Z niejednego pieca

Kamil Kosiński
opublikowano: 2007-12-20 00:00

Aby zarabiać, wyjechał na Zachód jako gastarbeiter. Zjechał świat, by z powrotem trafić do Polski jako menedżer.

Rok po wbiciu łopaty na placu budowy, 20 listopada 2007 r., łódzką fabrykę firmy Dell opuściły pierwsze zmontowane tam komputery. Ale w zak-ładzie pracowała tylko pierwsza zmiana — z administracją blisko 500 osób. Gdy w połowie stycznia 2008 r. na oficjalne otwarcie zakładu przybędzie sam Michael Dell, pracowników ma być już grubo ponad 1000. Na warszawskiej giełdzie będą zaś już notowane trzy spółki, których założycielem jest pierwszy prezes Dell Computer Poland i Dell Eastern Europe — Mirosław Wierzbowski. Akurat jutro zadebiutuje na parkiecie trzecia z tych firm — Europejski Fundusz Hipoteczny.

— Od Mirka nauczyłem się wielu rzeczy, które dziś są oczywistością: od raportowania i planowania sprzedaży, po odpowiedni dobór krawata. Anegdoty? Kiedyś razem przykręcaliśmy do ściany w warszawskim biurowcu Intraco firmową tablicę przed pierwszą wizytą Michaela Della. Spadła tuż po tym, jak wyjechał — opowiada Michał Jaworski, dziś dyrektor ds. strategii w polskim oddziale Microsoftu, w latach 1992-94 szef wsparcia technicznego i marketingu w polskim oddziale Della.

— Był szefem wymagającym i wyraźnie zorientowanym na realizację celów sprzedażowych. Zajmował się głównie strategią. W bieżącą działalność działu handlowego, którym kierowałem, niewiele się wtrącał — dodaje Tomasz Niesłuchowski, dziś dyrektor w firmie doradztwa personalnego HRK, w latach 1994-95 wiceszef Della na Polskę.

Amerykańska odyseja

Zaczęło się na przełomie lat 1977 i 1978, od wyjazdu 23-letniego gastarbeitera do Austrii.

— Wcześniej pracowałem w serwisie sprzętu elektronicznego, prowadzonym przez Stołeczne Przedsiębiorstwo Handlu Wewnętrznego (SPHW). Niby nieźle zarabiałem, ale o własnym mieszkaniu mogłem tylko pomarzyć — wyjaśnia Mirosław Wierzbowski.

Z Wiednia ruszył do Ameryki. Nie znał angielskiego, ale zatrudniła go firma Beehive International, producent terminali komputerowych w Salt Lake City.

— Testy zaliczyłem, bo składały się z samych wzorów i schematów, a elektrotechnika po polsku i po angielsku to przecież to samo — podkreśla Mirosław Wierzbowski.

Naprawiał monitory przy taśmie. Dziesięć godzin pracy od 17.00, z półgodzinną przerwą o północy. Firma zatrudniła dlań nauczyciela angielskiego.

— W Beehive normę określono na pięć monitorów na 10 godzin. Ja, gdy się wprawiłem, robiłem 15. Przydały się polskie doświadczenia. W serwisie SPHW musiał mi wystarczyć prosty miernik i śrubokręt. Nauczyłem się więc np. określać napięcie w kineskopie na podstawie koloru łuku elektrycznego. Amerykanie do testowania urządzenia potrzebowali sprzętu, jaki w Polsce widziałem tylko w szkole. Samo podłączenie zajmowało kwadrans — wspomina Mirosław Wierzbowski.

Niebawem jednak firma Beehive, uzależniona od jednego odbiorcy, straciła zamówienie. On stracił pracę.

Dziewięć miesięcy jeździł po Stanach od wybrzeża do wybrzeża, jako rezerwowy kierowca wielkiej ciężarówki. Prowadził głównie w nocy i dorabiał przy załadunku i wyładunku. Ciężka fizyczna praca: do naczepy wchodzi około 30 ton.

