkunastoosobowego sztabu antykryzysowego naszej firmy nie dotarł żaden sygnał o awarii. Nie będąc do końca pewnym tak gładkiego przejścia w 2000 rok, w poniedziałek 3 stycznia zaczęliśmy pracę o 7 rano, tak aby móc zareagować na ewentualne problemy klientów rozpoczynających działalność w nowym roku. I to jednak okazało się zupełnie niepotrzebne — mówi Andrzej Dopierała, prezes Hewlett-Packard Polska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Redakcja

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Y2K OSZCZĘDZIŁ FIRMY