Pierwsze starcie posłów z projektem na 2009 r.
Rząd nie będzie zmieniał założeń makro, czego domaga się opozycja. Ekonomiści też nie widzą takiej potrzeby.
Podczas wczorajszego pierwszego czytania projektu przyszłorocznej ustawy budżetowej Jacek Rostowski, minister finansów, zapewnił, że nasza gospodarka jest w dobrej formie. Mało tego, Polska jest jednym z najlepiej przygotowanych na trudne czasy krajów. Minister przyznał jednak, że dziś nikt nie potrafi przewidzieć wpływu światowego kryzysu na gospodarki Europy i Polski.
— Wiele zależy od tego, jak sprawnie nasi partnerzy w Europie rozwiążą swoje problemy. Po ostatnim posiedzeniu rady Ecofinu [unijnych ministrów finansów — przyp. red.] jestem umiarkowanym, ale prawdziwym optymistą — powiedział Jacek Rostowski.
4 proc., czyli katastrofa
I dlatego, jak tłumaczył, nie ma przesłanek do zmiany makroekonomicznych założeń budżetowych na przyszły rok.
Zupełnie innego zdania jest opozycja.
— Ten budżet to oszustwo budowane na fałszywych założeniach — ocenił Grzegorz Napieralski, szef SLD.
Zdaniem Aleksandry Natalli-Świat z PiS, kryzys w świecie finansów jest faktem i będzie miał negatywny wpływ na polską gospodarkę. Posłanka podała w wątpliwość realność przyjętych przez rząd założeń makro.
— Zakładane tempo wzrostu będzie trudne do uzyskania. Założenia do budżetu trzeba urealnić — uważa Aleksandra Natalli-Świat.
Rząd założył, że PKB wzrośnie w 2008 r. o 4,8 proc. Prognozy rynkowe są nieco niższe — np. analitycy banku Credit Suisse obniżyli wczoraj prognozę wzrostu dla polskiej gospodarki z 4,6 do 4,4 proc. Piotr Bujak, ekonomista Banku Zachodniego WBK, uważa, że rząd rzeczywiście zbyt optymistycznie oszacował wzrost gospodarczy.
— Na szczęście drugi z najważniejszych parametrów, czyli inflacja, założony jest na stosunkowo niskim poziomie. Może okazać się wyższa, a dzięki temu dochody do budżetu mogą być wyższe od założonych — twierdzi ekonomista BZ WBK.
Spokojny o budżet jest też Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
— Nie widzę większych zagrożeń dla stabilności fiskalnej. Chyba że zrealizuje się skrajnie negatywny scenariusz (w którym w 2009 r. następuje eskalacja kryzysu, a w jego następstwie recesja opanowuje świat, a z nim Polskę). Jest on jednak daleki od podstawowego, który zakłada spowolnienie PKB do 4 proc. Nie sądzę, by mogło to nadwerężyć stabilność polityki fiskalnej. A sam budżet nie wygląda źle — uważa Marcin Mróz.
Bez paniki, proszę
Jacek Rostowski wymienił priorytety gospodarcze rządu, m.in. ograniczanie deficytu budżetowego (o 0,5 pkt proc. PKB rocznie) i długu publicznego, a także szybkie wejście do strefy euro.
— W połowie 2011 r. wystąpimy do Komisji Europejskiej o potwierdzenie naszej gotowości do przyjęcia euro i ustalenie ostatecznego kursu przeliczenia złotego na euro. 1 stycznia 2012 r. nastąpi formalne przyjęcie wspólnej waluty — zapowiedział minister.
Posłowie PiS nie kryli niezadowolenia wywołanego słowami szefa państwowych finansów. Zdaniem Aleksandry Natalli- Świat, przyjmując takie priorytety, rząd może doprowadzić do katastrofalnych skutków.
— Apelujemy do PO i PSL o rozwagę teraz, a nie wtedy, jak zło się stanie — grzmiała posłanka PiS.
Ekonomiści nie widzą rzeczywistości w tak czarnych barwach.
— Nie ma powodu do paniki. A stwierdzenia, że ograniczanie deficytu i szybkie przyjęcie euro grożą katastrofą, są nieuprawnione. Pamiętajmy, że to właśnie deklaracja rządu o planie szybkiego przystąpienia do strefy euro — sądząc po pozytywnej reakcji kursu złotego i zachowaniu długoterminowych obligacji — pozwoliła nas dość łagodnie przeprowadzić przez okres nasilenia kryzysu. Wycofanie się teraz z tego planu mogłoby wywołać bardzo niekorzystną reakcję rynku — uważa Piotr Bujak.
Wtóruje mu Grzegorz Ogonek, ekonomista ING.
— Sytuacja na rynkach jest skomplikowana i nie należy wykonywać nerwowych ruchów. O tym, że Polska jest poważnym kandydatem do przyjęcia euro, zagraniczni inwestorzy są przekonani, co widać po umacnianiu się złotego, gdy tylko rząd przypomina o swoim planie — przekonuje Grzegorz Ogonek.
liczby w projekcie
Rząd spodziewa się w 2009 r. wyhamowania tempa wzrostu PKB do 4,8 proc. przy spadku inflacji do 2,9 proc. Przyczyną spowolnienia ma być niższa dynamika inwestycji i konsumpcji. W przyszłym roku, m.in. ze względu na wprowadzenie dwóch stawek podatkowych w PIT (18 i 32 proc. w miejsce 19, 30 i 40 proc.), wolniej rosnąć będą dochody podatkowe. Wyniosą 252 mld zł, czyli o 9,4 proc. więcej niż w 2008 r. Pieniądze z UE i innych źródeł niepodlegających zwrotowi oszacowano na 33,6 mld zł. Przychody z prywatyzacji mają wynieść 12 mld zł.
Projekt budżetu powinien być uchwalony do 21 listopada, a dwa dni przed sylwestrem musi trafić do prezydenta.
Politycy o projekcie budżetu na 2009 r.
Rząd, przyjmując
jako główny priorytet ustawy budżetowej wielkość deficytu i najszybsze dojście do strefy euro, może niestety doprowadzić do skutków katastrofalnych.
Prawdziwym priorytetem powinno być utrzymanie tempa wzrostu gospodarczego.
Aleksandra Natalli-Świat
Prawo i Sprawiedliwość
Budżet nie uwzględnia skutków kryzysu finansowego w USA, jego założenia to zamki na piasku. Nie ma w nim odważnej wizji modernizacji, to raczej strategia przetrwania. Należy ociosać go z liberalnych naleciałości. To budżet wstydu i błędnych decyzji.
Wojciech Olejniczak
Lewica
To rewolucyjny projekt. Dotąd ustawy budżetowe były tylko planami finansowymi odzwierciedlającymi alokację środków na różne cele. Po raz pierwszy został przygotowany budżet zadaniowy.
Zbigniew Chlebowski
Platforma Obywatelska