Wrócił do branży elektronicznej. W firmie Diasonics (ultrasonografy) został inżynierem ds. niezawodności. Miał ustalać przyczyny najkosztowniejszych w serwisowaniu awarii i proponować zmiany, które je wyeliminują. Potem była firma Radionics, produkująca systemy antywłamaniowe i przeciwpożarowe. W bogatym księgozbiorze szefa korzystał z książek o zarządzaniu. Wreszcie trafił do Mountain View w Dolinie Krzemowej. Skusił go Sun Microsystems.

— Płacili mniej niż Radionics, ale dali mi dużo opcji na akcje — zaznacza Mirosław Wierzbowski.

W Sunie spędził osiem lat. Zarobił pierwszy milion.

— Ze względu na menedżerskie stanowiska miałem zakaz inwestowania w akcje firm konkurencyjnych. Zresztą na giełdzie się nie znałem… — przyznaje twórca Europejskiego Funduszu Hipotecznego.

Zaczął inwestować w nieruchomości. Miał cztery domy na wynajem.

Z Sunem zwiedził kawał świata. Japonia, Hongkong, w końcu Monachium.

— Po 1989 r. chciałem wrócić do Polski, a Niemcy były blisko — zaznacza Mirosław Wierzbowski.

Na swoim

Za Odrą przebywał rok. W 1991 r. znów zmienił pracodawcę i wraz z Dellem trafił do Polski.

— Gdy w 1994 r. skończył się mój kontrakt menedżerski w polskim Dellu, zaproponowano mi przeprowadzkę do europejskiej centrali w Londynie albo trzyletni kontrakt w Moskwie. Pierwsza opcja? Niezbyt korzystna finansowo. A w Rosji bałem się mieszkać z rodziną. Zostałem w Polsce. Odszedłem z korporacji z zakazem działalności konkurencyjnej, za co Dell mi sowicie zapłacił — wspomina Mirosław Wierzbowski, prezes i największy akcjonariusz Europejskiego Funduszu Hipotecznego.

O dalszych jego losach częściowo zdecydował przypadek.

— Sąsiad, mieszkający w segmencie obok mojego, handlował cysternami i schładzarkami do mleka. Ale spółdzielnie mleczarskie nie miały pieniędzy, by je kupować. Zaproponował więc, abyśmy założyli firmę leasingową — opowiada Mirosław Wierzbowski.

I tak powstał Leasing System. Poza sprzętem mleczarskim firma leasingowała także maszyny budowlane i samochody. Pod koniec lat 90. sfinansowała pierwszą inwestycję na rynku nieruchomości — podwarszawskie Centrum Falenty, które miesiąc temu odkupiła od dotychczasowego właściciela. W 2001 r. zmieniła nazwę na Europejski Fundusz Hipoteczny. Teraz kolejny etap: giełdowy parkiet. n

Pierwszy grunt w Polsce

Obecny prezes Europejskiego Funduszu Hipotecznego zaczął inwestować w nieruchomości w trakcie pobytu w USA. Pierwszą nieruchomością, którą kupił po powrocie do Polski, były dwa hektary sadów na granicy Warszawy i Piaseczna. Dziś na ich miejscu stoi regionalny oddział firmy Viessmann, producenta urządzeń grzewczych.

Córka debiutowała rok temu

Europejski Fundusz Hipoteczny to dawny Leasing-System. Ta spółka — zanim skoncentrowała się na rynku nieruchomości — leasingowała m.in. maszyny budowlane. Gdy jeden z kontrahentów nie płacił za dzierżawę, firma odebrała mu wysokie dźwigi. Powołała spółkę EFH Żurawie Wieżowe, która na warszawską giełdę trafiła 6 grudnia 2006 r.

Pionier New Connect

Gdy w 1991 r. ruszała warszawska giełda, było na niej zaledwie pięć spółek. Gdy w sierpniu 2007 r. ruszał rynek alternatywny New Connect, było podobnie. W pierwszej piątce notowanych firm znalazła się spółka Viaguara, produkująca alkohole wysokoprocentowe. Kontroluje ją założyciel Europejskiego Funduszu Hipotecznego Mirosław Wierzbowski.